• facebook
  • rss
  • Zabawa jak antidotum

    dodane 13.11.2014 00:15

    Siostra Faustyna przyjechała z bratem, św. Jerzy przybył konno i miał ze sobą smoka, zaś św. Klara dla wygody biegała w trampkach. Niemożliwe? Możliwe, gdy święci schodzą z obrazków i zjeżdżają do Piły.

    W gościnnej auli Szkół Salezjańskich zameldowali się po raz piąty i stworzyli barwną plejadę wyniesionych na ołtarze.

    Welon z szalika

    W tym roku najpopularniejsi byli św. s. Faustyna, św. Jerzy i św. Franciszek. Wśród wielu koronowanych głów i welonów mniszek z różnych epok zdecydowanie wyróżniała się indiańska przepaska. – O mojej św. Katarzynie Tekakwitha chyba mało kto słyszał. Sama przypadkiem na nią trafiłam w internecie. Była Indianką i chrześcijanką, to wyjątkowe dlatego ją wybrałam. Pokazała, że naprawdę każdy może zostać świętym – opowiada z przejęciem Natalka Ziemińska z Wałcza. Choć św. Apolonia może poszczycić się znacznie dłuższym stażem w niebie, dla wielu dzieci także jest odkryciem. – Szczypce są od prababci – Ala Muszyńska prezentuje mordercze narzędzie. Jak zdradza, cała rodzina była zaangażowana w przygotowywanie konkursowego stroju i wszyscy razem odkrywali na nowo patronkę dentystów.

    – Rodzice jej nie znali wcześniej, ja też o niej nie słyszałam. Ale s. Elżbieta ma segregator z rozmaitymi świętymi. Przeglądałam go i znalazłam św. Apolonię. Bardzo mi się spodobała, przede wszystkim przez to, że za nic nie chciała się wyprzeć swojej wiary – opowiada piątoklasistka. Nie tylko dzieci poznają świętych. W wyszukiwaniu informacji, szperaniu w internecie i przygotowywaniu strojów pomagają im rodzice. Św. s. Faustyna i św. Józef, rodzeństwo ze Szwecji, przyjechali nawet ze swoją ekipą techniczną. – Bycie ojcem świętych to bardzo odpowiedzialne zajęcie – śmieje się Adam Jaszkowic, pomagając córce upiąć welon z szalika. Jak przyznaje taka zabawa wciąga całą rodzinę. – Trochę doczytaliśmy w internecie, poszukaliśmy obrazków, żeby wiernie odtworzyć habit, policzyć węzełki na sznurze czy dobrze upiąć różaniec. Staraliśmy się, żeby jak najwierniej oddać św. Faustynę zewnętrznie, wewnętrznie – to już zadanie Oli, żeby dorównać świętej – opowiada. – „Święta Faustyno, módl się za nami, za urwisami, łobuziakami, co wciąż rozbite mają kolana i psot tysiące robią od rana” – recytuje Ola. Nie ukrywa, że to powinna być jej osobista modlitwa. – Jak tylko to przeczytałam, od razu wiedziałam, że to w sam raz modlitwa dla Oli – śmieje się jej nauczycielka Anna Ogonowska. Pilską zabawę w świętych i błogosławionych uważa za pomysł trafiony w dziesiątkę. – To dobra odtrutka na halloweenowe szaleństwo. Takie zabawy są mądre i potrzebne – dodaje.

    Święci zamiast zombie

    Inicjatorka pilskiego konkursu s. Elżbieta Młynarczyk przywiozła tę zabawę ze Śląska, gdzie wcześniej pracowała. – Nie ma nic złego w tym, że dzieci lubią się przebierać, ale to my, dorośli powinniśmy pokazać im właściwy kierunek zabawy. Jeśli tylko będziemy mówić, że halloweenowe przebieranki są złe, a nie damy im jakiejś pozytywnej alternatywy, to może to przynieść odwrotny skutek – zauważa. W konkursie nie wystarczy tylko dobre przebranie. Trzeba wykazać się wiedzą. – Chodzi o to, by pokazywać dobre wzorce, które dzieci mogą naśladować w drodze do świętości – dodaje salezjanka. Ignacy Forysiewicz poprawia beret z pięknym piórem, zarzuca podróżny tobołek na ramię i raźnym krokiem maszeruje do Rzymu. O św. Stanisławie Kostce usłyszał na lekcji religii. – Trochę narozrabiał, jak sprzeciwił się swoim rodzicom. Zupełnie jakbym o sobie słuchał – kiwa głową Ignaś. – Ale skoro mimo to został świętym, to mam nadzieję, że i mnie się uda. To chyba nie jest takie trudne: trzeba kochać Pana Boga i być dobrym dla ludzi – pociesza się mały wałczanin. Jakub Danielewicz z Zespół Szkół nr 2 w Pile na scenę wjechał konno. Nie zapomniał też o smoku. – Trochę trudno się w tym stroju poruszać, ale św. Jerzy jest świetny, bo był rycerzem. Lubię go tak samo, jak swojego patrona – mówi z przekonaniem Kuba. Grażyna Nowak od lat specjalizuje się w przygotowywaniu strojów na szkolne przedstawienia. Stworzenie oryginalnego przebrania nie było więc problemem. – Koń św. Jerzego już grał w przedstawieniu, inne elementy stroju też były wcześniej wykorzystywane więc skompletowanie stroju poszło łatwo – śmieje się nauczycielka. Ich wspólny wysiłek został doceniony: św. Jerzy wyjechał z pierwszym miejscem. Serca jurorów podbiła także Lenka Fels- mann z Trzcianki, która wyśpiewała Boże Miłosierdzie. Akompaniował jej nauczyciel Bartosz Śliwiński. – W naszej polskiej tradycji trochę gubimy ten radosny wymiar listopadowego świętowania, skupiamy się na zadumie nad przemijaniem. Mamy tak wielkich i wspaniałych orędowników w niebie, więc powinniśmy ich znać. I cieszyć się razem z nimi – dodaje nauczyciel.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół