Nowy numer 16/2018 Archiwum

Smutni zostają w Polsce

Śpiewają radośnie, lecz nie z przytupem. Adorują w ciszy, lecz nie wyglądają na mistyków. Młodzi naszej diecezji już myślą o Europejskim Spotkaniu Młodych w Pradze.

Mało komu udaje się połączyć zgiełk metropolii z autentyczną ciszą. Bracia z Taizé też nie mają na nią patentu. Po prostu trwają w niej na co dzień w małej wiosce w południowej Francji. Raz w roku opuszczają swój „święty spokój”, gotowi podzielić się milczeniem z młodymi całej Europy.

Nawet do północy

Monika Czajka ze Sławoborza, studentka Politechniki Koszalińskiej, usłyszała tę ciszę rok temu w Strasburgu. – Pojechałam na ESM z ciekawości. Skapitulowałam pod namowami katechetki. Nie wiedziałam, w co się pakuję. 30 tys. osób, które spędzają Sylwestra w dziwny sposób, nie ze znajomymi, nie na dyskotece, bez alkoholu… Nie wiedziałam nawet, że Taizé to nazwa wioski – powiedziała studentka. W Strasburgu od razu „połknęła haczyk” i po pół roku w wakacje pojechała do wioski w Burgundii. Teraz, podobnie jak tam, trwa przed ikoną, jak tam, śpiewa proste kanony, jak tam milczy w gronie rówieśników. Tyle że nie są ich tysiące, lecz kilkunastu i nie w ogromnej hali pełnej świec, lecz małej kaplicy na plebani koszalińskiej katedry. Spotykają się cyklicznie, by przygotować się do najbliższego ESM.

– Bardzo polubiłam taką modlitwę. Kiedy byłam w Taizé, śpiewałam w chórze. Początkowo było mi ciężko długo adorować, ale nie wypadało opuścić chóru przed czasem. Jednak w pewnym momencie stało się coś takiego… poczułam Bożą obecność. Myślę, że to było działanie Ducha Świętego. To wzruszające przeżycie wróciło w środę, czwartek, piątek, sobotę. Zamiast wychodzić z chórem o 22, zostawałam do 24. Potem już nie chciałam wcale stamtąd wyjeżdżać – wspomina Monika. Teraz nie tylko nie wyobraża sobie nie jechać do Pragi, ale namawia na wyjazd kogo się da.

W tramwaju nie ma smutnych

Kiedy wielu Europejczyków chłodzi szampana, młodzi wypraszają dla świata pokój. Ta inicjatywa nie zdezaktualizowała się przez 36 lat historii ESM. – Modlitwa o pokój to dzisiaj nagląca potrzeba. Konfliktów jest coraz więcej, coraz więcej chrześcijan ginie za wiarę. A wreszcie – najbardziej brakuje pokoju w ludzkich sercach. Poprzez tę modlitwę młodzież Europy przypomina, że jedynym źródłem pokoju jest Bóg – powiedział ks. Andrzej Pawłowski, koordynator wyjazdu na ESM. Zresztą miejski tłum wcale nie przeszkadza temu, by poczuć jedność z ludźmi. Monika przekonała się o tym na ulicach Strasburga – Wsiadłam do tak zapełnionego tramwaju, że bałam się wypadnięcia. Pojazd miał kilka wagonów, stałam w ostatnim i nagle usłyszałam dobiegające z pierwszego polskie kolędy. Czułam się jak w rodzinie. Zresztą wszędzie byliśmy dobrze przyjmowani, nawet w meczecie. Na ESM nie ma smutnych ludzi. Z

 podręcznika do muzeum

Pokój, o który wołał brat Roger, ma wziąć początek w sercach wierzących w Chrystusa. Zaprosił chrześcijan różnych wyznań na wspólną modlitwę, by odnaleźli to, co ich łączy, nie dzieli. – Podczas spotkania w Strasburgu mieszkałem u starszego pana, który był Niemcem i ewangelikiem. Wieczorami rozmawialiśmy o tym, czym różnią się nasze wyznania i to pomogło mi lepiej uświadomić sobie, w co ja wierzę. Ale też zrozumiałem, jak jesteśmy sobie bliscy: mamy różne zwyczaje religijne, ale chodzi nam o to samo – powiedział Gustaw Chojecki, uczeń I LO w Koszalinie. Gustaw wybiera się na ESM po raz drugi. Za pierwszym razem zaciekawił go Strasburg. – Program był świetnie ułożony, mogłem sam zdecydować, czy idę na wykład o tolerancji religijnej czy o stosunku Kościoła do nauki. Mogłem pójść do muzeum i zobaczyć kilkunastometrowe obrazy, które wcześniej widziałem w podręczniku albo do Parlamentu Europejskiego. Zwiedzić synagogę albo meczet – wylicza Gustaw. Teraz namawia kolegów na wyjazd do Pragi.

Z Taizé do parafii

Weterani ESM sami chcą się zaangażować w organizację. Katarzyna Stołowska początkowo była uczestnikiem, ale po trzech spotkaniach zdecydowała się być wolontariuszką.– Jeszcze nie wiem, co dokładnie w Pradze będę robić. Może będę tłumaczyć przybyłym program, zbierać pieniądze, przydzielać zakwaterowanie, rozdawać bilety. Albo witać ich w autokarze i wskazywać drogę do miejsca przyjęć. Może będę tłumaczem albo osobą pomagającą w przyjęciu w parafii – zastanawia się Kasia. W tym roku wyrusza po raz szósty. – Braciom nie chodzi o samo zjawisko Taizé, lecz o impuls do znalezienia wspólnoty u siebie. Mówią: jedźcie do swoich parafii, duszpasterstw, wspólnot i tam żyjcie Ewangelią – powiedział ks. Pawłowski. Kapłan zauważa, że niektórzy po powrocie dojrzewają w wierze i angażują się w KSM, oazę, duszpasterstwo akademickie, jeżdżą do Skrzatusza, na Lednicę – słowem: żyją duchem Kościoła. Grupa z Koszalina wyjeżdża 28 grudnia, wraca zaś 3 stycznia 2015. Zgłoszenia osób w wieku 16–35 lat przyjmuje do 22 listopada Karolina Tumanik (tel. 723 714 447 e-mail: karolinatumanik@onet.eu).

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma