• facebook
  • rss
  • Fragment raju jest w lesie

    dodane 13.11.2014 00:15

    Na św. Huberta do kaplicy Matki Bożej Bramy Niebios zeszli się myśliwi i leśnicy. Po raz pierwszy tutaj odprawiają wspólne Zaduszki za zmarłych towarzyszy.

    Góra tonie w mroku, nieznacznie oświetla ją księżyc spowity mglistym halo. Naraz ciszę leśną przecina dźwięk rogów myśliwskich – to Zespół Sygnalistów Myśliwskich z Warcina odgrywa sygnał dla uczczenia pamięci zmarłych. Procesja wchodzi do rozjaśnionej świecami kaplicy. – Darz- bór! – rozlega się myśliwskie pozdrowienie. – Darzbór! – odpowiadają ci, którzy stawili się na modlitwę za dusze zmarłych leśników i myśliwych.

    Modlą się przed polowaniem

    Jeszcze są zaskoczeni faktem, że wspomnienie św. Huberta, patrona leśników i myśliwych, obchodzą na Górze Polanowskiej. Pomysł zorganizowania Zaduszek Leśnych powstał spontanicznie. – Dwa tygodnie temu ks. Jerzy Bąk, kapelan leśników, przyjechał do mnie z tą propozycją. Mam nadzieję, że odtąd będziemy co roku spotykać się w tym miejscu. Chciałbym, by stało się to nową tradycją – powiedział o. Janusz Jędryszek, gospodarz polanowskiej pustelni. Myśliwym modlitwa nieobca. Ci z koła łowieckiego Dzik mają w lesie przy wiacie kamień, gdzie umieścili listę zmarłych towarzyszy. W okrągłe rocznice istnienia koła czczą ich pamięć, odczytując nazwiska. Do św. Huberta modlą się przed każdym polowaniem.

    W okolicy jego wspomnienia, 3 listopada, uczestniczą we Mszy św. za zmarłych kolegów, a potem ruszają na polowanie. Tym razem spotkali się w większym gronie, wespół z leśnikami. Wielu z nich pełni z zamiłowaniem obie te funkcje, tak jak Zbigniew Jeremicz, leśnik i myśliwy z koła łowieckiego Dzik Polanów. – Pierwszy raz obchodzimy nasze święto na Górze Polanowskiej. To dobry pomysł, ożywi ten las. Oby się przyjął, przyciągnął ludzi z naszego środowiska. Mam nadzieję, że za rok przyjadę tu w większym gronie – powiedział Z. Jaremicz.

    Jak w maju

    Jest cicho jak makiem zasiał. Po chwili padają słowa: „W ostatnim czasie do Krainy Wiecznych Łowów odeszli…”. Lista nazwisk jest długa, przerywana wierszami polskich poetów. Skrzypce dopomagają przywołać na pamięć tych, którzy jeszcze nie tak dawno byli towarzyszami wędrówek po lesie. Jacek Todys, nadleśniczy z Polanowa, wspomina wielu kolegów, pracowników. Tego dnia modli się m.in. za duszę Alfreda Walczaka. – Fred był pierwszym pracownikiem, którego pochowałem jako nadleśniczy. Pamiętam go dobrze, bo poznałem go na długo przedtem, zanim los rzucił mnie do nadleśnictwa Polanów. Był człowiekiem lasu: jeździł konno, dużo polował, kochał las. Zmarł tragicznie. Dzisiaj modlę się za niego. Ojciec Janusz po franciszkańsku rozumie duszę ludzi, dla których las stał się miejscem pracy, hobby. Wiele miejsca poświęcił w kazaniu wyobrażeniu nieba, do którego Bóg zaprosił nie tylko człowieka, ale także otaczający go świat. – Czy w niebie będą lasy, łąki i zioła? Czy będą ptaki i zwierzęta? – pytał. I odpowiadał, że tak, odczytując tę samą odpowiedź z oczu słuchaczy. – Powróci pierwotne piękno stworzenia. Bo w chwale zbawionych będzie uczestniczyła cała przyroda. Miał to przeczucie św. Franciszek, który bratem nazywał nawet wilka. A więc nie taka straszna śmierć, skoro tak piękne jest niebo! – głosił pustelnik. I przekonywał, że wie, jak ta przyszła ojczyzna może wyglądać: – Po wygnaniu Adama i Ewy z raju coś z tego rajskiego ogrodu pozostało na ziemi. Chwilowe, krótkie, ale jest ikoną nieba: miesiąc maj i szczęście nowożeńców. Zostawione po to, by w naszych sercach powstała tęsknota za niebem – roztaczał franciszkańską wizję kaznodzieja. J. Todys ten przedsmak raju dostrzega na co dzień w swojej pracy. – Chociaż jest to praca ciężka, trochę jak w fabryce, mam jednak cały czas bliski kontakt z przyrodą. Drzewo kiełkuje, wzrasta, my je ścinamy, sadzimy w to miejsce nowe… Widzę te narodziny, to umieranie. Chodząc po lesie, odczuwam, że to jest obraz przemijania – mojego własnego oraz kolegów, z którymi jeszcze niedawno rozmawiałem, pracowałem.

    Znicze na mchu

    – Wspomnienie umarłych połączyło nas we wspólnotę – powiedział o. Jędryszek. – Te ziemie po wojnie zostały bez tradycji. To, co my tu wprowadzimy, pozostanie, będzie zakorzenieniem dla kolejnych pokoleń. Na zakończenie Mszy św. odśpiewano aklamację ku czci św. Huberta. Kapłani odpalili od paschału świece, które rozdali uczestnikom. Wierni wyszli na zewnątrz, by postawić je w miejscu spoczynku zmarłych. – Ta święta góra kryje wiele takich miejsc, wiele szczątków ludzkich. W XVIII wieku był tu cmentarz. Cztery szkielety, które wykopaliśmy podczas budowy, złożyliśmy w mogile obok kaplicy, ale wszędzie na tej górze leżą zmarli – powiedział o. Janusz. Zgodnie z jego wskazówkami uczestnicy Leśnych Zaduszek pozostawili świece przy krzyżu, mogile, w miejscu dawnego cmentarza i na mchu między drzewami. Potem odbyło się spotkanie pod wiatą przy posiłku: grochówce, chlebie pieczonym w pustelni, smalcu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół