• facebook
  • rss
  • Opatrujesz rany lub reanimujesz? Żyjesz ewangelicznie!

    Katarzyna Matejek

    dodane 16.11.2014 00:15

    W Podczelu spotkali się gimnazjaliści należący do Szkolnych Kół Caritas. Przyjechali w kilkuosobowych grupach wraz ze swoimi katechetami: świeckimi, księżmi i siostrami zakonnymi.

    Szkolne Koło Caritas w gromadzi od kilku do kilkunastu osób. Czasem są to uczniowie, którzy od szkoły podstawowej skutecznie pomagają innym. Wśród zebranych w Podczelu gimnazjalistów i uczniów szkół średnich znaleźli się tacy, którzy udzielają się w szkolnym Caritasie już od 6-7 lat.

    Pierwszego dnia warsztatów wysłuchali konferencji na temat empatii. Wieczorem obejrzeli film „Chce się żyć” poruszający tematykę niepełnosprawności, a po nim czuwali na wspólnej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem.

    Drugiego dnia odbyły się warsztaty udzielania pierwszej pomocy. Uczniowie uczyli się reanimacji, opatrywania ran i oparzeń, złamań, postępowania w przypadku omdleń i nieprzytomności.

    Martyna Marszałek z Dźwirzyna jest już 7 lat w SKC. Była zaskoczona tematem tegorocznych warsztatów, ale przyznaje, że ten sposób niesienia pomocy jest równie ważny jak inne.

    - Powinniśmy umieć pomagać w różnych sytuacjach. Nieszczęśliwy wypadek może się zdarzyć wszędzie: w szkole, na ulicy, w domu. A tam oprócz nas może nie być kogoś innego, zdolnego pomóc. Jeśli więc możemy się tego nauczyć i przyczynić się do tego, że ktoś dzięki naszej pomocy uniknie wózka inwalidzkiego, nie mówiąc już o śmierci, to warto przełamać się i przejść taki kurs - powiedziała Martyna.

    - Na warsztatach nauczyłem się udzielania pierwszej pomocy, układania poszkodowanego w pozycji bocznej, zabezpieczenia złamań, opatrywania ran. Czuję się w tym coraz pewniej, bo już w szkole mieliśmy podobne szkolenia. Myślę, że umiałbym udzielić pomocy nawet komuś poszkodowanemu w wypadku samochodowym - powiedział Artur Lica z Grzmiącej.

    Ks. Zbigniew Woźniak uważa, że młodzi ludzie z Caritasu powinni promować styl życia świadczący o tym, że myślą nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych ludziach. Dlatego powinni być przygotowani nawet na awaryjne sytuacje. - To jest również rodzaj przygody, wyzwania dla nich samych. Wielu z nich musiało się przełamać i uwierzyć, że są zdolni podjąć natychmiastową akcję udzielania pomocy, że mają szansę włączyć się skutecznie w tzw. pomoc przedlekarską, do której nie potrzeba fachowców, a można komuś uratować życie.

    Ks. Zbigniew podkreślał także duchową stronę niesienia pierwszej pomocy.

    - Miłujemy ludzi nie tylko słowem, ale czynem i prawdą. Ktoś zapyta o jaki czyn chodzi? Jeśli pomagasz osobie omdlałej, to jest właśnie ten czyn, to jest Ewangelia. Okazuje się, że idee ewangeliczne wcale nie są odległe, lecz że są obok nas, w naszej codzienności - powiedział duszpasterz.

    Siostra Joanna z Lipia przyjechała do Podczela z młodzieżą z parafii. Uważa, że podstawą pomagania jest w ogóle chęć dostrzegania wokół siebie osób potrzebujących pomocy. - Regularnie przywożę tu młodzież. Coś ważnego tu w nich się dzieje. Początkowo wygląda na to, że korzystają na tym oni sami, ale po powrocie do domu widzę tę iskrę, która w nich się rozpala, widzę jak to pomaga im w późniejszej pracy w parafii - powiedziała s. Joanna.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół