• facebook
  • rss
  • Miałam się ujawnić na sądzie ostatecznym

    dodane 20.11.2014 00:15

    jej strofy towarzyszĄ pątnikom w Polsce i na całym świecie od ponad 30 lat. Anonimowość zachowywała autorka Maria Kiepuszewska. Do czasu oficjalnej, płytowej premiery.


    Kościół Mariacki w Słupsku wypełniony po brzegi. Maria Kiepuszewska staje przed publicznością i z wyraźną tremą mówi: – Pan Bóg mnie totalnie zaskoczył – tak rozpoczyna się świadectwo kobiety, która 33 lata temu na kartce papieru spisała tekst pieśni o „Pięknej Pani o smutnym obliczu” do dziś śpiewanej w kościołach i na trasach pielgrzymkowych.

    – Myślałam, że dopiero na sądzie ostatecznym będzie wiadomo, kto jest autorką tekstu. Ale przed operacją, w trakcie modlitwy usłyszałam, że „teraz jest czas uporządkować wszystko”. Zawierzyłam to córce i zięciowi – mówi Maria Kiepuszewska.
12 września 1981 roku grupa pielgrzymów ze Słupska dotarła do Lichenia. Wśród nich była 21-letnia Marysia. – Siedziałam na stopniu konfesjonału. Kiedy te słowa pojawiły się w mojej głowie, miałam uczucie, że słyszę wołanie całego narodu – wspomina po 33 latach. Po powrocie do Słupska skontaktowała się z Grażyną Maciejewską. – Marysia dała mi ten tekst, tak powstała ta pieśń – wspomina Maciejewska. – Pieśń przechodziła z ust do ust. I nagle cała Polska ją śpiewała – dodaje Grażyna Maciejewska.
Po 33 latach Maria Kiepuszewska postanowiła oficjalnie podpisać się pod swoim tekstem. – To było ogromne wyzwanie – przyznają Agnieszka i Nikola, doświadczeni muzycy. – Wydanie płyty było marzeniem mamy. „Piękna Pani” przez ponad 30 lat była zmieniana. W internecie krążą różne wersje, dlatego chcieliśmy to uporządkować. Taka niemalże praca organiczna – wygrzebanie wszystkiego z archiwum, spisanie nut, praca z aranżami, aż w końcu nagranie – zdradza Agnieszka. Jej mąż Nikola Kołodziejczyk żartuje nawet, że do „Pięknej Pani” trzeba było podejść z odpowiednim szacunkiem. – Ta pieśń jest troszkę starsza od nas – dodaje muzyk.
Nagrywanie płyty odbywało się w domu Kiepuszewskich. – To były trzy dni rekolekcji śpiewanych – uśmiecha się pani Maria. – Tu Duch Święty był szefem – żartuje Kiepuszewska.
– Tej pieśni zawdzięczam to, że zbliżyłam się do Boga. Nie jako taki chrześcijanin niedzielny, letni, ale konkretny wierzący człowiek – mówi pani Wanda tuż po koncercie. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół