• facebook
  • rss
  • Wolontariat jeszcze śpi

    dodane 11.12.2014 00:15

    Międzynarodowy dzień wolontariusza. Statystyki CBOS z lutego 2013 r. mówią, że w poprzednim roku mniej niż co piąty Polak działał dobroczynnie. To zdecydowanie mniej niż w innych krajach europejskich. Caritas rusza na poszukiwanie wolontariusza.

    Kościół katolicki prowadzi regularną i zorganizowaną pomoc charytatywną poprzez Caritas Polską. Wiele akcji Caritas to te podejmowane na szczeblu diecezji i parafii, w których istotnym ogniwem są wolontariusze.

    Nauczą cię pomagać

    Jan Tęcza pewnego dnia poczuł odruch serca i sam zgłosił się do pomocy. – Było to 6 lat temu, kiedy zalało Polskę. Stawiłem się na zbiórkę darów dla powodzian. Od tego się zaczęło – mówi wolontariusz stołówki dla bezdomnych przy koszalińskiej Caritas. Ładowanie TIR-a to jednak nie to samo co służenie w stołówce osobom, które niekiedy zamiast powiedzieć „dziękuję”, wykłócają się o dodatkową wkładkę do zupy. – Pomagam tym ludziom, bo tego potrzebują, choć bywają ordynarni i nie przebierają w słowach. Trzeba to potem przetrawić w sobie, żeby nie wyładowywać przy nich złych emocji – opowiada J. Tęcza, wyróżniony podczas gali zorganizowanej przez stowarzyszenie Koszalińskie Centrum Wolontariatu.

    Dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kolobrzeskiej ks. Tomasz Roda uważa, że wolontariat diecezji jeszcze dobrze się nie przebudził. – Potrzebujemy więcej wolontariuszy. Jesteśmy w stanie przyjąć każdego chętnego i dać mu wartościowe zadanie. Jeśli ktoś myśli, że nie potrafi pomagać, nauczymy go. Na początku 2015 roku ruszamy z Akademią Caritas, która na płaszczyźnie duchowej i praktycznej wyposaży kandydatów w narzędzia dobroczynności – zachęca ks. Roda. Nie każdy musi być specjalistą od wszystkiego i nie musi angażować się 8 godzin dziennie. – Czekamy na każdego. Może to być na przykład pan znający się na hydraulice, gotowy pomóc starszej pani, która z małej emerytury nie wysupła dodatkowego grosza na naprawę instalacji wodnej. Albo malarz, który niezaradnej rodzinie pomaluje mieszkanie. Albo ktoś, kto ma czas dla dzieci na zimowisku. Chcemy stworzyć przy Caritasie zespół, z którego zasobu moglibyśmy czerpać wtedy, kiedy nadarza się konkretna potrzeba – mówi dyrektor.

    Zapnij komuś kurtkę

    Szacunki CBOS podają, że jeśli już Polak pomagał innym, to raczej przekazując na cele dobroczynne pieniądze (60 proc.) lub przedmioty (52 proc.), a tylko 17 proc. badanych oddawało swoje usługi. Osobiste zaproszenie kogoś do zaangażowania się w działalność dobroczynną jest najczęstszym sposobem pozyskania nowych wolontariuszy. Nauczycielka zaprasza ucznia do Szkolnego Koła Caritas, proboszcz proponuje parafiance zaangażowanie w Caritas parafii. Pan Jan do pomocy w stołówce namawia kolegów. Wie, że jest tu pracy dla dwóch. Dlatego zaprosił pana Andrzeja. – Miałem na emeryturze dwa wyjścia: siedzieć i czekać na listonosza albo kupić samochód i objeżdżać rodzinę. Ale znalazło się trzecie: przyszedł Janek i powiedział: chodź, mam robotę dla ciebie. Poszedłem. Minął tydzień, dwa, trzy… trudno powiedzieć, że mi się spodobało, ale zacząłem dostrzegać ludzi niesprawnych. Przychodziła np. kobieta po udarze, trzeba jej było podać chleb, posadzić za stołem, zapiąć kurtkę. Zaraziłem się pomocą dla biednych. Bo oni są naprawdę biedni, nie tylko materialnie, ale niektórzy są tak niezorganizowani, że ręce opadają. Ktoś musi im pomagać – mówi pan Andrzej z Koszalina, pracujący charytatywnie na stołówce 3. rok.

    Wiek nie gra roli

    W Polsce w wolontariat związany z pracą najczęściej angażują się najmłodsi ankietowani: uczniowie i studenci. Wcale nie jest to oczywiste rozwiązanie, ponieważ w krajach o wysokiej kulturze dobroczynności wiek dojrzały jest uprzywilejowanym momentem poświęcenia czasu na rzecz innych. Wynika to z tego, że jednym ze skutków pracy dobroczynnej jest nie tylko realna pomoc udzielona drugiemu, ale także samemu sobie – przełamanie własnej samotności, poczucia braku sensu życia, obniżonej samooceny. Pomagając, nabieramy ochoty do życia. Pan Andrzej, zanim trafił na stołówkę, nigdy wcześniej nie pracował w wolontariacie, nie udzielał się w harcerstwie, stronił od społecznikostwa w czasach komuny. Jako muzyk, inżynier budownictwa, kierowca, prowadził zbyt intensywne życie zawodowe. Dopiero teraz znalazł czas dla innych. Lubi to. Razem z panem Janem otwiera stołówkę, nakrywa do stołów, rozpakowuje chleb, zdziera z bochenków naklejki, rozdziela zupę. Pilnuje również porządku, bo trzeba zachować spokój i ciszę, gdy w ciągu 2 godzin przychodzi na posiłek 150–170 osób. – W maju miałem udar. Obawiałem się: no to chyba nie dam już rady pomagać na stołówce. Rano czasem mam wątpliwości, czy uda mi się ruszyć z domu, ale jak wsiądę na rower, to jest już jako tako. Jadę – opowiada. – To jest oferta nie tylko dla młodych. Jest wielu ludzi, którzy po przejściu na emeryturę, jeszcze całkiem sprawni, czują się odsunięci na boczny tor. A mogliby znaleźć drogę dalszego rozwoju właśnie w pracy charytatywnej. Nawet gdyby to miało być towarzyszenie raz w tygodniu osobie samotnej, po prostu wypicie z nią herbaty i rozmowa, to już jest ten dar, o który chodzi. Chcemy takiej osobie powiedzieć: możesz dać swój czas, swoją obecność, to jest komuś potrzebne – zaznacza dyrektor diecezjalnej Caritas. W Caritas przydadzą się nauczyciele, którzy pomogą w lekcjach dzieciom ze świetlicy, lub osoby, które poprzez ćwiczenia ruchowe zdynamizują zajęcia dla seniorów. Można wspomóc Centrum Kryzysowe, mające pod opieką kobiety, które tkwią w sytuacjach konfliktowych w swoich domach: pójść do nich, wysłuchać, porozmawiać. W Domu Samotnej Matki wolontariusz jest potrzebny 24 godziny na dobę. Można we- sprzeć ludzi chorych w darłowskim hospicjum. Młodzi mogą wejść do zespołów ratownictwa medycznego. Każdy może też przyjść z własną propozycją, bo przecież biedę ludzką można spotkać na każdym kroku.

    Ziarnko do ziarnka

    Choć cenimy dobroczynność, prawie co piąty badany Polak nie wierzy, że przeciętna jednostka, nawet we współpracy z innymi, może pomóc potrzebującym lub rozwiązać problemy społeczności lokalnej. Jednorazowy datek od zamożnego darczyńcy, choćby i hojny, nie zawsze załatwi sprawę. Są sytuacje wymagające regularnego wsparcia, np. pomoc w ogrzaniu mieszkań ubogich rodzin. To dzięki takim akcjom jak tegoroczna „Zapałka nie ogrzeje”, podczas której 54 grupy wolontariuszy ze SKC i PZC podjęło jednocześnie to samo działanie, można przeprowadzić regularną pomoc celowaną. Datki zebrane na te cele, zwłaszcza z kwest szkolnych, to najczęściej drobne sumy. Jednak po podsumowaniu okazało się, że w tym roku zebrano 56 820,74 zł, co sfinansuje zakup węgla, drewna opałowego, gazu i prądu dla około 150 rodzin z diecezji. Podobnie jest z rozpoczętą z początkiem Adwentu kampanią Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom. Wigilijne świece rozprowadzane obecnie w kościołach lub przez parafian wędrujących od drzwi do drzwi wspomogą ubogie dzieci, a szczególnie ich letni wypoczynek. W tym roku w naszej diecezji zostanie rozprowadzonych 63 945 świec (8400 dużych i 55 545 małych).

    Wdowi grosz

    Panu Józkowi jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby do głowy, że będzie się stołował w Caritas. Życie całkiem mu się pogmatwało, komornik wyrzucił go na bruk. Przyszły choroby, pobyty w szpitalu. Choć obecnie ma jaki taki dach nad głową, dobrze wie, co to chłód, zna takich, którzy marzną zimą, mieszkańców pustostanów, legowisk wyciętych w krzakach. – Oni wolą radzić sobie sami, rzadko szukają pomocy. Chyba że zrobi się zimno, wtedy i po zupę na stołówkę przyjdą, i powiedzą głośno i wyraźnie „dziękuję”, bo skoro już się pofatygowali, to musiało im nieźle dopiec – mówi pan Józek. Chociaż żyje z niewielkiego zasiłku, sam także wspiera innych. Kilka dni temu został poproszony o datek. – Miałem parę złotych w kieszeni, więc poszedłem do sklepu. Jakaś kobieta podeszła do mnie z prośbą, żeby jej kupić chleb i mleko. Odpowiedziałem jej: „Kobieto, ja na takim samym wózku jadę jak ty”. Ale w sklepie męczyła mnie myśl: o co ona prosiła? Nie o złotówkę czy dwie, tylko o jedzenie. Wyjąłem te swoje 5 złotych i kupiłem jej bochenek chleba i mleko – opowiada podopieczny MOPS-u.

    Wezwani przez Ewangelię

    Badania CBOS podają, że wsparcia finansowego lub rzeczowego udzielają częściej osoby zamożne, natomiast dobroczynność w formie bezinteresownej pracy jest bardziej popularna wśród osób często uczestniczących w praktykach religijnych. Wezwanie Ewangelii do tego, by być miłosiernymi, jest dla chrześcijan zadaniem i zarazem Bożym darem. – Jestem po rozwodzie. Dom jest pusty. Dlatego garnę się do ludzi. Co dzień tu jestem przez parę godzin, prócz weekendów. Myślę, że ta moja praca w stołówce to łaska Boża dla mnie – podkreśla pan Andrzej. – To wszystko – kończy. Idzie otworzyć drzwi. Stoi pod nimi 150 bezdomnych. Są głodni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół