• facebook
  • rss
  • Pozostał chłopak z białą twarzą

    dodane 18.12.2014 00:15

    Na pierwszy rzut oka inni. Dostrzegani z daleka, jakby im twarze ktoś oznaczył białym stemplem. Sztuką „Nie omijaj mnie” pokazują, że przykro im, gdy są omijani wielkim łukiem. Jesteśmy „Tacy sami” – mówią upośledzeni aktorzy.

    Sala gimnastyczna SP w Konikowie. Na rozwieszonych prześcieradłach naszkicowane miasto. Słychać muzykę. Na scenę wkracza chłopak. Robi poranną toaletę, ale choć myje się dokładnie, jego twarz nadal jest biała. – Gram człowieka niepełnosprawnego. Moja pomalowana twarz oznacza, że jest on inny od wszystkich – mówi odtwórca głównej roli Piotr Majchrzak. Piotr jest upośledzony umysłowo. Razem z dziesięcioma innymi osobami z WTZ w Koszalinie tworzą grupę teatralną „Tacy sami”.

    Pięścią w stół

    – Co roku przygotowujemy razem z GOPS Dzień Godności Osób Niepełnosprawnych i wówczas to my robimy przedstawienia dla dzieci z upośledzeniem z terenu gminy. Tym razem role się odwróciły – informuje dyrektor SP w Konikowie Dorota Nitka. Jest zdumiona, widząc, w jakim skupieniu jej podopieczni oglądają sztukę. Liczy na to, że właśnie uczą się tolerancji.

    – W przedstawieniu każdy mnie omija. Kiedy podchodzę do nich, zaczepiam, nikt nie reaguje. Uciekają ode mnie, chowają się za drzwiami. Ja pukam, ale nikt nie otwiera – relacjonuje swoją rolę P. Majchrzak. Wiktorię Osińską ze Świeszyna właśnie ta scena porusza najbardziej. – Wręcz czuje się złość bohatera, gdy wali pięścią w stół – mówi piątoklasistka. Jej rówieśnik Piotrek Łątkowski z uwagą obserwuje to szamotanie. – Każdy zachowałby się identycznie, gdyby mu zamknięto drzwi przed nosem. On pokazuje, co go rani i utrudnia codzienne życie – zauważa Piotrek.

    Teatr leczy rany

    To tata Piotrka, Henryk Łątkowski, ściągnął „Takich samych” do Konikowa. Wspólnie z pedagog Agnieszką Ustianowską chcieli pomóc uczniom znaleźć się na chwilę w skórze osoby upośledzonej. – Już w starożytnym teatrze greckim odkryto, że jest on jedną z najlepszych form terapii – zarówno dla aktorów, którzy podczas spektaklu, przeobrażają się w wymarzone role, jak i dla widzów, którzy mogą zobaczyć świat czyimiś oczyma – mówi H. Łątkowski. – Teatr to wizualizacja, coś więcej niż sama rozmowa o problemie. Widzowie już nie tylko patrzą na coś z boku, lecz identyfikują się, odczuwają te same emocje. W tym przedstawieniu jest to tym mocniejsze, że nie pada prawie żadne słowo, są same gesty i mimika – wyjaśnia A. Ustianowska. – Scenariusz układamy tak, żeby aktorzy prawie nic nie mówili. Niektórzy z nich mają słabą dykcję i byliby niezrozumiali, inni mogliby coś zapomnieć. Zresztą podczas każdego występu pozwalają sobie na dużo spontaniczności. Jeśli grają scenę wypadku, to na każdej próbie wołają o pomoc w inny sposób – mówi Agata Beszczyńska-Kurpisz, instruktorka terapii zajęciowej. – Nagle na ulicy upada człowiek. Leży, ale ja nie reaguję. Nikt nie akceptował mnie, to i ja ich nie akceptuję – tłumaczy motywy działań swojego bohatera P. Majchrzak. Małgorzata Korus, dyrektor zaproszonej na przedstawienie zaprzyjaźnionej SP w Zegrzu Pomorskim, zauważa, że w sztuce zawartych jest mnóstwo zachowań, które można spotkać w szkole. – Widzimy tu typowe odtrącenie przez grupę i emocje, jakie dziecko wówczas przeżywa. Widzimy, jak ono przechodzi z postawy agresywnej do znieczulenia oraz że identyfikuje się z tą grupą, do której samo jest podobne. Przedstawienie o osobach niepełnosprawnych niesie więc wartości uniwersalne – mówi M. Korus.

    Arogancja im obca

    Zza namalowanych na prześcieradle szpitalnych drzwi dochodzi płacz niemowlęcia. To pani w ciąży rodzi dziecko. Jednak coś jest nie tak. – Kiedy przychodzą z wózkiem, okazuje się, że to dziecko jest inne. Ma białą twarz, tak jak ja. Rodzice go nie chcą. Więc je biorę w ramiona, pokazuję im, że ono jest takie samo jak wszyscy. Dopiero wtedy przyjmują je i przytulają – mówi P. Majchrzak. Szóstoklasistka Julia Pietraszewska z Kurozwęcza jest zaskoczona, że osoby niepełnosprawne są tak dobrymi aktorami. – Sztuka jest bardzo wzruszająca. I prawdziwa. Mam niepełnosprawną koleżankę i koleguję się z nią normalnie, jak ze wszystkimi. Upośledzeni mają dużo dobrych cech: nie są aroganccy, nie robią uszczypliwych uwag – stwierdza Julia. – Nie wiemy, dlaczego zaczęłyśmy robić teatr. Z Kasią Grzywacz i Anią Woszczyńską wymyśliłyśmy to zupełnie spontanicznie. Scenariusz do „Nie omijaj mnie” miał być początkowo „Dziewczynką z zapałkami”. Ale po licznych zmianach ani dziewczynka nie jest głównym bohaterem, ani zapałek nie ma, pozostał tylko wątek samotności w tłumie, na ulicy – wspomina A. Beszczyńska-Kurpisz. Piotr Majchrzak nie stresuje się występowaniem. Jest w grupie teatralnej 4 lata. – To jest moja pierwsza główna rola. Lubię być aktorem. Mogę coś przekazać innym – mówi. Nie pamięta, by spotkał się z odtrąceniem. – Jeszcze nie – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół