• facebook
  • rss
  • Jasełka z wielotysięczną obsadą

    dodane 15.01.2015 00:15

    Orszaki Trzech Króli. Tłumy mieszkańców diecezji włożyły papierowe korony na głowy i wyszły na ulice. Od najmłodszych po najstarszych, niezależnie od wieku, każdy chciał pójść za Gwiazdą Betlejemską i pokłonić się Jezusowi.

    Wtym roku królewskie orszaki przemierzyły ulice aż ośmiu miast diecezji. Połowa z nich to debiutanci, którzy – zarażeni ideą wspólnego świętowania – postanowili zorganizować u siebie pełne radości wyznanie wiary. – Orszaki to coś więcej niż tylko przebieranie się i zabawa. To nasza deklaracja, że jesteśmy chrześcijanami, a więc najradośniejszymi ludźmi na świecie – mówi pani Irena, jedna z tysięcy osób, które dołączyły do Orszaku Trzech Króli.

    – To święto jest radosnym ukazaniem prawdy, że Bóg nie jest zarezerwowany wyłącznie dla wtajemniczonych. Bóg zapragnął objawić się i zamieszkać w sercach wszystkich ludzi, bez wyjątku – przypominał bp Krzysztof Zadarko podczas Mszy św. otwierającej koszalińskie świętowanie. Chętnych do maszerowania z Trzema Królami na spotkanie ze Świętą Rodziną nie brakowało nigdzie: ani w stolicy diecezji, ani w niewielkim Polanowie, w którym do orszaku dołączyła niemal połowa miasteczka. – To potwierdza, że organizowanie takich akcji to nie nasza, księżowska fanaberia, ale pragnienie ludzi, którzy potrzebują poczucia jedności, bycia wspólnotą wierzących. Chcą wyjść na ulice w radosnej manifestacji, chcą uczestniczyć w wielkiej fieście wiary. Nie bez powodu zapraszając na orszak, mówiliśmy o fieście, o świątecznej zabawie. Bo jest w nas coś takiego, co sprawia, że chyba łatwiej wychodzić nam na ulice, żeby przeciwko czemuś protestować, łatwiej jednoczyć się w chwilach trudnych, niż okazywać zbiorową radość – zauważa ks. Marcin Gajowniczek, inicjator świdwińskiego orszaku. Ukoronowane korowody to także wielkie uliczne jasełka. Ich organizatorzy zadbali o to, by do dobrze znanych z biblijnego przekazu scen i tradycji kolędniczych wpleść oryginalne, lokalne akcenty. Polanowski orszak po raz drugi wdrapywał się na Świętą Górę, żeby dotrzeć do stajenki we franciszkańskiej pustelni. W Świdwinie królowie musieli najpierw opowiedzieć się strażnikom miejskiej bramy. Do słupskiej stajenki Kaszubi przynieśli oprócz kadzidła, złota i mirry także tabakę. W Darłowie zaś do Kacpra, Melchiora i Baltazara dołączył jeszcze jeden król: Eryk I Pomorski. Obecność czwartego króla jest nawiązaniem do legendy mówiącej o tym, że do Betlejem przyszło więcej niż trzech Mędrców. – Wiemy z przekazów, że mogło ich być nawet pięciu czy wręcz dwunastu, niektórzy wspominają nawet o trzynastu. Nieważne ilu, ważne jest ich przesłanie: że Tym, któremu należy się najwyższy hołd, jest Bóg – mówi o. Stanisław Piankowski, proboszcz darłowskiej parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej.• Więcej o orszakach Trzech Króli w diecezji na: koszalin.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół