• facebook
  • rss
  • Zginanie męskich kolan

    dodane 12.02.2015 00:15

    – To, że mieszkasz w garażu, nie znaczy, że jesteś samochodem – mówi Jacek, a męskie audytorium w mig łapie analogię, twierdząco kiwając głowami. – Możesz chodzić do kościoła, a nawet mówić: wierzę w Boga. Ale jeśli wierzysz Bogu, musisz wyjść ze spotkania z Nim przemieniony – przekonuje w półmroku franciszkańskiej pustelni.

    W tej katechezie nie ma wielkich słów i patosu. Jacek Damięcki z Gdyni mówi o konkretach: jak Bóg działa w jego życiu. – My mężczyźni potrzebujemy w życiu jasnych, prostych komunikatów, nie pięknych słów. Na nich opierają się wszystkie nasze relacje, więc dlaczego miałoby być inaczej z Panem Bogiem? – pyta. Sam nawrócił się dzięki żonie, ale… też po męsku. – Żona wróciła z pielgrzymki i od razu przystąpiła do wcielania w życie wszystkiego, czego tam doświadczyła. Szturchała mnie po dziesięć razy dziennie: czemu się nie modlisz? czemu nie czytasz Pisma Świętego? czemu to, czemu tamto. Im bardziej mnie szturchała, tym bardziej ja się jeżyłem. Znajomy ksiądz powiedział jej: jesteś na najlepszej drodze, żeby zrobić ze swojego męża ateistę. Zamiast mówić mu, co ma robić, pokaż mu, że sama żyjesz tym, o czym mówisz. Trzy miesiące później modliłem się razem z nią – śmieje się, wyjaśniając, że nic tak nie działa, jak dobre świadectwo.

    Mocny przekaz

    – Kto ma ze sobą różaniec? – w odpowiedzi podnosi się wiele rąk. – A Pismo Święte? – tu już nieco gorzej. – A smartfona masz? To ściągnij aplikację ze słowem Bożym. Będziesz miał je zawsze przy sobie – Jacek daje proste wskazówki. Mniej zaawansowanym technologicznie rozdaje Biblię w kieszonkowym wydaniu. Ponad czterdziestu chłopa ciasno jeden przy drugim trwających na modlitwie to nieczęsty widok w kościołach. Giną w tłumie lub kryją się za filarami, pod chórem. Tu przyjeżdżają, żeby porozmawiać z Bogiem o męskich sprawach. Po męsku.

    – Mężczyźni potrzebują kon- kretów, mocnych, męskich przekazów i świadectw, bywa, że i mocnych słów, które postawią ich do pionu – przyznaje Marcin Piotrowski, który zainicjował spotkania „tylko dla mężczyzn”. – Ja uprawiałem folklor religijny, a nie byłem wierzący. Najpierw spotkałem o. Janusza Jędryszka, wówczas proboszcza franciszkańskiej parafii w Koszalinie. Poprosił o pomoc w budowie szopki. Ujął mnie swoją bezpośredniością i podejściem. Potem do parafii przyjechał ks. Nikos Skuras, kapłan Drogi Neokatechumenalnej. Pierwszy raz usłyszałem od księdza, że też jest grzesznikiem. Wyznał publicznie, że jest zniewolony oglądaniem stron internetowych z rozebranymi kobietami. Ja też miałem ten problem. Od tamtych rekolekcji jestem od tego wolny – opowiada o początkach nawrócenia swojego i swojej żony.

    Zadania do wykonania

    Kiedy o. Janusz wrócił na Górę Polanowską, panowie powędrowali tam za nim. – Na początku byli to tylko moi znajomi. Mężczyźni, którym nie było po drodze do kościoła. Część z nich już nie przyjeżdża, za to pojawiają się nowi i przyprowadzają następnych. To potwierdza, że to nie jest jakaś fanaberia, ale rzeczywista potrzeba – zauważa Marcin. Po roku spotkań w męskim gronie w pustelni rodzą się kolejne pomysły. Jednym z nich jest ekstremalna Droga Krzyżowa. 25 km pokonanych z krzyżem na ramionach. – Zaplanowaliśmy ją na 27 marca. To ma być święty czas, kiedy będziemy iść przez kilka nocnych godzin sam na sam z Bogiem. Przykład kolegów z południa Polski, którzy od kilku lat organizują taką Drogę Krzyżową, pokazuje, że to ma sens. Z roku na rok bierze w niej udział coraz więcej mężczyzn – mówi i wyjaśnia: mężczyzna potrzebuje zadania do wykonania.

    Prawdziwa męskość

    Krzysztof Stańczyk ze Sławna nie ma wątpliwości, że męskie kolana trudniej się zginają. Zaczął szukać Boga dopiero, gdy po latach biznesowej kariery znalazł się na progu bankructwa. – Klękanie kojarzy się często mężczyznom z byciem mięczakiem. Traci w swoich oczach. Długo trwa, zanim dojrzeje do tego, że to wszystko tak naprawdę spoczywa w rękach Boga, a nie w jego. Bywa, że musi najpierw osiągnąć krytyczny punkt, w którym staje się już zupełnie bezradny, a nawet sięga dna. Dopiero wtedy wywiesza białą flagę i pozwala Bogu działać – potwierdza. – A prawdziwy mężczyzna to nie twardziel podbijający serca wielu kobiet, ale ten, który mimo różnych przeciwności dochowuje wierności: małżeństwu i Bogu. Niczego nie traci ani na swojej męskości, ani na autorytecie ten, kto potrafi powiedzieć: „Jezus jest moim Panem”. Przeciwnie. Mam przykład tego w swojej rodzinie. Kiedy mój zięć się nawrócił i złożył takie wyznanie, aż widać było, jak bardzo zyskał w oczach żony i dzieci – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół