• facebook
  • rss
  • Być świadkiem, nie światkiem

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:15

    Do Koszalina przyjechało ponad 180 osób z całej diecezji. Zainteresowanie było tak duże, że Centrum Edukacyjno- -Formacyjne nie mogło pomieścić wszystkich chętnych.

    – Zatrzymaliśmy się nad tematem Bożej miłości. To bardzo ważne, bo człowiek musi zobaczyć, że Boża miłość nie tylko stawia wymagania, ale też bezwarunkowo kocha. Dzięki temu może dokonać się w nas wewnętrzne nawrócenie, a w konsekwencji uzdrowienie – tłumaczy o. Piotr Różański, pijar z Łowicza, który prowadził rekolekcje. Zakonnik podkreśla, że każdy człowiek potrzebuje Bożego uzdrowienia, ponieważ każdy nosi w sobie rany zadane przez grzech: swój własny i tych, z którymi jest w relacji. Członkowie Odnowy zdają sobie sprawę także z tego, że nieustannego uzdrawiania potrzebuje też relacja z samym Bogiem i z Kościołem. Formacja w ruchu ma służyć także temu, aby szeroko rozumiana „pobożność” nie stała się chora. Członek ruchu kościelnego, także charyzmatycznego, nie może stać się odrealnionym dziwakiem, a poszukiwanie Boga nie może oznaczać zagubienia w codzienności. Zdrowa wiara rodzi zdrowe owoce.

    Pobożność musi być zdrowa

    Bp Edward Dajczak, który odprawił Mszę św. dla uczestników rekolekcji, zwrócił uwagę na jeden z przejawów chorej pobożności. Chodzi o szukanie Boga tylko dla siebie, dla własnego zadowolenia i spełnienia.

    – Jesteśmy powołani do takiej bliskości z Bogiem, w której On zaczyna być w nas obecny dla innych – zaznaczył biskup. Każda wspólnota stoi przed zagrożeniem zamknięcia się w sobie i wytworzenia swego rodzaju religijnego światka, w którym wtajemniczeni dobrze się czują i nawzajem rozumieją. Biskup wyraźnie podkreślił: – Kościół musi pamiętać, że nie jest po to tylko, żeby istnieć dla siebie. Uczniowie Jezusa idą i głoszą Ewangelię, są świadkami, by do Pana mogli przyjść wszyscy, którzy Go potrzebują. Chcę was prosić o to, by Jezus mógł przychodzić do tego świata przez was; by mógł być w rodzinach, w blokach, gdzie czasem w niedzielę, tylko wy idziecie do kościoła, a reszta do supermarketu. Tam Jezus chce być obecny: waszym życiem, modlitwą, świadectwem. Jak podkreśla ks. Bogusław Fortuński, diecezjalny koordynator ruchu, wspólnoty Odnowy bywają różne. Są grupy prężne, żywe, które angażują się w różne akcje, także te diecezjalne, ale są i takie, które gdzieś zatraciły wewnętrzny dynamizm i trwają w stagnacji. Sami członkowie Odnowy mają różne sposoby na ewangelizację. Czasami wystarczy zwykła ludzka życzliwość. – Trzeba po prostu kochać ludzi, a wtedy to widać na twarzy. Ja mam tak, że przychodzą do mnie koledzy w pracy i pytają: „Ela, mam problem, jak sobie z tym poradzić, jak to rozwiązać?”. Wiedzą, że jestem otwarta, że się modlę i dlatego mogę pomóc – dzieli się Elżbieta Żołyniak ze Słupska. Bywa, że ewangelizacja odbywa się w czasie rozmowy z koleżanką, czy z kimś z rodziny. Maria Jurkiewicz z Białogardu opowiada, jak wciągnęła do Odnowy swoją znajomą: – Wiesia przychodziła do mnie, rozmawiałyśmy, zwierzała mi się z różnych rzeczy. W końcu jej powiedziałam, że jest tylko jedno wyjście: „Musisz zacząć się nawracać, żeby Pan Jezus cię uzdrowił. Bez nawrócenia nie ma uzdrowienia”. Pani Wiesława stoi obok i przyznaje, że przystąpienie do wspólnoty zmieniło jej życie.

    Wspólnota to nie wszystko

    Członkowie Odnowy w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej to w przeważającej większości ludzie dojrzali życiowo, którzy mają już ustabilizowaną sytuację rodzinną i zawodową. Oprócz wspólnoty mają też inne zobowiązania, wynikające np. z powołania do małżeństwa. – Nie było mi łatwo wykroić czas na te rekolekcje, bo jestem żoną i matką dwójki dzieci. Muszę przyznać, że nie mogłabym tu być bez wsparcia, zrozumienia i pomocy mojego męża. On podczas mojej nieobecności wziął na siebie obowiązki nas dwojga – mówi Beata Sławińska z Koszalina. W Wielkim Poście pani Beata stara się więcej czasu poświęcić na modlitwę. Takie postanowienie wymaga również zdrowego podejścia, aby nie popaść w praktykowanie pobożności jako ucieczki od rzeczywistości. – Szukam wyciszenia na adoracji, na ile oczywiście pozwalają mi na to obowiązki. Dopiero o godz. 22 mogę spokojnie pojechać do Domu Miłosierdzia. Najpierw mąż, dzieci, życie rodzinne. Wcześniej jadę jeszcze na aerobik. Są takie miejsca dla „matek Polek”, gdzie zajęcia rozpoczynają się nawet po 21. Jakoś da się to wszystko pogodzić – przyznaje koszali- nianka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół