Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Harcerz równa w górę

Mundur to dla nich znacznie więcej niż organizacyjny uniform. To znak służby: Bogu i ojczyźnie.

Choć to weekend, w karlińskiej podstawówce ruch i gwar. Ale zdyscyplinowany. Kiedy pada hasło: „zbiórka!”, nikt się nie ociąga. Nieważne, czy chodzi o wypad w teren, sprzątanie czy apel. Pół setki harcerzy i harcerek zjechało się do Karlina, żeby wspólnie świętować Dzień Myśli Braterskiej – święto przyjaźni skautów i harcerek całego świata.

Sami ustawiamy poprzeczkę

– W harcerstwie poznaje się ludzi, na których można polegać. Jestem przekonana, że gdybym w sytuacji kryzysowej zadzwoniła do kogoś, kogo poznałam na rajdzie czy zlocie, i poprosiła o pomoc, to mogłabym być spokojna, że jest już po moim problemie – wyjaśnia Aleksandra Terkiewicz z 40. drużyny harcerskiej „Jastrzębie” z Jastrowia. Przed przyjazdem na zlot do Karlina nie była w stanie powstrzymać jej nawet choroba gardła.

Opowiada o swojej przygodzie, która zaczęła się przed trzema laty. – Miałam wcześniej kontakt z harcerstwem, ale nie czułam tego. Potrzeba było wspólnego wyjazdu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i harcerzy na tygodniowy obóz – mówi. Na tym obozie harcerskiego bakcyla złapał też jej kolega. – Po tym tygodniu pomyślałem, że chcę być taki sam jak oni. Pociągnęły mnie ich entuzjazm i otwartość – dodaje Mateusz Bednarowski. Obydwoje złożyli swoje przyrzeczenia harcerskie dopiero przed rokiem, ale już widzą, jak duże zmiany zaszły w nich samych. Żeby osiągać kolejne stopnie i zdobywać naramienniki, muszą sporo od siebie wymagać i… poddać się próbie. – Sami ustalamy próg, który musimy pokonać. To przezwyciężanie naszych słabości – wyjaśnia Ola. – Harcerz ma cały czas równać w górę i stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej. Ale to nie znaczy, że jeśli nie jesteś w stanie osiągnąć wymarzonego poziomu, to jesteś skreślony. Przeciwnie. Możesz liczyć na pomoc przyjaciół – kiwa głową Mateusz. – Żeby zdobyć naramiennik wędrowniczy, musiałem wykonać zadania dotyczące siły ciała, rozumu i ducha. Nie jestem specjalnie rozwinięty fizycznie, mięśnie miałem raczej wiotkie, więc postawiłem sobie za cel, że dojdę do takiego poziomu, że będę w stanie zrobić 40 pompek. Po pół roku się udało. Żeby zrealizować próbę ducha, zaangażowałem się w kościelne organizacje, zostałem lektorem. A jeśli chodzi o sprawność umysłu, to postanowiłem podciągnąć się z trzech przedmiotów. Udało się z dwóch – opowiada.

Renesans ruchu

Ola i Mateusz należą do Związku Harcerstwa Polskiego. Gospodarze zlotu, 1. Karlińska Drużyna Harcerska „Wyklęci”, to członkowie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. ZHP jest starszy, ale to ZHR sięga korzeniami do tradycji przedwojennego harcerstwa. – Różnica dotyczy nie tylko nazwy, ale to temat na dłuższą rozmowę. Podczas takich świątecznych dni chcemy jednak myśleć o tym, że jesteśmy jedną organizacją harcerską. Ważne jest zdanie wypowiedziane przez Roberta Baden-Powella, założyciela skautingu: skaut bez Boga nie jest skautem. Nie da się wychowywać młodego człowieka w sposób nieintegralny. To wychowanie musi dotykać zarówno sfery fizycznej, intelektualnej, jak i duchowej – wyjaśnia ks. Łukasz Gąsiorowski, diecezjalny duszpasterz ruchów harcerskich, a zarazem drużynowy 1. Koszalińskiej Drużyny Harcerzy „Zielona”. – Zadaniem harcerstwa jest danie Polsce i Kościołowi ludzi, którzy będą patriotami, będą wiedzieli, że mają powinność zabierania głosu w dyskusjach publicznych – podkreśla. Zdaniem ks. Radosława Występskiego, opiekuna „Wyklętych”, którzy działają przy karlińskiej parafii, harcerstwo przeżywa renesans. – To świetna propozycja, bo otwiera na drugiego człowieka i kształtuje właściwe postawy. Harcerstwo zakłada wychowanie przez bycie razem, poprzez poznawanie świata, sport, ale opiera się także na zasadach chrześcijańskich: miłości do Boga i człowieka, więc jest dobrą przestrzenią również do pracy duszpasterskiej – zauważa.

Mundur zobowiązuje

– U nas nie wszyscy, którzy zaczynali przygodę z harcerstwem, byli mocno związani z Kościołem i Panem Bogiem. Powoli odkrywali, poprzez służbę w Skrzatuszu, na Lednicy czy innych wyjazdach, że mają swoje miejsce w Kościele, który nie jest „skostniałą instytucją”, ale żywym organizmem – mówi Marcin Witkowski, pełniący obowiązki drużynowego karlińskich harcerzy. Oprócz męskiej drużyny działa tu także drużyna dziewcząt. Mieszkańcy Karlina przyzwyczaili się, że w niedzielę po wieczornej Mszy św. młodzi ludzie w mundurach stają przed ołtarzem, żeby zaśpiewać harcerską modlitwę. – To też nasz sygnał dla świata, że nie wstydzimy się wiary i patriotyzmu. Stajemy przed ołtarzem i mówimy, kim jesteśmy – tłumaczy Marcin. Uczestnicy zlotu podkreślają zgodnie, że bycie harcerzem to nobilitacja, ale i odpowiedzialność. – Mundur zobowiązuje. Z krzyżem na piersi nie wszystko wypada, więc trzeba się pilnować. Nie dlatego, że boimy się krytyki z zewnątrz, ale dlatego, że wypływa to z nas samych. I to jest najlepsze – dodaje Ola.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy