Nowy numer 21/2018 Archiwum

Agresywne słowa wykreśliliśmy

O działaniach wojennych, wierze i modzie na patriotyzm z o. Stanisławem Mańskim, kapucynem i proboszczem 350-osobowej parafii w Starokonstantynowie na Ukrainie rozmawia Katarzyna Matejek.

Katarzyna Matejek: W Polsce obserwujemy wydarzenia za naszą wschodnią granicą przez ekran telewizora. Widzimy straszne rzeczy, ale patrzymy na to trochę jak na serial. Czy żyjemy w dwóch różnych światach?

O. Stanisław Mański: Dla nas sytuacja jest całkiem realna. W Starokonstantynowie jest baza wojskowa i chyba największe na Ukrainie lotnisko wojskowe, wszyscy więc żyją z wojska. Moi parafianie są bezpośrednio zaangażowani w konflikt, służą w siłach powietrznych Ukrainy, biorą udział w działaniach wojennych. Kilku poległo na froncie. Przychodzą kolejne fale mobilizacji wojskowej, powoływanych jest bardzo wielu ludzi, nawet po kilkudziesięciu z jednej wioski. Towarzyszą temu obawy, że żołnierze nie wrócą, lęk o pozostawione rodziny. To wpływa na treść naszych modlitw.

Mężczyzna idzie na front. Kobiety zostają…

Moi parafianie mają z tym poważny problem. Przyznają, że muszą okłamywać swoje żony – mówią im, że jadą do Lwowa albo na jakieś ćwiczenia, a prawda jest taka, że jadą do Ugańska, na front. Ukrywają to, bo nie chcą zadawać cierpienia najbliższym.

Ludzie szukają wsparcia w Kościele?

Nie, może parę osób doszło, to wszystko. Kiedy jest problem, to uciekają w alkohol, narkotyki. Pojawiają się choroby psychiczne, depresje. Natomiast katolicy, wśród których pracujemy, mają świadomość wiary i w trudnych doświadczeniach żyją z Bogiem.

Mówi się, że duch ludzki hartuje się w sytuacjach granicznych.

Ci którzy mają wiarę, są dzielni. W naszej parafii szukamy rozwiązania w słowie Bożym. Nie tylko my, czterej bracia żyjący w klasztorze, ale wielu parafian codziennie czyta Pismo Święte. Jest mi bardzo przyjemnie, gdy słyszę, jak skarżą się, że za rzadko je w tygodniu czytali. Słowo Boże nie tylko daje nam nadzieję, ale też zmusza do mówienia prawdy. Uczciwie osądzamy więc, że to, co robi Putin, to agresja, wielka polityka, wielkie pieniądze.

Co może zrobić 350 katolików wobec wielkiej potęgi?

Idziemy drogą Ewangelii i otwarcie modlimy się na Mszy św. o nawrócenie Wołodi Putina. Wierzę, że na dłuższą metę to jest jedyne wyjście, bo jego polityczne obietnice, wciąż na nowo łamane, nie dają żadnych gwarancji. Ale pilnujemy też samych siebie, by nie było w nas nienawiści do Rosjan. Granica między obroną a nienawiścią do agresora jest bardzo cienka. Świadomie, ja i moi bracia w parafii, wykreśliliśmy z naszego leksykonu wszystkie agresywne słowa pod adresem Rosjan. I na ambonie, i między sobą. W naszych kazaniach nie ma nienawiści. My, chrześcijanie, musimy też czasem przyjąć cierpienie. I przyjmujemy. Modlimy się za naszych prześladowców i szukamy zgody.

Czy w obecnej sytuacji konfliktu zbrojnego coś jeszcze w Waszej pracy duszpasterskiej musiało się zmienić?

W wakacje założyliśmy Parafialne Koło Caritas. Niebawem okazało się to opatrznościowe, bo z okręgu Doniecka i Ugańska uciekło do nas kilka rodzin. Strzelano dosłownie nad ich głowami. Teraz opiekujemy się nimi, nasi parafianie mimo wielkiej inflacji, wynoszącej ostatnio 230 proc., dzielą się tym, co mają, okazują wielkie serce. Tak więc nasze ewangelizowanie obecnie przybrało wymiar bardziej dobroczynny. Ale nie rezygnujemy z dotychczasowych form duszpasterskich.

Czyli?

Nowe osoby, które przychodzą do naszej parafii, staramy się włączyć do wspólnot. Głównym sposobem docierania do nowych osób są kursy Alfa, katechezy tradycyjne oraz Drogi Neokatechumenalnej. Osobom, które chcą iść dalej, proponujemy przygotowanie do przyjęcia sakramentów. Każdego prowadzimy indywidualnie, nigdy grupowo. Przez 8 lat mojej pracy nie zdarzyło się przygotowywać np. dwóch katechumenów lub dwie pary narzeczonych jednocześnie.

To dość wyczerpujące.

Ale przynosi owoce. Przecież po to pojechałem na Ukrainę, by głosić Ewangelię. Kiedy teraz wyjeżdżałem do Polski, to był w moich parafianach realny strach, że ja już nie wrócę. Powiedziałem im: wrócę na pewno, cokolwiek by się działo.

Czego Ukrainie potrzeba dzisiaj najbardziej?

Pokoju. Ukraińcy są pracowici, poradzą sobie z kryzysem. Rośnie świadomość przynależności narodowej. Podczas kolędy dostałem flagę ukraińską, którą obecnie wiele osób zawiesza w samochodzie. Na tle flagi jest wizerunek Jezusa i napis: „S nami Boh!”, „Bóg z nami!”. Jest teraz moda na patriotyzm, wielu nauczyło się nareszcie hymnu ukraińskiego. To są pozytywne strony sytuacji. No i nie ma straszliwego, paraliżującego lęku. Ludzie cierpią, ale mają nadzieję.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma