• facebook
  • rss
  • Szanuj męża, kochaj żonę

    dodane 16.04.2015 00:00

    Rekolekcje dla małżeństw. Budzą dzieci. Połykają śniadanie. Zaspani pakują niezbędne rzeczy do samochodu. Dopiero w drodze uprzytomniają sobie, dokąd właściwie jadą w sobotni poranek: na MiP.

    Na miejscu szybka rejestracja, oględziny pokoju i już rozpoczyna się pierwsze spotkanie. Radosna modlitwa uwielbienia, pieśni pełne biblijnych tekstów. W końcu chwila wytchnienia – konferencja. Dziwią się, kiedy zaraz po niej organizatorzy namawiają ich na kolejny, nietypowy, punkt programu. – Proponujemy wam, byście włożyli ciepłe kurtki – mówią Małgorzata i Rafał Skorasińscy – i… poszli na randkę. Tylko ani słowa o problemach – rozmawiajcie wyłącznie o pozytywach. I nie martwcie się o dzieci – mają zapewnioną dobrą opiekę.

    Naśladuje Jezusa w… bawialni

    – Czasem trzeba nawet trochę przymusić rodziców, by zostawili na godzinkę dziecko w dobrych rękach i pomyśleli o sobie – mówi Karolina Granda, która podjęła się wspólnie z mężem Piotrem opieki nad dziećmi podczas rekolekcji „Miłość i prawda”, w skrócie: MiP. – Ale wiemy, jak bardzo jest im to potrzebne, dlatego nalegamy.

    Karolina i Piotr zostawili kilkumiesięczną Julkę na kilka godzin pod opieką babci, wzięli ze sobą tylko trzyletniego Jasia, ale bardziej niż nim zajmują się innymi dziećmi. Karolina drepcze po bawialni, kołysząc w rytm kroków małego Kostka, który wisi na jej plecach, umocowany w chuście. Jego rodzice spacerują po okolicy, trzymając się za ręce. Anna Kaczmarek nie ma własnych dzieci, bo jest osobą konsekrowaną. To jednak nie przeszkadza jej przyjeżdżać co miesiąc z Poznania, by zajmować się nie swoją gromadką. – To jest dla mnie konkretny sposób naśladowania Pana Jezusa – mówi. – Zajmując się tymi maluchami, przyczyniam się do wzrostu konkretnej rodziny. Czyż nie o to chodzi w Kościele? Rodzice Kostka, Joanna i Adam Telatnikowie z Koszalina, są zadowoleni, że zdecydowali się poświęcić weekend na rekolekcje. – Potrzebowaliśmy tego. Szczególnie ujmuje nas to, że zaopiekowano się tu naszą trójką dzieci, bo dzięki temu możemy poświęcić czas sobie nawzajem – cieszą się małżonkowie.

    Wsłuchani i dyskretni

    Organizatorzy zauważają, że nie tylko głoszone treści, ale już sama decyzja małżonków, by razem wybrać się na dwudniowe rekolekcje, procentuje dobrem. Taki jest wymóg – w MiP-ach mogą wziąć udział tylko oboje małżonkowie, nie tylko ze względu na randkę, na którą nie da się pójść w pojedynkę. Również konferencji należy słuchać razem, trwać ramię w ramię przed Najświętszym Sakramentem i poznawać inne małżeństwa. Jedynym wyjątkiem są grupy dzielenia. Żony i mężowie spotykają się osobno. – Podstawową zasadą grupy dzielenia jest dyskrecja – tłumaczy mężczyznom prowadzący spotkanie Szymon Jurksztowicz. Dyskrecja oznacza, że nawet z żoną nie powinni rozmawiać o tym, co usłyszą od innych mężczyzn. A usłyszą różne rzeczy: to, co się udaje, i to, co jest trudne, czasem aż za bardzo. Bywają pary, które przyjeżdżają na MiP po złożeniu pozwu rozwodowego, a po powrocie z rekolekcji wycofują go. To ważne, żeby stworzyć atmo- sferę zaufania. Dla Eugenii i Mariusza Musiołów ze Żnina wymóg wzięcia udziału w rekolekcjach, na które trzeba przyjechać trzy razy w miesięcznych odstępach, jest atutem MiP-ów. – To sprawia, że związujemy się z ludźmi, których wcześniej nie znaliśmy. Zjeżdżamy się tu w podobnym celu i nieważne, czy ktoś jest prezesem banku, policjantem czy osobą niepracującą. Tutaj nikt na to nie patrzy, każdy jest po prostu bratem – mówi Mariusz. – I nie chodzi tylko o ten czas tutaj. Między weekendami przypominają mi się przykłady z ich życia. Kiedy napotykam podobną sprawę u siebie, wtedy myślę sobie: może i ja zrobię podobnie?

    Po co te żonkile?

    Opiekunem duchowym rekolekcji oraz koszalińskiej części Wspólnoty Emmanuel jest ks. Grzegorz Szewczak, który służy małżonkom poprzez sprawowanie sakramentów i rozmowy duchowe. Rekolekcje prowadzą małżeństwa ze Wspólnoty Emmanuel, pomagają im inni członkowie wspólnoty. To duży wysiłek przygotować trzy tury weekendowych spotkań, ale nie wahają się, bo odkrywają w MiP-ach okazję do ewangelizacji. Konferencje są oparte na Piśmie Świętym, nauce Kościoła, przykładach świętych, ale też na przykładach z ich własnego życia. Skoro kiedyś sami zrozumieli coś tak banalnie prostego, że aż trudno to ubrać w słowa, dlaczego tym się nie podzielić? Przykład żonkili postawionych w styczniu na stole, które radują żonę, bo rozpromieniają pokój po zimie, ale przeszkadzają mężowi, bo zasłaniają telewizor, jest dobrym sposobem na pokazanie, jak bardzo kobieta i mężczyzna różnią się w postrzeganiu tej samej rzeczywistości. A i temat gender można przy okazji poruszyć. Jednak niczego nie zaczęliby bez modlitwy. To ona jest pierwsza, nawet gdy jeszcze logistyka projektu raczkuje. Charyzmatem Wspólnoty Emmanuel jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Na niej Pan Jezus skłania ich serca ku innym ludziom. Nazywają to współodczuwaniem. Mówią potem: Jezus przekonał nas: idźcie, głoście. No i bierzemy się za MiP-y.

    Głoś lub nalewaj kawę

    Każde małżeństwo, które chce prowadzić rekolekcje, przechodzi najpierw roczne szkolenie. Uczy się podstaw psychologii, pisania konferencji, odpowiednich form przekazu, zasad pozytywnych przykładów. Ale może się zdarzyć, że kiedy już ukończą kurs, zostaną poproszeni o służbę w… kawiarence. – Mam radość z tego, że mogę dać cząstkę siebie innym. Oni mnie po prostu obchodzą – mówi z uśmiechem Marzena Wydra z Piły. Wraz z mężem Edwardem zajmuje się przygotowywaniem kawy i herbaty i dba o przyjemną atmosferę w kawiarence, aby małżonkowie nie odchodzili w chwilach wolnych do swoich pokojów, lecz zbierali się razem, rozmawiali, zapoznawali. Wydrowie koordynowali także dostawy ciast od członków wspólnoty z odległych miast, którzy chociaż w taki sposób mogli się włączyć we wspólne dzieło. Bo dla członków „Emmanuela” ważne jest, że działają jako wspólnota. – Dla mnie jest ukojeniem to, że pomagam innym – próbuje jak najlepiej wyrazić swoje odczucia Edward Wydra. – Widzę, że jesteśmy z żoną przez to weselsi, spokojniejsi. I spełnieni. Ale to nie jest tak, że przyjechali tylko nalewać kawę do filiżanek. Oni również uczestniczą w rekolekcjach, chociaż nie słyszą podczas nich ani jednej konferencji. Jak? – Poprzez bycie z ludźmi, modlitwę, małą, ale wspólną małżeńską misję. To dużo daje – mówi Edward.

    Szacunek jak woda

    Konferencje to okazja, by… postawić wszystko na głowie. – Dlaczego św. Paweł mówi o tym, że mężowie mają miłować żony, a kobiety odnosić się ze czcią do mężów? – pytają zgromadzonych Ewa i Andrzej Wiszenkowie z Warszawy. – Bo to nie jest dla nas naturalne. Małżonkowie tłumaczą, że choć mężczyźni potrzebują miłości, to szacunek jest dla nich ważniejszy. Bez jedzenia można wytrzymać długo, ale bez wody nie. Dla mężczyzny właśnie szacunek jest jak woda, a miłość jak jedzenie. – To dlatego na pytanie: „Co czuję w trakcie konfliktu z moją żoną”, ponad 80 proc. mężczyzn odpowiada: „Ona mnie w tym momencie nie szanuje” – wyjaśniają prowadzący konferencję. Natomiast żony pragną czuć się kochane. – Najważniejsze to wysłuchać żonę – przekonuje mężów Andrzej. – To nie jest łatwe dla mężczyzny, który zazwyczaj komunikuje się wyłącznie w celu wymiany informacji lub otrzymania porady. U kobiety jest inaczej, ona w rozmowie chce uwolnić swoje emocje. Dlatego wysłuchaj jej z pełną uwagą. Nie udzielaj rad, ona ich nie potrzebuje, chyba że sama o to poprosi. Konferencja o różnicach między kobietą i mężczyzną zawsze wywołuje mocny oddźwięk. To, jak pięknie się różnią, małżonkowie mają okazję zobaczyć na romantycznej randce, która odbywa się w specjalnie zaaranżowanej na ten czas kawiarence – przy muzyce, kwiatach i lampce wina. – Na długofalowe owoce rekolekcji jeszcze trzeba będzie poczekać – przewiduje Mariusz Musiał – ale to, co wreszcie u nas zaskoczyło, to zrozumienie, że nie warto walczyć z tym, że jako mężczyzna i kobieta różnimy się od siebie. Walka z sobą to droga donikąd, te różnice trzeba poznać i zaakceptować, zaprosić Boga do swojego małżeństwa, modlić się w tej intencji. Jego żona Eugenia jest przekonana, że choć przez ostatnie trzy miesiące krążyła z mężem między Koszalinem a Żninem, to było warto. – To daje mi siłę, by być świadkiem Jezusa w domu, w pracy, a przede wszystkim w małżeństwie – wyznaje.

    Co dalej?

    Dla Eugenii i Mariusza, tak jak dla wielu uczestników MiP-ów, rekolekcje to początek przygody. Odkrywają, że sakrament małżeństwa to nie puste słowa, że Pan Jezus naprawdę działa w ich życiu. Zaczynają nurtować ich ważne pytania, szukają swojego miejsca w Kościele. Pytają o wspólnotę. Wiedzą, że coś się trwale zmieniło. Choć tegoroczne MiP-y dobiegły końca, Wspólnota Emmanuel zaprasza chętnych na podobne rekolekcje w wakacyjnej formie. „Wakacje z Bogiem” to rekolekcje dla małżeństw z dziećmi i wypoczynek w formie popołudniowych wypadów do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Rozpoczną się 21, a zakończą 26 lipca. Miejscem spotkania będzie Olsztyn pod Częstochową, Święta Puszcza przy Archidiecezjalnym Centrum Duchowości. Zapisy prowadzą Monika i Wodzisław Ziętkowie, tel. 733 145 493 (po 15.00), e-mail: miwzietek@interia.pl.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół