• facebook
  • rss
  • Z wiarą i uporem

    dodane 14.05.2015 00:00

    Miłośnicy Matki Bożej Różańcowej przybyli ze wszystkich stron diecezji do Skrzatusza.

    Tegoroczna Diecezjalna Pielgrzymka Żywego Różańca przebiegająca pod hasłem „Matka Boża Fatimska wzywa do nawrócenia” zgromadziła, wg organizatorów, około 1500 wiernych oraz ponad 50 księży ze wszystkich stron diecezji. – Modlitwą można góry przenosić i zmieniać ludzkie serca. Chcemy wysłuchać Maryję, gdy wzywa nas do modlitwy różańcowej – wyjaśnia temat pielgrzymki ks. Andrzej Wachowicz, diecezjalny moderator Żywego Różańca. Z Gwdy Wielkiej, z parafii św. Stanisława, przyjechało do Skrzatusza 48 osób. Pani Wiesława nie wyobraża sobie życia bez Różańca. – Może na początku trudno niektórym podjąć decyzję wstąpienia do róży, bo boją się na przykład tego, że zapomną odmówić obiecaną dziesiątkę. Ale niepotrzebnie, Matka Boża sama przypomni, nie uśnie się – przekonuje zelatorka, która bez różańca nigdzie się nie rusza. – Kiedy jadę do miasta i nie mam go w kieszonce lub w torebce, to wiem, że wszystko pójdzie nie tak, nic nie załatwię. Muszę go mieć przy sobie. Natomiast pani Helena, mimo że o Różańcu wiedziała już przy swojej I Komunii św., to potem jakoś o nim zapomniała. – Aż przyszedł moment w życiu, u mnie to było 20 lat temu, że Różaniec stał się moją modlitwą. Przyjęłam sobie zasadę, że oprócz dziesiątki, która w róży mnie obowiązuje, odmówię tyle, ile dam radę – deklaruje. – Czasem ma się takie poczucie, że czegoś w danym dniu brakuje – dodaje pani Krystyna. – I przypomina się, że to właśnie chodzi o Różaniec. Bez niego dzień jest nie taki, jak powinien.

    Różańcowo znaczy biblijnie

    Spotkanie skrzatuskie rozpoczęło się przywitaniem wspólnot różańcowych i śpiewem. Spora część pątników nie zmieściła się w wypełnionym po brzegi kościele. Czekały na nich miejsca przygotowane na zewnątrz przed telebimem. Konferencję wygłosił kapucyn o. Marek Metelica. – Pierwszym źródłem poznawania Jezusa jest słowo Boże. Nie chodzi o to, abyśmy teraz wszyscy przeszli do grupy biblijnej, bo w pewnym sensie już w niej jesteśmy. Kiedy? Gdy trzymamy w ręku różaniec – mówił o. Marek. – Tu jest całe Pismo Święte. Boga możemy poznawać w Różańcu, począwszy do modlitwy Ojcze nasz, która jest żywym wycinkiem Ewangelii. Podobnie z każdą „zdrowaśką”. W tajemnicach różańcowych idziemy od zwiastowania ku tajemnicy zbawienia – wskazywał kaznodzieja. „Różańcowego” poznawania Boga doświadczyła pani Jadwiga z Lubieszy, parafianka kościoła św. Katarzyny w Marcinkowicach. – Z początkiem małżeństwa chwyciłam za różaniec. Potrzebowałam umocnić swoją wiarę, przekonać się, że Bóg naprawdę jest obecny, że to On rządzi światem – wspomina. Niebawem okazało się, że życie przyniosło jej stałą intencję, której nigdy nie opuszcza. – Mój syn, dziś już 36-latek, urodził się niepełnosprawny. Od początku modliłam się w jego intencji na różańcu i do dziś nie przestaję – powiedziała.

    Na kolanach matki

    Różaniec odmówiony w tak licznej wspólnocie prowadzili reprezentanci różnych miast diecezji. Jedną z intencji była ta przekazana przez biskupa ordynariusza. – Biskup Edward Dajczak prosił, by róże różańcowe przyjęły jako intencję modlitwę za III Kongres Nowej Ewangelizacji, który odbędzie się niebawem tu, w Skrzatuszu, oraz o nawrócenie grzeszników, bo przecież temu właśnie ewangelizacja służy – przekazał prośbę biskupa ks. Wachowicz. Mszy św. przewodniczył bp Tadeusz Werno. O cierpieniu, które należy składać nie tylko u stóp, ale wprost na kolana Maryi, mówił z kolei ks. Wacław Grądalski. – Ja nazywam Maryję „podtrzymująca nadzieję”, bo Ona trzyma na kolanach swojego Syna. Jak ziarnko, które zawiera życie, a wydaje się martwe. Także twoje serce, zranione brakiem poczucia sensu, grzechem, Maryja bierze w ramiona jak to martwe ciało Jezusa. Ona cały ten martwy świat bierze na kolana i modli się za nas wszystkich. Dlatego trzeba do Niej właśnie przynosić nasze cierpienia. Na Jej kolanach bowiem człowiek uczy się być człowiekiem – mówił z czułością ks. Grądalski. Pani Maria z parafii św. Maksymiliana Kolbego w Słupsku przyniosła na kolana Matki Bożej niejedną troskę, z którą sama nie potrafiła sobie poradzić. Jedną z łask, które, jak sądzi, udało jej się u Matki Bożej uprosić, było nawrócenie znajomych. – To na Różańcu wyprosiłam sprawy, które były po ludzku nieosiągalne: powrót do wiary ludzi, którzy przez kilkadziesiąt lat byli agnostykami – mówi, przyznając, że Różaniec wcale nie przychodzi jej łatwo. – Czasem mam trudności ze skupieniem na tej modlitwie. Ale mimo tego nie rezygnuję z niej, bo jest niezwykle skuteczna. Uparcie powtarzane, niemal z uporem maniaka, „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna” sprawiają, że te łaski naprawdę przychodzą – zaświadcza p. Maria.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół