• facebook
  • rss
  • Wielka Wojna małej Piete

    dodane 14.05.2015 00:00

    Dziennik Piete Kuhr. Patrzy prosto w obiektyw z leciutkim, figlarnym uśmiechem. Dwa warkoczyki, marynarski kołnierz, kot w objęciach i bystre spojrzenie. Takie samo, z jakim przygląda się miastu, zapisując wszystko w dzienniku. Z pewnością nie myśli o tym, że stanie się on jednym z najlepszych świadectw o I wojnie światowej.

    Przez długie lata w Pile nikt nie wiedział o istnieniu tego niezwykłego dokumentu, ani nie znał jego autorki.

    Piete chce walczyć

    Nazywają mnie Piete. Nie wyjawię swojego prawdziwego imienia, jest takie głupie. Nie, chociaż, moje imię to Elfrida, Frida. (Frida jest strasznie roztrzepana). Mój brat ma na imię Willi-Gunther i ma 15 lat. Ja mam 12 lat. Mieszkamy z moją babcią w Pile, w okręgu poznańskim. (…) Dzisiaj mamy 1 sierpnia 1914 r. Jest bardzo gorąco. 25 lipca zaczęły się zbiory żyta. Wieczorem, kiedy przechodziłam przez pola, zerwałam trzy kłosy i przypięłam je szpilką nad łóżkiem. Od dzisiaj Niemcy są w stanie wojny. Moja mama poradziła mi, bym pisała pamiętnik o wojnie. Ona uważa, że to będzie bardzo interesujące dla mnie, gdy będę starsza. To prawda.

    Kiedy będę miała pięćdziesiąt albo sześćdziesiąt lat to, co napisałam jako dziecko będzie wydawało się dziwne. Ale to będzie prawda, bo nie wolno pisać kłamstw w pamiętniku. Tak zaczyna się opowieść, którą dziewczynka prowadzić będzie do końca Wielkiej Wojny. Doniesienia prasowe, plotki, rozmowy i wydarzenia – choć rozgrywające się w mieście położonym daleko od linii frontu – ukształtują jej poglądy na temat wojny na zawsze. Będą miały z pewnością także wpływ na decyzje dorosłej już Elfridy, kiedy świat ogarniać będzie na nowo wojenne szaleństwo. Świat pozna ją pod pseudonimem Jo Mihaly, jako awangardową tancerkę i pisarkę, zagorzałą antynazistkę i działaczkę społeczną. Swój wojenny dziennik odnajdzie dopiero po wielu latach i w 1982 r. wyda go drukiem. Na razie dwunastoletnia Piete z Schneidemühl z dumą nosi kokardy i sznurowadła w narodowych barwach. Żałuje nawet, że nie jest chłopcem, bo też chciałaby iść na wojnę. – Na początku, tak jak wszyscy w Pile, była pełna euforii. Miasto było udekorowane, wszyscy wygłaszali płomienne mowy patriotyczne, wszyscy gotowi byli ponosić ofiary. Piete zaczęła pisać swój dziennik za namową mamy, która podpowiedziała jej, że w ten sposób, spisując bohaterstwo niemieckich żołnierzy, będzie miała czynny udział w losach wojny – opowiada Wiesława Szczygieł, jedna z inicjatorek przygotowania polskiego przekładu dziennika. Wydanie po polsku pamiętnika to pomysł pilan, których zafascynowała dziewczynka sprzed stu lat. – To jest tak niesamowita historia, że trudno jej nie opowiadać. Ten dziennik jest uważany za jeden z najlepszych dzienników wojennych, napisanych przez cywila w okresie I wojny światowej! – mówi z entuzjazmem Jan Szewdziński, doktor ekonomii z pasją badacza przeszłości, który przypadkiem przed laty trafił na dziennik Piete.

    Narodziny pacyfistki

    Wojenny entuzjazm dziewczynki opada już w pierwszych wojennych miesiącach, kiedy do Piły zaczęli napływać uchodźcy z Prus Wschodnich, a na dworzec kolejowy, na którym jej babcia prowadzi kantynę Czerwonego Krzyża, przybywają transporty z rannymi lub w trumnach wracają ci, których z dumą wysyłali na front, m.in. żołnierze z pilskiego 149. pułku. – Nastolatka opisuje to, co widziała na stacji i w lazaretach: przypadki psychozy wojennej, leżących na słomie rannych, nieludzkie wrzaski operowanych bez znieczulenia. To z pewnością musiało odcisnąć na niej wielkie piętno – mówi Jan Szewdziński. – Była bardzo wrażliwą dziewczyną, a nawet można powiedzieć, dość egzaltowaną. Ponieważ widziała skutki wojny, wymyśliła, że zawrze z Panem Bogiem pewien deal: ona odda swoje życie w ofierze, a On zakończy wojnę. Wykombinowała sobie, że znakiem od Boga będzie zakończenie książki, którą właśnie czytała: jeżeli bohater lektury umrze, to ona też umrze – w ofierze. Wybrała moment, kiedy była sama w domu, odświętnie się ubrała i odkręciła gazową lampę. Pan Bóg postanowił zaingerować i babcia przed czasem wróciła do domu. Piete nic jej nie powiedziała, wszystko skończyło się na lekkim podtruciu i bólu głowy – opowiada.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół