• facebook
  • rss
  • Wymodlić powołania na piechotę

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 20/2015

    dodane 14.05.2015 00:00

    Zamiast czekać, aż nowi kandydaci przyjdą do seminarium, postanowili sami po nich pójść...

    Niektórzy klerycy i przełożeni Wyższego Seminarium Duchownego pielgrzymowali do Skrzatusza w intencji powołań. Szli z Łubowa przez Jastrowie i Starą Łubiankę. Pokonali ponad 70 kilometrów. Na pielgrzymi szlak wybrał się ks. Wojciech Wójtowicz – rektor, ks. Piotr Wieteska – ojciec duchowny, pięciu kleryków z najstarszych roczników i jeden diakon. – Szukamy strategii i pomysłów na to, jak zachęcać młodych ludzi do przekroczenia progów naszego seminarium. Jak podkreślał Benedykt XVI, powołania nie są przede wszystkim sprawą ludzką, ale Bożą. Więc nasze pragnienie, żeby powołań było więcej, zanosimy do Maryi.

    Jesteśmy przekonani, że nasze diecezjalne sanktuarium przeżywa swój duchowy renesans. Tam, nasza Matka, choć bolesna, to jednak z wyrazem twarzy pełnym nadziei i optymizmu, króluje nad naszą diecezją. Dlatego właśnie tam chcieliśmy zanieść tak ważną dla nas sprawę – tłumaczy ks. Wójtowicz. Mimo że pielgrzymi uniknęli deszczu, doświadczyli zmęczenia i trudów wędrowania. – Każda pielgrzymka ma wymiar pokutny i wydaje mi się, że intencja motywowała nas do tego, żeby jednak iść. Modliliśmy się nie tylko o powołania, ale także za księży, którzy w tym czasie przeżywają jakieś trudności – wyjaśnia kl. Rafał Kowalski z roku IV. – Chcieliśmy niejako dodać do tego, co daje Pan Bóg, także swoje wyrzeczenia i ofiary; coś od Niego i coś od nas – dopowiada kl. Patryk Wojcieszak z roku V. Pielgrzymi w czasie drogi wspólnie się modlili, albo szli w milczeniu. Wchodząc do miejscowości śpiewali pieśni i pozdrawiali przechodniów. Jak przyznają, doświadczyli po drodze wiele bezinteresownej życzliwości. – Przechodząc przez Sypniewo, doszliśmy na koniec wsi i stwierdziliśmy, że tam już nie ma żadnego sklepu i pewnie trzeba będzie wrócić i kupić coś do jedzenia gdzieindziej. Nagle wyszedł do nas pan i zwyczajnie zaprosił do siebie. Poczęstował nas krupnikiem, swojską szynką, zrobił herbatę, pokazał swoje gospodarstwo. Spędziliśmy u niego miły i błogosławiony czas – cieszy się rektor, konkludując, że choć czasem atmosfera wokół Kościoła, szczególnie w mediach, nie jest zbyt życzliwa, to w rzeczywistości dla wielu ludzi kapłani są wciąż ważni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół