• facebook
  • rss
  • Do akcji zawsze z Bogiem

    dodane 21.05.2015 00:00

    Do diecezjalnego sanktuarium zjechała się ich ponad setka. W galowych mundurach, z pięknie wyszywanymi sztandarami swoich jednostek zameldowali się u Skrzatuskiej Pani, żeby zawierzyć Jej swoje życie i służbę.

    Po raz trzeci strażacy-ochotnicy z diecezji połączyli swoje święto z pielgrzymowaniem. – Obchody Dnia Strażaka to dobra okazja, żeby przypomnieć sobie nasze hasło: Bogu na chwałę, ludziom na ratunek – przyznają.

    Gaszą pożary, dają świadectwo

    – Pewnego dnia zaszłam na chwilę do remizy, żeby popatrzeć i z tego zrobiło się 27 lat służby – śmieje się Renata Stemler z jastrowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej. – To po prostu jest w człowieku. Nie ma znaczenia, czy nam za to płacą, czy nie, jak zawyje syrena, trzeba biec z pomocą – wyjaśnia powody, dla których zdecydowała się na zaciągnięcie się do służby. A ta najczęściej wcale nie jest taka świąteczna, jak podczas pielgrzymki do Skrzatusza. Więcej w niej zmęczenia, ofiarności i ryzyka. Nie brakuje też doświadczeń, które na długo zapadają w duszę człowieka. – Trzeba nauczyć się zostawiać to za sobą po akcji, nie rozpamiętywać, nie wracać. Ale nie zawsze się udaje. Rodzina też pewnie na początku trochę się bała, jak jechałam na akcję, ale raczej nie pokazywali tego po sobie – kiwa głową pani Renata. Sylwester Ziembicki ma za sobą ćwierć wieku służby ochotniczej i dobrze wie, że warto na akcję jechać z Panem Bogiem.

    – Nie da się inaczej. Zawierzam Mu swoje życie, ale i życie tych, do których spieszymy z pomocą. Wyjeżdżając do pożaru mamy świadomość, że może być niełatwo, bo przecież ta tragedia dotknęła kogoś, kogo znamy – naszych sąsiadów, znajomych, czasami nawet kogoś z rodziny, ale najtrudniejsze są chyba wyjazdy do wypadków samochodowych. To, co widzimy udzielając pomocy ofiarom, na długo zapisuje się w pamięci – mówi strażak z Karlina. Remiza karlińskich strażaków sąsiaduje z kościołem, nic dziwnego zatem, że żadna uroczystość nie obejdzie się bez ich honorowej asysty. – Jesteśmy podczas wszystkich świąt, zaciągamy warty przy grobie Pańskim, pomagamy przy procesji Bożego Ciała. Ale i na co dzień staramy się pomagać naszym duszpasterzom – mówi Sylwek. Nie inaczej jest w innych parafiach. – Trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek świętowanie bez strażaków. Uświetniają zarówno uroczystości gminne, jak i te kościelne. Ale nie tylko można ich oglądać – kiedy potrzebna jest pomoc, zawsze są gotowi ją nieść. Dobrze byłoby, gdyby byli też mocnymi świadkami wiary dla swojej wspólnoty – przyznaje ks. Bogdan Podbierski, proboszcz parafii w Człopie. Sam również nosi strażacki mundur, poproszony przez druhów, by był ich kapelanem.

    Służba, tradycja i zobowiązanie

    Chociaż strażacy ochotnicy trochę narzekają, że coraz trudniej o następców, do Skrzatusza przyjechało też sporo młodych druhów i druhen, którzy zdobywają pierwsze strażackie szlify z drużynach młodzieżowych. Dla nich na razie bycie w OSP to świetna przygoda, podczas której mogą się sporo nauczyć. Dla wielu z nich to także podtrzymywanie rodzinnej tradycji: strażakami są ich rodzice, dziadkowie, a nawet pradziadkowie. Pięcioletni Konrad z dumą pokazuje naszytą na bojową bluzę naszywkę wskazujacą, do jakiej należy drużyny. Tak jak dziadek, tata i starsza siostra Zuzanna będzie strażakiem. Jak tylko trochę urośnie. – Oj, nieźle mieć w domu strażaków. Jeszcze trochę i mnie też przekonają – śmieje się pani Monika. – Jestem z nich bardzo dumna, chociaż czasami, kiedy mąż rzuca wszystko i leci do pożaru, to jednak strach chwyta, serce mocniej bije – mówi o blaskach i cieniach życia ze strażakami. – To nasza rodzinna tradycja – przyznaje Wojciech Fendorf. – Ojciec przez prawie 30 lat był prezesem strażaków w Róży Wielkiej, potem tak wyszło, że ja przejąłem po nim tę pałeczkę – opowiada prezes OSP w Róży Wielkiej. – Strażacy to jedna rodzina, bo podczas akcji samemu nic się nie zdziała, trzeba wiedzieć, że można polegać na kolegach. Dobrze też wiedzieć, że jest jeszcze Ktoś, kto stoi blisko, gdy robi się gorąco – mówi pan Wojciech. Dlatego wie też, że mundur to zobowiązanie nie tylko do służby, ale także do tego, by dawać świadectwo. Strażakom w Skrzatuszu przypominał o tym bp Krzysztof Zadarko. – Innym ratujecie życie, nie bójcie się ratować swojego życia duchowego. Nie wystarczy profesjonalizm, nie wystarczy sprzęt. Jeśli moralność i postawa duchowa nie będą pod mundurem strażaka mocne, to na nic się nie przydadzą szkolenia i wyposażenie – podkreślał hierarcha. Mówiąc o męstwie, które związane jest ze strażacką służbą, biskup odwołał się do świadectwa życia św. Andrzeja Boboli, patrona dnia, w którym strażacka brać zjechała się do Skrzatusza, i do patronującego strażackiej służbie św. Floriana. – Ile w sobie trzeba mieć siły i odwagi, żeby – wiedząc, jakie będą konsekwencje – publicznie, wyraźnie, a zarazem bardzo pokornie przyznać się do wiary w Boga? To łaska Ducha Świętego, uprzywilejowanie chrześcijanina, w którego sercu pojawia się siła i moc, aby oprzeć się wszelkim trudnościom, przeciwnościom, lękom i strachowi, który wytrąca człowieka z jego właściwej postawy i zmusza do niegodnych zachować – przypominał i podkreślał, że męstwo potrzebne jest strażakom nie tylko wtedy, gdy ryzykując własnym życiem spieszą na ratunek ludziom w potrzebie. – Cnota męstwa jest nam dzisiaj niezwykle potrzebna do dawania takiego świadectwa, kiedy trzeba jasno i zdecydowanie powiedzieć: stoję po stronie prawdy i nie boją się tych, którzy mnie prześladują – dodał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół