• facebook
  • rss
  • Mówią piękniej

    dodane 11.06.2015 00:15

    Slang, anglicyzmy, kalki językowe. Teksty piosenek upraszczające opis uczuć, zdarzeń. Język młodego pokolenia zmienia się w szybkim tempie. A nie musi.

    Oczytani, o bogatszym słownictwie, zdaniem rówieśników wysławiają się nieco archaicznie. Ci drudzy raczej nie dociekają, co im samym mogłoby pomóc mówić piękniejszą polszczyzną, a na lekturę klasyki nie mają czasu. Tym bardziej jest to zadanie dla nauczycieli i wychowawców, którym w sukurs może przyjść zespołowe „połykanie” literatury. W taki sposób bawi i uczy koło teatralne działające przy Prywatnym Gimnazjum i LO w Szczecinku. Po roku przygotowań uczniowie wystawili na deskach kina Wolność spektakl „Pana Tadeusza wypadki miłosne”.

    To nie kabaret

    – Klasyka to nie to samo co kabarety, gdzie czasem wystarczy zakpić, powiedzieć brzydkie słowo, by wywołać reakcję publiczności – powiedział po spektaklu dyrektor szkoły Szymon Cieślar. – Nasi uczniowie mówili na scenie językiem staropolskim, choć to niemodne. Są amatorami, a zrobili to z klasą. Licealista Sebastian Kanecki w ciągu 4 lat uczęszczania na koło teatralne zaczął lepiej wyrażać swoje myśli. – Czerpię, nawet dosłownie, z „Pana Tadeusza” i to nie tylko na lekcjach. Czasem do rozmów z rówieśnikami wtrącam fragmenty monologów; zazwyczaj rozbawiam ich tym, ale bywa, że patrzą i nie rozumieją, co powiedziałem. A ja wiem – śmieje się Sebastian. Natomiast odtwórcy tytułowej roli Pawłowi Tarabaszowi właśnie monologi sprawiły największą trudność. – Powiedzenie: „Dobrze mi tak!”, gdy musiałem zagrać załamanie Tadeusza, było o wiele trudniejsze niż sceny flirtu z Telimeną lub Zosią – przyznaje. Wieloletnie próby wzmocniły jego głos, dodały odwagi. – Poza tym stajemy się odpowiedzialni za to, co robimy. To wzmacnia.

    O nie, klasyka!

    Scenariusz, na podstawie dzieła Adama Mickiewicza, napisała oraz wyreżyserowała przedstawienie (a nawet uszyła szlacheckie kontusze) Mariola Kowalczyk, szkolna polonistka. To z jej inicjatywy działające od 13 lat koło teatralne corocznie przygotowuje premierę sceniczną, czerpiąc z klasyki literatury. – Nie mieliśmy ani roku przerwy. Jedyne, czego nam brakuje, to nazwa, żadna nie chce się przyjąć – wyjawia M. Kowalczyk. Nie boi się nazwać przedstawienia sukcesem, ale przyznaje, że jego matką jest nie ona sama, lecz wzajemna mobilizacja. – Nie tylko ja popycham uczniów do rozwoju, także oni stawiają mi wymagania. Ale oczekując tego ode mnie, zarazem wierzą mi i ufają. To dla mnie bardzo ważne – dodaje. Reżyserka zaznacza, że dobra atmosfera w zespole to nie efekt niewłaściwego spoufalania się. – Nasze relacje są oczywiście bliższe dzięki cotygodniowym zajęciom koła, ale nie przenoszą się w kumoterski sposób na te podczas lekcji. Zresztą właśnie na próbach zdarza mi się być ostrzejszą, czasem krzyknąć. „Znienawidzą mnie”, myślę wtedy. Ale nie, uczniowie wiedzą, że dyscyplina, moment spięcia muszą być. Że potrzebne jest im usłyszenie niekiedy gorzkiego słowa, by dzięki mobilizacji poczuć potem słodki smak sukcesu. Dlaczego sięgnęli po dzieło Adama Mickiewicza? – Kiedy zaczynamy omawiać na lekcjach „Pana Tadeusza”, nieraz słyszę: „O nie, ale nudy!”. Przygotowanie przedstawienia jest sposobem na to, by pomóc uczniom wejść głębiej w klasyczne dzieło literatury, a także by poszerzyć ich aspiracje kulturalne – wyjaśnia polonistka. – No i na maturze będą mogli sypać cytatami jak z rękawa.

    Więcej niż zabawa

    Małgorzata i Jacek Bindasowie są rodzicami Magdaleny, scenicznej Zosi, oraz wspomagającej spektakl zza kulis Pauliny. Doceniają to, że w przygodzie ich córek z teatrem jest coś więcej niż zabawa. – Nauczyciele pomagają im dojrzewać zgodnie z wartościami patriotycznymi, katolickimi – chwali pracę kolegów po fachu M. Bindas, nauczyciel ZS 6. Rodzice przyznają, że życie domowe zmieniało się wraz ze zbliżającą się premierą. Jaką fryzurę powinna mieć Zosia? Jak stać? Układać ręce? Nie obyło się bez lustra, biegania ze scenariuszem za siostrą, by pomogła powtarzać kwestie, i bez wsparcia rodziców. – Staraliśmy się w tych dniach przypominać córkom historię, skąd wzięły się dawne obyczaje, a nawet pomóc w załatwieniu strojów z epoki ze szkoły, w której pracuję – mówi J. Bindas. Przedstawienie było przedsięwzięciem charytatywnym – w holu kina uczniowie zbierali do puszek datki na rzecz szczecineckiego Hospicjum im św. Franciszka. Pomoc ludziom chorym była główną motywacją działania trupy teatralnej, ważniejszą niż przyjemność wspólnych prób i występu. – Proszę spojrzeć na tych uczniów, którzy zbierają datki, jacy poważni, przejęci – zauważa J. Bindas. – To przecież jest dla nich misja, bo są za to odpowiedzialni!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół