• facebook
  • rss
  • Biegnij, Wojtek, biegnij!

    dodane 02.07.2015 00:00

    CZŁOWIEK I NATURA. Sokolnik wybrał dziesięciolatka 
spośród kilkudziesięciu uczniów, pytając o największego łobuza w klasie. Wcisnął mu w dłoń przynętę 
dla drapieżnika i kazał zwiewać.


    Wojtek ruszył. Sokół wystartował z wysokiej gałęzi. Zatoczył łuk i pognał za zdobyczą. – Biegnij, Wojtek, to twoje życie jest! Uciekaj, chłopie! – drze się wniebogłosy sokolnik. Drapieżnik zniża lot, ściąga skrzydła, przyspiesza. Wojtek pędzi. Ptak tuż za nim. Wysuwa szpony. Już prawie dosięga. – Stoop! Puszczaj! – krzyczy instruktor. Wojtek hamuje. Puszcza przynętę. Skórzany „zając” kotłuje się w pyle polany. Szpony sokoła już go nie puszczą.
Tak wyglądała lekcja przyrody polanowskich uczniów. Danuta Parduta, nauczycielka jednej z trzecich klas, sama pełna emocji, nie ma wątpliwości, że jej uczniowie pokochali drapieżniki. Pracuje w szkolnictwie 28 lat i zauważa, że kolejne roczniki mają coraz słabszy kontakt z przyrodą. Winą za to częściowo obarcza stacjonarny sposób spędzania wolnego czasu, gdy z zabawą na świeżym powietrzu wygrywają komputer, telefon, telewizor. – Dzieci nie chcą wychodzić na podwórko, zostają popołudniami w domach. Dlatego takie lekcje są im bardzo potrzebne. Korzystamy z propozycji nadleśnictwa, ale też sami w ramach zajęć szkolnych wychodzimy w teren – mówi. – To od nas, dorosłych, zależy, by najmłodsi rozwijali zainteresowanie światem wokół siebie, zwłaszcza tutaj, na naszych terenach, które są tak piękne i bogate przyrodniczo.


    Nie bój się deszczu


    Pozwoliliśmy odsunąć się od natury. Częściej bywa dla nas rekwizytem reklam lub hasłem ekologów niż źdźbłem siana wplątanym we włosy podczas tarzania się po łące. Niby mamy do niej szerszy dostęp – możemy zachwycać się wzorem kryształów pod mikroskopem elektronowym, czego nie mogli dostąpić nasi przodkowie – ale zazwyczaj na zachwycie się kończy. Unikamy jej. I dłoni śmierdzących psią sierścią, więc ich nie głaszczemy. I boreliozy, więc nie wchodzimy do lasu. Od lat nie przemokliśmy do suchej nitki. Że sokół na przydrożnych słupkach to nie sokół, bo ten poluje wyłącznie z wysoka, nie wiemy. Bo skąd i po co?
Żeby podziwiać. „Gleba, woda, góry, wszystko jest wyrazem czułości Boga. Historia przyjaźni z Bogiem ma zawsze miejsce w przestrzeni geograficznej, która staje się znakiem bardzo osobistym, a każdy z nas zachowuje w pamięci miejsca, w których zaznał wiele dobra. Kto dorastał wśród gór lub jako dziecko siadał przy strumieniu, by się z niego napić, albo kto się bawił na placu w swojej dzielnicy, gdy powraca w te miejsca, czuje się wezwany do odzyskania swojej tożsamości”. To słowa z Laudato si’ (Pochwalony bądź) – najnowszej encykliki papieża Franciszka. Papież pokazuje nam, że nie żyjąc w bliskości ze światem, nie zrozumiemy, kim sami jesteśmy. Stąd błędy: niszczymy przyrodę, zasoby wodne, klimat. A powinniśmy zmienić styl życia, mówi papież. Styl konsumpcji. Postrzeganie swojego miejsca w świecie.


    Na oko czy ucho?


    Sokolnik Maciej Tomys jest zafascynowany ptakami od dziecka. Poświęca im większość swojego czasu. Jego drapieżniki wykorzystywane są do przeganiania innych ptaków znad lotnisk, oczyszczalni śmieci, elewatorów zbożowych, a nawet ogródków działkowych w czasie owocowania czereśni. Prowadzi też działalność edukacyjną dla szkół. – Staramy się przedstawić gatunki ptaków drapieżnych najmłodszym pokoleniom, żeby z bliska mogły poznać zwierzęta, które niekiedy widzą w lesie, na łące, lecz z daleka.
– Czy wy w ogóle wiecie, co to są ptaki? – pyta zadziornie kilkudziesięciu uczniów zgromadzonych nad polanowskim zalewem. Ktoś nieśmiało napomyka o kanarkach w klatce. – Czy ktoś wie, co tam lata?
To Romeo. Sokolnik gwiżdże na puszczyka jak na psa. A ten niczym Reksio przylatuje do swego pana. Siada na ręce. Pozwala mu dotykać swoich piór, gdy ten pokazuje dzieciom, co to jest szlara, czyli wachlarzyk wokół głowy, pomagający lepiej identyfikować dźwięki.
Trzecioklasistkę Weronikę Szymoniak zachwyciła inna sowa. Tak duża, że nie zmieściłaby się na drobniutkim ramieniu dziesięciolatki. To puchacz. W opinii Weroniki wygrał z puszczykiem, krukiem, jastrzębiem i sokołem. 
– Puchacz ma ładne pióra. I bardzo dobry wzrok w nocy – mówi dziewczynka z szacunkiem. Pomyliła się. Ale to nieważne. Może będzie potrzeba jeszcze kilku takich lekcji, by zapamiętała, że sowa poluje na ucho, a nie na oko. Za to lekcja z szacunku do sowy odrobiona.


    Bądź dumny z lasu


    Spotkanie odbywa się w ramach VII Dni Różnorodności Biologicznej w LKP Lasy Środkowopomorskie. Te dni obejmują cały cykl imprez trwających od wiosny do jesieni. Spotkania przewidziane są na różnych poziomach – dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
– Zaczęło się od spotkań naukowców z całej Polski, których celem było określenie, jak bogatym biologicznie obszarem jest nadleśnictwo Polanów – mówi nadleśniczy Jacek Todys. Dodaje, że naukowcy co roku znajdują na Pomorzu nowe gatunki flory i fauny. Niekiedy to są nawet pierwsze notowania w Polsce, np. grzybów. – Po jakimś czasie impreza się rozrosła, zależało nam, by to bogactwo tutejszej przyrody poznali także nasi mieszkańcy. Ona bowiem nie istnieje sama dla siebie, ale dla ludzi tu mieszkających. I to oni przede wszystkim powinni być z niej dumni.
W tym roku w ramach takich żywych lekcji z przyrodą odbyło się spotkanie z hodowcą motyli, znawcą ptaków, zawody biegowe, konkursy plastyczne. Jesienią Dni Różnorodności Biologicznej zamknie specjalna publikacja; wówczas zostanie ogłoszone, co udało się naukowcom odkryć w regionie Polanowa. Już wiadomo, że badaczy zainteresował układ roślinności nieznany na Pomorzu, a spotykany w Karpatach. Impreza w zeszłym roku dotarła do ok. 2000 odbiorców, organizatorzy szacują, że i w tym będzie podobnie.


    Zaczytaj się 


    Kilkanaścioro dzieci zrywa się z ławek. Ustawiają się w dwa szeregi. 
– Kto z was był kiedyś w lesie? – pyta sokolnik i pobudza fantazję dzieci. – Wyobraźcie sobie, że tu stoi stary las. I że ja jestem boso. I że chodzę po leśnej polance. Potraficie wyobrazić sobie, że jesteście drzewami? No to witki do góry!
Pary stojące twarzami do siebie chwytają się za ręce. Ze splecionych rąk tworzy się tunel. Na głos instruktora jastrząb obserwujący od kilku minut znajomą konstrukcję, wzbija się do lotu. To dla niego pestka, uwielbia niski lot. Odpowiednio ustawia sterówki i wpada w tunel. Dzieciaki czują jego skrzydła walczące o precyzyjny poziomy tor. Ledwie wstrzymują pokusę puszczenia ściśle splecionych ze sobą dłoni. Jest, udało się! Jastrząb musnął piórami ostatnie dzieci w rzędzie i wpadł na rękę sokolnika.
Tej lekcji w żadnej klasie się nie przeprowadzi. Tego, czego uczy sokół, nie nauczy podręcznik. Papież Franciszek woła w swojej encyklice do ludzi XXI wieku o ten wysiłek uznania, że przyroda jest nam dana jako nauczycielka. „Święty Franciszek, wierny Pismu Świętemu, proponuje nam uznanie przyrody za wspaniałą księgę, w której Bóg do nas mówi i przekazuje nam coś ze swego piękna i dobroci: »z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę«” – podpowiada nam papież.
Maciej Tomys czyta tę księgę z coraz lepszym zrozumieniem. I im więcej czyta, tym bardziej się w niej zaczytuje. Na przykład w tym, że ptaki to nie tylko królowie przestworzy, ale że bywają też niezdarne jak ludzie. – Lubię latać z młodymi ptakami. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, jak różne mają fobie. Jakie? Wiem, trudno to sobie wyobrazić, ale niektóre mają lęk wysokości – śmieje się serdecznie sokolnik. – Albo nie zdają sobie sprawy, że mają ogon. Kiedy puszczam młodego ptaka na tzw. wolne pęta, to widzę, jak on traci kontrolę nad lotem. Trzy metry przed stodołą wydaje się, że zaraz rozpłaszczy się na drzwiach. Ale nie! On w ostatniej chwili wznosi się, zupełnie pionowo do góry. I… znów nie ma pojęcia, jak zejść niżej.


    Zdaj test


    Test nr 1. Jedziesz samochodem i widzisz kołującego wysoko nad łąką ptaka. Jastrząb! – wyrywa ci się okrzyk zachwytu, jeśli należysz do znakomitej większości „znawców przyrody”. – To nie jastrząb, bo jastrząb to ptak niskiego lotu. Na 80 proc. szans to jest myszołów zwyczajny – wyjaśnia trzecioklasistom Maciej Tomys.
Test nr 2. Przy autostradzie na słupkach siedzi myszołów. Co robi? Hm… Nie wiesz? Trzecioklasista Kacper też nie. – Powiedz mi, Kacper, po co człowiek wymyślił pilota do telewizora? – pyta sokolnik. – Żeby nie musiał chodzić – odpowiada Kacper i słyszy podpowiedź instruktora: – Jest pewna cecha, która łączy ptaki drapieżne i ludzi: lenistwo. 
Kacper już rozumie. Myszołowom nie chce się polować, krążyć i szukać w trawie. Nie chce im się gonić. Wolą pilota. Siadają na przydrożnym słupku i mają przegląd. Norniki przemykają przez jezdnię jak po talerzu. Drapieżniki wybierają te najsłabsze. Wiedziałeś?


    Konsumpcja czy troska?


    Kurczaka widzimy najczęściej na talerzu, co rano wzuwamy na stopy buty z cielęcej skóry. Chcielibyśmy jeszcze pojechać na safari i zobaczyć giętkie szyje żyraf. I narobić pełno zdjęć.
– Ludzie nauczyli się traktować zwierzęta przedmiotowo. W mojej pracy nie ma na to miejsca. My współpracujemy ze zwierzętami, one są jakby członkami naszej rodziny – zapewnia Maciej Tomys. Harisia, jego ulubiony sokół, kołuje nad polaną. W oczach sokolnika niegasnący podziw. Udziela się wszystkim uczestnikom lekcji.
„Jeśli zbliżamy się do przyrody i środowiska bez tego otwarcia na zadziwienie i podziw – przestrzega nas w Laudato si’ papież Franciszek – jeśli nie mówimy już językiem braterstwa i piękna w naszej relacji ze światem, to nasze postawy będą postawami władcy, konsumenta lub jedynie wyzyskującego zasoby naturalne, niezdolnego do postawienia ograniczeń swoim doraźnym interesom. Jednakże jeśli czujemy się ściśle związani ze wszystkim, co istnieje, to umiar i troska pojawiają się spontanicznie”.
Spontanicznie. Ale zanim to nastąpi, przyda się parę lekcji. Żywych. Jeszcze w te wakacje.
Katarzyna Matejek

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół