• facebook
  • rss
  • Za rok jadę z wami

    Katarzyna Matejek

    dodane 11.07.2015 14:58

    6. Diecezjalna Pielgrzymka Rowerowa dotarła do Częstochowy.

    Pielgrzymi, po niemal 600 km i 8 dniach rowerowego zmagania zawitali na jasnogórskie błonia. Wszyscy szczęśliwie dowieźli do tronu Królowej Polski intencje, z którymi ruszyli ze Skrzatusza - te osobiste i diecezjalne, a także te powierzone przez osoby napotkane na trasie. Jednak niektórzy dowieźli je już nie na rowerze, lecz jako pasażerowie samochodu.

    Pielgrzymi wjechali na Jasną Górę w zwartej kolumnie jako jedna z grup 10. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rowerowej. Zwieńczeniem pielgrzymowania była Msza św. na szczycie jasnogórskim.

    Marek Żołędziowski z Piotrkowa Trybunalskiego po raz 5 bierze udział w pielgrzymce rowerowej, ale pierwszy raz jechał na Jasną Górę z naszą diecezją. O tej pielgrzymce dowiedział się przypadkowo podczas innej wyprawy rowerowej - z plakatu wiszącego przy jednym z koszalińskich kościołów. - Wróciłem do domu i od razu się zapisałem - mówi.

    - Nasza pielgrzymka piotrkowska jest trzydniowa. Na takiej długiej jestem po raz pierwszy. I jestem zafascynowany tutejszą organizacją, zabezpieczeniem medycznym, sanitarnym - wylicza piotrkowianin, mając na myśli także toi toie, które jechały za peletonem. - Ale nie tylko logistyką, także zgraniem ludzi, a są tu i kilkunastolatki, i osoby po 60-tce.

    Większość noclegów miała miejsce w szkołach i tam miejscowe społeczności witały przyjezdnych posiłkiem. - Wszyscy jesteśmy ujęci ich życzliwością. Gospodarze podejmowali nas specjałami nieznanymi w innych częściach kraju. Bywało, że do wyboru był 8 zup i 3 dania główne. Ktoś, kto nie był na takiej pielgrzymce nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak pięknie to było zrobione - chwali M. Żołędziowski.

    Pan Marek pierwszego dnia pielgrzymki nie znał nikogo z ekipy prócz swoich dwóch kolegów z Piotrkowa. Jest zdumiony, jak wiele wspaniałych znajomości nawiązał i ma nadzieję, że przetrwają próbę czasu. - Żegnam się z ludźmi, jakbyśmy znali się nie 8 dni, lecz lat. Wymieniamy się mailami, telefonami, mam nadzieję utrzymać wiele znajomości.

    Agnieszka Jasiak z Gwieździna potwierdza, że znajomości pielgrzymkowe to nie są powierzchowne więzi. - Planujemy spotykać się także w innej formie, na przykład na spływie kajakowym - powiedziała.

    Również duchowe przeżycia według pana Marka nie są równe tym, które przeżywał do tej pory. -  Ta pielgrzymka całkowicie mnie to pochłonęła! Już myślę, jak to zrobić, żeby w przyszłym roku znów się do was przyłączyć.

    Jak to na tego typu wyprawach bywa, podczas pielgrzymki zdarzyły się także wypadki, jednak wszystkie były niegroźne. Służba medyczna, która przez całą trasę towarzyszyła w karetce peletonowi, reagowała błyskawicznie, w razie potrzeby zawoziła poszkodowanych na badania do pobliskiej placówki medycznej. Osoby, które nie mogły kontynuować jazdy rowerem, pielgrzymkę dokończyły jako pasażerowie samochodu. Nikt nie wrócił przed czasem do domu. Pogoda pielgrzymów nie rozpieszczała, ale nie było ich zdaniem najgorzej. Pierwsze dni jechali ze słońcem, potem pod chmurami i niekiedy pod wiatr, ale większy deszcz ich oszczędził.

    Konferencje, modlitwy, dar wspólnoty nie kończą się z wejściem na Jasną Górę. - Dobro przeżyte na trasie będzie dojrzewało w nas jeszcze długo po powrocie - zapewnia A. Jasiak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół