• facebook
  • rss
  • Kołysankę, kołysankę...

    dodane 23.07.2015 00:00

    – Chętnie przyjeżdżamy do Polski, bo tutaj możemy ROZWIJAć swoje umiejętności pod okiem mistrzów – mówi Ludmiła Hałabuda.

    Już po raz 15. ściągnęli do Koszalina Polonusi – w tym roku z Ukrainy, Czech i Stanów Zjednoczonych – na Światowy Festiwal Chórów Polonijnych. Tournée po pomorskich miastach rozpoczęli od szlifowania warsztatu podczas Polonijnej Akademii Chóralnej oraz przygotowania nowego repertuaru, który wykonali wspólnie na zamykającej Polonijne Lato gali w Filharmonii Koszalińskiej.

    Dyrygenci zdobywali nowe umiejętności pod okiem kadry profesorów wyższych uczelni muzycznych z Poznania, Bydgoszczy, Rzeszowa i Wrocławia. Zakres warsztatów objął dyrygenturę, emisję głosu, akompaniament z elementami aranżacji.

    Do Koszalina przyjechały: Polski Zespół Śpiewaczy „Hutnik” z Trzyńca (Czechy), Chór Kameralny „Cantica Anima” z Baru (Ukraina), Polski Amatorski Chór Kameralny im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza (Ukraina) oraz Polski Chór Reprezentacyjny z Nowego Jorku (USA).

    Więcej czasu niż z rodziną

    – Podczas warsztatów pracujemy z wybitnymi profesorami, to dla nas bardzo ważne. Dużo daje nam także słuchanie innych chórów, które razem z nami biorą udział w festiwalu – mówi Ludmiła Hałabuda, dyrygent Chóru Kameralnego „Cantica Anima” z Baru. Uważa, że w Polonijnym Lecie nie chodzi wyłącznie o muzykę. – Równie ważne jest podtrzymywanie więzi z ojczyzną. Śpiewanie rodzimego repertuaru zbliża nas do Polski – zapewnia.

    Chórzyści mają w Barze polską nauczycielkę, która dba o to, by ich polszczyzna była poprawna i piękna. Na co dzień jednak używają jej tylko niektórzy. – Ale co roku możemy wracać do mówienia po polsku dzięki polonijnym koncertom. Bardzo tego potrzebujemy – twierdzi pani Ludmiła.

    Chór „Hutnik” z Zaolzia pamięta początki Polonijnego Lata w Koszalinie. Anna Kornuta, prezes chóru, śpiewa w nim od 1974 r. Nie wyobraża sobie życia bez śpiewu. – On wyraża wszystko: radość, smutek, wszelkie emocje. Dlatego jest piękny. Pieśń zawsze ludziom pomagała: w walce, w trudnych chwilach, w świętowaniu. Skarbem jest to, że mamy słuch, głos i że możemy sprawiać tym przyjemność innym – uważa.

    Do śpiewania namówił panią Annę mąż. Jest on najstarszym członkiem „Hutnika” od roku, czyli od momentu, gdy ze śpiewania zrezygnował (choć nie z przychodzenia na próby) chórzysta, który brał udział w pierwszych próbach w 1954 r. Bo nie da się tak łatwo przeciąć więzów. – Często więcej czasu spędzamy z chórem niż z rodziną. Mamy dużo prób, wyjazdów. Nawiązują się przyjaźnie. Był czas, że w „Hutniku” śpiewało 15 małżeństw – wyjaśnia Polka z Zaolzia.

    Wspomina zarazem, że piosenki przenosiły się niekiedy ze sceny do domu. – Początkowo „Hutnik” dzielił się na chóry męski, żeński i mieszany, dlatego nazywamy się Polski Zespół Śpiewaczy. Panowie mieli w repertuarze przepiękną kołysankę. My, panie, nie mogłyśmy się powstrzymać i w trakcie ich występu śpiewałyśmy ją z nimi, tyle że zza sceny. Wiele razy mąż mi ją śpiewał – wspomina z rozrzewnieniem, dając do zrozumienia, że było to małżeńskie wyznanie miłości. – Kiedy bywało mi jakoś cno, to prosiłam go: kołysankę, kołysankę.

    Czysty głos, czyste serce

    Cezary Melnyk jak większość mieszkańców podolskiego Baru ma polskie korzenie. Babcia studiowała jeszcze w polskiej szkole. – Polaków już u nas niedużo, zostało nas... mniej i mniej – szuka poprawnych słów chórzysta. I właśnie dlatego cieszy go udział w Polonijnym Lecie, bo jest to dla niego okazja do praktykowania polskiej mowy. – W dzieciństwie nie uczyliśmy się polskiego w szkole. Przysłuchiwaliśmy się rozmowom w rodzinie. Lubiłem słuchać, jak babcia rozmawiała z dziadkami po polsku. Od niej uczyłem się piosenek i – śmieje się na wspomnienie – dowcipów.

    Pan Cezary co niedzielę śpiewa w parafii na Mszy św. – Ciągnie mnie do pieśni religijnych. Duszę moją ciągnie. Ale do tych po polsku. Nie lubię uczestniczyć we Mszy św. sprawowanej w języku ukraińskim. A już szczególnie trudne jest to dla starszego pokolenia – mówi. Śpiewanie to jednak nie tylko kontakt z polszczyzną lub przyjemność muzykowania. To zdecydowanie coś więcej. – Nie chcę wchodzić do kościoła z głupimi myślami. Dlatego daję Bogu czyste serce. Religijna piosenka zbliża mnie do Niego. Wtedy chcę być białym, czystym – dodaje.

    Koncerty festiwalowe odbyły się w Koszalinie, Dygowie i Kołobrzegu. Organizatorem wydarzenia było Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół