• facebook
  • rss
  • Nie zapomnimy!

    dodane 06.08.2015 14:30

    Choć o godz. 17 w całym kraju rozległy się syreny, nie wszyscy wiedzieli, co oznacza ten alarm. – Właśnie dla nich organizujemy te przedstawienia. Żebyśmy pamiętali – mówią rekonstruktorzy.

    Salwy honorowe, apele pamięci, ale i koncerty, przedstawienia, a nawet zabawy terenowe – tak mieszkańcy diecezji uczcili pamięć powstania warszawskiego.

    Strzały na ulicach

    – Kiedy wjechali Niemcy, prowadząc te dziewczyny na sznurku miałam wrażenie, jakbym oglądała sceny z filmu historycznego. Kiedy padły pierwsze strzały zaczęłam naprawdę się bać – dzieli się wrażeniami mieszkanka Sianowa, która oglądała historyczną inscenizację przygotowaną przez pasjonatów z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf”. Także dla samych rekonstruktorów, zwłaszcza tych najmłodszych, udział w wydarzeniu jest nie lada przeżyciem. Bogusia Budniewska jeszcze w szkole o powstaniu się nie uczyła, ale doskonale zna jego przebieg. – Kiedy padają strzały, ktoś krzyczy, ktoś rzuca się na ziemię, można to prawie poczuć na własnej skórze. Był moment, kiedy sama już nie grałam, nie musiałam niczego udawać, tylko byłam w powstaniu – opowiada młoda rekonstruktorka, wycierając ziemię z twarzy. Wśród tych, którzy oglądali sianowską inscenizację był także Aleksander Kaczorowski, członek powstańczego batalionu „Miłosz”.

    – To tylko przedstawienie, takie trochę nawet naiwne, bo przecież nie odda się tego, co my tam w Warszawie przechodziliśmy. Ale dobrze, że takie rzeczy są przygotowywane, bo pokazują dzisiaj ludziom chociaż trochę – mówi mieszkający od ponad 40 lat w Sianowie bohater powstania warszawskiego. – Mnie nie opuszczało szczęście, ale pod gruzami Warszawy zostało tylu kolegów. To wszystko jest ciągle w głowie, przypomina się. Ja nawet nie oglądam filmów o powstaniu – przyznaje pan Aleksander, choć cieszy się, że tak wielu jego młodych sąsiadów uczestniczyło w uroczystościach. Wcześniej przychodzili też do przygotowanego przez rekonstruktorów punktu werbunkowego i odbierali powstańcze legitymacje. Nie tylko sianowski park, który od ubiegłego roku nosi imię Powstańców Warszawskich stał się areną walk jakby żywcem wyjętych sprzed 71 lat. Także na ulicach Słupska padały strzały z karabinów rekonstruktorów, a rzeka Słupia na 63 minuty inscenizacji zamieniła się w Wisłę. Przez całą sobotę, spacerując ulicami miasta, można było poczuć się jak w Warszawie w 1944 roku. Krążące pojazdy wojskowe, powstańcy kolportujący prasę podziemną, a nawet strzelaniny na przystankach autobusowych.

    Powstanie wyśpiewane

    W sobotnie przedpołudnie także najmłodsi białogardzianie, którzy przyszli do punktu werbunkowego na głównym placu miejskim otrzymali biało-czerwone opaski, mapy i rozkazy z zaszyfrowanymi wskazówkami, jak dotrzeć do kolejnych punktów i zrealizować zadania. Wielu z nich w grze miejskiej towarzyszyli rodzice. – Świetny sposób na przypomnienie o powstaniu nie tylko dzieciom. Sama, zmobilizowana udziałem w zabawie, siadłam przed komputerem, żeby poszukać informacji, przypomnieć sobie to, czego uczyłam się w szkole – przyznaje Katarzyna Sowa, która w „Biegu Małego Powstańca” brała udział z córką Olgą. W Kołobrzegu o powstaniu przypomniały największe głosy polskiej sceny operowej. Hołd walczącym warszawiakom oddali w kołobrzeskiej bazylice Ewa Iżykowska, Alicja Węgorzewska, Adam Zdunikowski i Aleksander Ładysz, a towarzyszyły im Kameralna Orkiestra Symfoniczna pod dyrekcją dr. Jarosława Domagały oraz opowieści Wojciecha Gąssowskiego, radiowca i varsavianisty. Melodie dobrze znanych powstańczych piosenek przeplatane były wspomnieniami o walczącej stolicy i jej mieszkańcach. Nie dla wszystkich jednak wyjące syreny były wezwaniem do zatrzymania się i oddania hołdu uczestnikom warszawskiego zrywu. Nie tylko dlatego, że znad morza do stolicy daleko. – Tu każdy jest skądś i przywiózł ze sobą własną cegiełkę do budowania polskiego Pomorza. A ta cegiełka to też powstanie warszawskie, bo wielu powstańców szukało tutaj schronienia. Przez lata nie ujawniali się z oczywistych względów, nie opowiadali o tym, co przeżyli, bojąc się komunistycznych represji. Powinniśmy o tym pamiętać – mówi Łukasz Gładysiak.– Powstanie jest symbolem niezłomności, bohaterstwa graniczącego z szaleństwem, ale także symbolem tego, że warto walczyć, żeby choć przez jeden dzień poczuć się wolnym – dodaje historyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół