• facebook
  • rss
  • Przybywają

    dodane 20.08.2015 00:00

    „Błogosławieni czystego serca” – to tegoroczne pielgrzymkowe hasło. Na starcie 13-dniowej wędrówki, w 8 grupach, stanęło 450 osób. Na Jasną Górę dotarło... 490.

    To była trudna pielgrzymka. Ale też niosła wyjątkowo ważne intencje, m.in. tę poleconą przez bp. Edwarda Dajczaka – o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego, których deficyt w diecezji jest już odczuwalny.

    W słońcu i upale

    Zaczynają od odśpiewania hymnów. Jedni mają na plecach tubę z nagłośnieniem, inni dzierżą w dłoniach emblematy z numerem grupy, flagi, transparenty. Pierwszy nocleg wypada w pobliskiej Pile. Jeszcze nie czas na kryzysy, te przyjdą później. Wieczorem spotykają się na Apelu Jasnogórskim. I przez całą drogę będą tak kończyć dzień. Po paru dniach zmęczenie daje się we znaki. Idą w słońcu i upale. Gdy któregoś dnia pojawia się cicha nadzieja na orzeźwiający deszczyk, chmury mijają pielgrzymów i przechodzą bokiem. To osłabia siły, służby medyczne przypominają o nawadnianiu organizmu, noszeniu nakryć głowy. – Od samego Skrzatusza idziemy w pełnym słońcu – informuje ks. Piotr Kozłowski, kwatermistrz i opiekun służby medycznej.

    Przyznaje, że droga, owszem, mozolna, ale noclegi to luksus. – W większości udaje nam się zakwaterować wszystkich w domach, u rodzin. Mieszkańcy miejscowości, przez które przechodzimy, są bardzo otwarci – mówi. Nie chodzi tylko o wygodę, choć ta po wyczerpującym dniu przynosi sporą ulgę. Noclegi to przede wszystkim szansa spotkania, rozmów, nie tylko tych powierzchownych, bez znaczenia, jakie toczy świat, przed jakimi przestrzegał w Skrzatuszu bp Dajczak, ale o tym, że warto trudzić się dla odległego – nie tylko geograficznie – celu. I gospodarze, i pielgrzymi zdają wobec siebie egzamin z chrześcijaństwa. Niektórzy zagoszczą w sercach na dłużej – wymieniają się adresami, telefonami. Są gospodarze, którzy śledzą swoich gości na Facebooku. Też dają się wciągnąć na szlak.

    Sportowo i tanecznie

    Trzeba iść w rytmie. Są dni, gdy do przejścia jest więcej kilometrów niż zwykle i wówczas tempo jest szybkie. Gdy po całym dniu przyłoży się głowę do poduszki, wydaje się, że nogi niosą nadal. Ale czasem można ten rytm porzucić. Jak? Położyć się na trawie i powylegiwać. A potem skoczyć na równe nogi i… zatańczyć. Nawet po obfitym obiedzie młodsi i starsi tworzą korowód i tańczą skoczną belgijkę. Nie obywa się bez tradycyjnego meczu piłkarskiego między drużynami grupy 5 i 6. Rywalizację otwierają rozgrywki sióstr (tj. dziewcząt pielgrzymkowych, ale na boisku nie brakuje też odzianych w habit sióstr zakonnych). Chłopcy wojują do nocy na oświetlonym reflektorami boisku. Mówią, że to pielgrzymka niespodzianek. Zmęczenie w Chodzieży regenerują przy dźwiękach śpiewanej poezji Ernesta Brylla – wieczorny koncert Marcina Stycznia jest prawdziwą ucztą dla ducha. W Nowem są ugoszczeni w Dobrej Truskawce truskawkami, ciastem i kawą. Dla dość licznej grupy pierwszorocznych niespodzianką jest wieńczący 7. dzień bojowo-pielgrzymkowy chrzest „kotów”. A w mijanych miejscowościach zaskakują ich zimne prysznice. Proboszczowie kropią „po kościelnemu” kropidłem, ale już strażacy… Wersja mgiełka czy pełny strumień? Nawet niektórzy gospodarze czekają na pątników z otwartym strumieniem z ogrodowego węża.

    Wyszło mniej, weszło więcej

    W podsumowaniu pielgrzymki z większości ust pada słowo „upały”. Jednak Hubert Szela z Miastka uważa, że paradoksalnie właśnie one pomagały głębiej wejść w temat pielgrzymki. – W spiekocie szło się strasznie ciężko. Ale jednocześnie można było przemyśleć wiele rzeczy. Pomagały nam też w tym wieczorny Apel Jasnogórski, adoracja Najświętszego Sakramentu lub krzyża. W tym roku pielgrzymkę ukończyło więcej osób, niż ją rozpoczęło. Niektórzy dołączali na trasie na 2, 3 lub więcej dni. Na Jasną Górę weszło nie 450 osób, które wyruszyły ze Skrzatusza, lecz – co bardzo ucieszyło organizatorów – 490. Wśród tych ostatnich są Marta i Marek Oleszczukowie. Choć ich wędrowanie nie trwało długo, pęcherze mieli takie, jakby szli całe 13 dni. – Trzeba chodzić. Nawet te trzy dni coś dają. Mogliśmy posłuchać konferencji, pomodlić się razem, umocnić się świadectwem ludzi młodych. Na Jasną Górę pielgrzymów wprowadził bp Krzysztof Zadarko. Dołączył do nich już poprzedniego dnia na Przeprośnej Górce. Podczas nabożeństwa pokutnego posługiwał wraz z księżmi w konfesjonale, a następnie przewodniczył Eucharystii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół