• facebook
  • rss
  • Serca biją po polsku

    dodane 27.08.2015 00:00

    Dla wielu z nich to jedyna okazja, by zobaczyć kraj, za którym tęsknią
tak samo jak ich dziadkowie.
Pomogli im w tym pilscy salezjanie i kibice Lecha Poznań.

    Tydzień na objechanie Wielkopolski i zajrzenie do najważniejszych historycznie i religijnie miejsc to niewiele. Napięty program kolonii nie męczy jednak małych gości, którzy chcą zobaczyć jak najwięcej, żeby mieć o czym opowiadać w domu, w litewskich Mościszkach.


    Do korzeni


    – Dla nas to bardzo ważne. My czujemy się Polakami, mówimy po polsku, modlimy się i śpiewamy – przyznaje Irena Malec, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Mościszkach, która przyjechała do Piły razem ze swoimi uczniami. 
Cieszy się, że dzieci mogły obejrzeć miejsca związane z początkami państwa polskiego, taki bowiem był motyw przewodni kolonii. Mali Kresowiacy odwiedzili m.in. Gniezno, zajrzeli do Lichenia, Skrzatusza i Górki Klasztornej.
– Dla tych dzieci to często jedyna okazja, żeby przyjechać do kraju przodków. Na Wileńszczyźnie nie jest źle z tą polskością, ale trzeba nad tym czuwać. Musimy zrobić wszystko, żeby ją docenić. Polska utraciła Kresy tak naprawdę 17 września 1939 r., a Kresowiacy w skrajnie trudnych warunkach komunistycznej indoktrynacji obronili swoją wiarę, kulturę i tożsamość. Teraz także wcale nie znajdują się w łatwej sytuacji, bo litewscy nacjonaliści, którzy są u władzy, ograniczają prawa Polaków, jak tylko mogą – mówi ks. Jarosław Wąsowicz. 
Tygodniowy pobyt grupy z Mościszek to zasługa różnych środowisk z Piły: parafii Świętej Rodziny i salezjanów, grup patriotycznych i kresowych oraz kibiców Lecha Poznań. 
– Do Piły trafiło wielu przesiedleńców z Kresów, moja rodzina także stamtąd pochodzi, więc to dla mnie ważna sprawa. Pojawiła się idea, są chęci, mamy możliwości, więc dlaczego nie włączyć się w coś tak dobrego? – Sebastian Sielatycki z grupy Pilscy Patrioci bagatelizuje swój wkład w przedsięwzięcie, chociaż żeby dobrze zorganizować pobyt dzieci w Wielkopolsce, wziął nawet urlop. Ich pomoc to nie tylko logistyka, bywa, że trzeba po raz pierwszy w życiu ugotować 4 kg parówek naraz. – Każdy dołożył jakąś cegiełkę od siebie: ktoś mógł coś pokazać, w jakiś sposób ugościć. Gdybyśmy chcieli zorganizować wszystko, zabrakłoby nam czasu – dodaje ze śmiechem. 


    Kibice Kresowiakom 


    W napiętym harmonogramie udało się też wykroić jeden dzień, by zapuścić się na północ. Miejscowi kibice zaprosili dzieci do Ustronia Morskiego. – Jesteśmy w kontakcie z kolegami z Piły i zaproponowaliśmy, by dzieci przyjechały też do nas. Dla nas to zaszczyt, że możemy gościć je u siebie – śmieje się Marcin Walkowiak, z zawodu lekarz, z pasji kibic Lecha. 
Pilskie kolonie zorganizowano po raz pierwszy, ale wpisują się one w prowadzoną w środowisku kibicowskim już od kilku lat akcję zapraszania dzieci z Kresów na letni wypoczynek do Polski. Jak zauważa ks. Wąsowicz, chodzi jednak nie o jednorazową akcję, ale o stałe wysyłanie sygnałów do rodaków na Kresach. – Wypracowaliśmy pewien harmonogram działań. Teraz chociażby kilka osób pojechało ze Stowarzyszeniem „Odra–Niemen”, żeby odnawiać groby żołnierzy Armii Krajowej. Utrzymujemy kontakty ze szkołami, pomagamy też polskim klubom Pogoń Lwów i Polonia Wilno – opowiada salezjanin, również zapalony kibic.
– Chętnie by nas zaszufladkowano jako zadymiarzy. A my działamy na różnych polach. Staramy się też przekazywać wartości, pielęgnować historię, mówić, czym jest patriotyzm, przypominać o zapomnianych bohaterach i pomagać – dodaje Marcin. 


    Dla kolejnych pokoleń


    Dla Patrycji Grochowskiej to pierwsza w życiu wizyta nad Bałtykiem. – Widziałam morze tylko na mapie, nie spodziewałam się, że jest takie zimne i ma fale. Ale ładnie szumi i można zbierać kamyczki – opowiada rezolutna 9-latka, której nie przeszkadza czerwona flaga zabraniająca kąpieli. Razem z kolegami i koleżankami raźno rozchlapuje wodę przy brzegu. – W domu i w szkole rozmawiamy po polsku, podtrzymujemy polskie tradycje, oglądam też telewizję Polonia – dodaje, gdy chwalę, jak dobrze radzi sobie z językiem. 
– Staramy się o to dbać – i my, nauczyciele w szkole, i rodzice w domach. Pielęgnujemy tradycje, święta narodowe, uroczystości kościelne. Może nie wszystkie dzieci mówią czyściutko po polsku, ale bardzo się starają – dodaje pani Irena. 
Sentyment do ojczyzny, która nagle w powojennej rzeczywistości stała się zagranicą, towarzyszy nie tylko starszemu pokoleniu. 
– Nasze serca biją po polsku. Tak się mówi, że jak nie wiesz, kim jesteś, to pomyśl, w jakim języku się modlisz. A my modlimy się po polsku – uśmiecha się Joasia Sienkiewicz, studentka medycyny Uniwersytetu Wileńskiego. Jak mówi, wielu z jej rówieśników z Kresów stara się, by nie zatracić pamięci, skąd się wywodzą ich korzenie. – Trzeba tego bronić, choć bywa to trudne czasami, gdy spotykamy się ze stereotypami. Moi znajomi akceptują moją polskość, dzięki mnie zaczynają się nawet interesować polską kulturą, historią. Zachęcam ich do tego w bardzo prosty sposób, swoim codziennym życiem i wiarą. To dla mnie bardzo ważne – dodaje. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół