• facebook
  • rss
  • Hart ducha

    dodane 10.09.2015 00:00

    Kajakarstwo. Pytani, co lubią najbardziej, mówią: wyczynówki. Patrycja Kiedrowska i Daniel Gietka zdobyli na olimpiadzie specjalnej w Los Angeles medale w kajakarstwie.

    Oboje są wychowankami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla dzieci i młodzieży w Tursku leżącym pomiędzy Miastkiem a Sławnem. W przepięknym odnowionym pałacu z przełomu XIX i XX w. uczą się dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, a niektóre, jak Daniel, także ruchową. W jego przypadku jest to głuchota na jedno ucho, a na drugie spory niedosłuch. Daniel rok temu ukończył szkołę, lecz nadal codziennie przyjeżdża na treningi. Wsiada w kajak i pod okiem trenerki Małgorzaty Petryny poprawia swój czas, pływając po jeziorze, do którego wprost ze szkoły prowadzą niewielkie schodki. – Na wodzie czuję się jak ryba – mówi z pasją. Ale nie od razu tak było. Najpierw się przewracał. Fikał pod wodę raz za razem. Nie, nie w wywrotnym kajaku wyczynowym – w tym wywracają się wszyscy. Daniel przewracał się nawet w zwykłym kajaku turystycznym. Jego mama, Teresa Gietka, pamięta, jak odwiedziła syna na obozie w Swornych Gaciach. Wówczas doceniła jego talent. – Daniel akurat trenował na kajaku wyczynowym. Szwagier również wsiadł i próbował utrzymać się w pionie – nic z tego, przewracał się w kółko. A Daniel już to umiał, pięknie pływał – wspomina z dumą. – Turystyczny kajak jest wyjątkowo stabilny, o wywrotkę w nim naprawdę trzeba się postarać – spieszy wyjaśnić M. Petryna. Dlatego nie boi się sadzać do niego uczniów, którzy potrafią pływać. Wie też, że w kapoku i brodziku wydzielonym na jeziorze, gdzie wody jest po kolana, nic im nie grozi. Pełnych obaw rodziców, którzy nie wyrażają zgody na kajakarską szkółkę swoich pociech, przyprowadza na brzeg. – Sadzam dziecko do kajaka i mówię: „Proszę zobaczyć, jak ono sobie radzi”. Gdy rodzice widzą jego radość i uświadamiają sobie, że będzie mogło pływać, robić coś ciekawego, wykazać się, wówczas zazwyczaj się zgadzają.

    Jak wiewiórki

    Lekcje kajakarstwa są obecnie dostępne dla wszystkich uczniów. A po sukcesach Patrycji i Daniela pływać w kajaku zapragnęli nawet ci uczniowie, którzy wcześniej opierali się namowom wuefistki. Według niej to świetna terapia dla dzieci z ograniczeniami psychicznymi. – Sport daje im cel w życiu – zapewnia. – Bo gdy takie dziecko trafia do szkoły masowej, to cały czas jest najgorsze. Z matematyką sobie nie radzi, z polskim... Ciągle słyszy: „Dlaczego ty tego nie umiesz? musisz się starać, więcej się starać”. A gdy trafia do naszej placówki, szukamy w nim tego, w czym jest dobre. Kiedy znajdziemy ten talent, to idziemy w tym kierunku, rozwijamy go, czy to śpiew, recytacja czy sport. Nie uczymy wiewiórki pływać, uczymy ją skakać. Sportu jednak, ze względu na jego wpływ na rozwój psychoruchowy dziecka, nie da się wykreślić z uczniowskich zainteresowań. Zresztą przy umiejętnym podejściu lubią go ponoć niemal wszystkie dzieci. Wśród nich zdarzają się i takie, które radzą sobie z nim wyjątkowo dobrze. – Już po pierwszej selekcji widzę, kto nadaje się do sportu – mówi trenerka. – Są dzieci, które mają siłę charakteru, mówią sobie: „Dam radę, popłynę, nie boję się”. Żeby brać udział w zawodach, dziecko musi mieć coś takiego.

    Wyścig medalowy

    To bardzo upalny dzień, nawet jak na klimat Los Angeles. Na nabrzeżu Long Beach wilgotność wysoka, ok. 58 procent, utrudnia oddychanie. Nowe, lekkie kapoki zakupione specjalnie na Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych nie są w stanie wiele pomóc. Na kapoku Patrycji widnieje numer 36. Dziewczyna w ręku trzyma wiosło, jest już gotowa, czeka na komendy. To są zawody specjalne, obowiązują tu specjalne procedury – trenerka prowadzi podopieczną do miejsca grupowania zawodników, oddaje ją w ręce wolontariusza, a on sadza ją na krześle. Gdy zawodnicy są gotowi, wolontariusze prowadzą ich nad wodę. W eskorcie wolontariuszy i ratowników Patrycja oraz jej konkurentki podpływają do linii startu. Patrycja ustawia się na torze drugim. Ale sama nie da rady stanąć w idealnej linii z innymi, toteż ze swojej łódki pomaga jej tzw. trzymacz. Chwyta za koniec jej kajaka i manewruje: do przodu, do tyłu. Jest. Gdy wszystkie dzioby są równo, pada komenda „Ready, set, go!”. (U Daniela jest kłopot – on komendy nie dosłyszy. Na polskich regatach pomocą była mu chorągiewka, w Los Angeles informowało go o starcie stuknięcie przez wolontariusza w kajak). I w końcu pada komenda: „Start!”. Patrycja rusza. W głowie tylko jedno: dać z siebie wszystko. Pociąga za wiosła. Mocniej, jeszcze mocniej. Biegną sekundy. Meta. Dziób jej kajaka był wyraźnie pierwszy. W geście zwycięstwa unosi wysoko wiosło. Zdumiona i szczęśliwa spływa do brzegu. Idzie do kibiców. Jeszcze ma trochę czasu. Dekorowanie medalami odbędzie się po południu, po wszystkich wyścigach. Wówczas już będzie spokojna. Z najwyższego miejsca na podium obejrzy piękne Long Beach. Jest wdzięczna kibicom. To oni dodali jej sił.

    Polska flaga

    Skromna, dwuosobowa ekipa polskich kajakarzy nie liczyła na wsparcie fanów, tym bardziej że konkurencje kajakarskie odbywały się w innym miejscu niż pozostałe, obstawione przez dużo liczniejszą grupę polskich sportowców. Jednak i tu pojawiło się kilku rodaków. – Zobaczyłam, że machają polskimi flagami. To pomagało, dodało mi sił – wspomina Patrycja. Wzmacniał ją już sam dźwięk polskich słów na obczyźnie. W przeciwieństwie do Patrycji Daniel nie mógł dobrze usłyszeć, jak kibic krzyczy do nich: „Polska! Polska!”, ale flaga mówiła wszystko. Dzięki temu i on postarał się płynąć, jak najlepiej potrafił. Oboje osiągnęli sukces: Patrycja zdobyła złoto na 500 m i brąz na 200 m. Daniel na obydwu dystansach wywalczył srebro, a do złota brakowało tak niewiele, że 26-latek nie wiedział, czy jest pierwszy, czy drugi. Musiał pobiec do tablicy z wynikami, by się przekonać. Do zwycięstwa brakło mu 10 centymetrów. Jego grupa była wyjątkowo silna, między najsłabszym a najmocniejszym wioślarzem różnica w czasie wyniosła zaledwie 8 sekund. U Patrycji nieco więcej – 15. Do Los Angeles na olimpiadę wyruszyło 60 sportowców z Polski. Patrycja i Daniel reprezentowali nie tylko podopiecznych pani Małgorzaty, ale w ogóle polskie kajakarstwo. Rok wcześniej w Katowicach brali udział w mistrzostwach Polski. Zdobyli po złotym medalu, ale to jeszcze nie uprawniało ich do udziału w Letnich Igrzyskach. To nie jest tak jak w „zdrowym” sporcie, nie wystarczy wygrać w kwalifikacjach. Brakuje pieniędzy, by wysłać na kosztowne zawody wszystkich mistrzów. Więc ostatecznie zadecydowało losowanie. Złotych medali było więcej, ale miejsca tylko dwa. Zajęli je Patrycja i Daniel.

    Bez kalkulatora

    Miłość Patrycji do kajaków rozbudziła Małgorzata Petryna. – Na początku bałam się wejść do kajaka – wspomina 23-latka – ale pani Gosia przekonała mnie, że powinnam spróbować. I spróbowałam. U wioślarzy wyraźnie widać przywiązanie do swojej trenerki. Daniel tak ją polubił, że obraził się na nią, gdy z ważnych powodów nie mogła wziąć udziału w wigilii dla kajakarzy, którą rokrocznie organizuje miastecki kajakarz i trener Tomasz Biesek, wspierający wioślarzy z Turska. Dla Daniela, pochodzącego z rodziny o sportowych tradycjach, kajakarstwo to sposób na życie. W klubie zapaśniczym prowadzonym przez wujka codziennie wzmacnia mięśnie. Ruch to jego domena, ale nie zawsze tak było. Jako małe dziecko późno zaczął chodzić. – Lekarze obawiali się, że nie zacznie w ogóle. Potrzebne były liczne rehabilitacje – wyjaśnia Teresa Gietek. Chociaż grupa zapaśnicza gromadzi przede wszystkim młodzież zdrową, Daniel dobrze czuje się w ich towarzystwie. Nie jest wystawiany do regularnych potyczek, ale walczy z kolegami towarzysko, gra w piłkę nożną, podnosi ciężary na siłowni. Teresa Gietka cieszy się, że sport tak zmienił życie jej syna. – Ma znajomych, zwłaszcza spośród wolontariuszy, kibiców, facebookowych fanów. Patrycja nie trenuje zapasów. – Na jagody jeżdżę – śmieje się, że tak wzmacnia mięś- nie, by poprawiać wyniki. Ale w tym wszystkim nie o wyniki przede wszystkim chodzi. – Sukcesem nie musi być medal – wyjaśnia M. Petryna – Może nim być to, że dziecko nauczy się utrzymywać równowagę w kajaku. To się przekłada na inne strefy życia. Takiemu uczniowi mogę wówczas powiedzieć: „Dasz radę w matematyce. Policz, bez kalkulatora, bo to tak samo jak wtedy, gdy płyniesz, a ja cię dopinguję”. Takie umiejętności zresztą przydawały się im w Ameryce, gdy Patrycja miała przeliczyć, ile coś kosztuje w dolarach.

    Proporczyk dla konkurenta

    Sport pomaga im także dojrzewać. – Na początku Daniel nie radził sobie z emocjami – wspomina trenerka. – Gdy zdobył kiedyś „tylko” brązowy medal, rzucił ze złością wiosło. Krzyczał, że już nie będzie trenować. Nie umiał się pogodzić z porażką. Trzeba było mu powiedzieć: „Przestań, kto ty jesteś: sportowiec czy kto?”. To go stawiało do pionu. Obecnie potrafi przełknąć porażkę. Wie, jak to bywa w sporcie, że czasem trzeba mieć zwyczajnie trochę szczęścia. Dojrzałość Patrycji przejawiła się w Los Angeles na dystansie 200 m. Przegrała wówczas z Rosjanką, ale już nie irytowała się jak dawniej, tylko mówiła: „No, przegrałam z Rosjanką, ale dam radę. Następnym razem z nią wygram”. Małgorzata Petryna jest dumna z tej przemiany. – Oni już wiedzą, że nie można się zaciąć, nie wejść na podium. Zawsze gratulują zwycięzcom. Patrycja Rosjance dała proporczyk, Daniel podobny podarunek wręczył konkurentowi z Niemiec. Jestem sędzią kajakowym i widzę czasem, jak zdrowi sportowcy rzucają wiosłem, nie chcą sobie w emocjach podać ręki. U nas takie sytuacje się nie zdarzają. U nas wszyscy podnoszą wiosła do góry, cieszą się. Godnie nas reprezentują.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół