• facebook
  • rss
  • Ojcostwo czy dziadostwo?

    dodane 12.11.2015 09:32

    – Dziadostwo jest wtedy, kiedy mężczyzna tylko płodzi, a ojcostwo wtedy, gdy mężczyzna rodzi, wydaje na świat. To jest Boża ekonomia – naprawdę mamy to, co oddajemy – przekonywał Franciszek Kucharczak.

    Ponad setka panów słuchała katechezy o byciu mężczyzną, mężem i ojcem. Zrodzić w Chrystusie Na comiesięczne spotkanie dla mężczyzn zjechało tylu uczestników, że nie dla wszystkich starczyło miejsca w niewielkiej franciszkańskiej pustelni na szczycie Góry Polanowskiej. Ściągają tutaj z całej diecezji, a nawet spoza jej granic. Tomasz jechał ponad 100 kilometrów. – Przeczytałem o tych spotkaniach w internecie. Zaintrygowały mnie, ale nie spodziewałem się, że będę miał aż tyle do przemyślenia – przyznaje czterdziestolatek. W półmroku franciszkańskiej pustelni, ciasno, jeden przy drugim, na niskich ławeczkach lub wytrwale stojąc, panowie przysłuchiwali się słowom o męskości, ojcostwie, uzdrawianiu relacji z własnymi ojcami i zaufaniu Bogu. Ich gośćmi byli bp Edward Dajczak i Franciszek Kucharczak, redaktor naczelny serwisu gosc.pl. – Mężczyzna rodzi, wydaje na świat. To sformułowanie często pojawia się w Starym Testamencie w odniesieniu do mężczyzn, a nie, jak można by się spodziewać, do kobiet. Spłodzić w biologicznym sensie umie każdy głupi, ale żeby zrodzić, trzeba wydać na świat. To jest to ojcostwo, o którym mówi św. Paweł. Nie miał biologicznych dzieci, a dla setek był ojcem, bo zrodził ich w Chrystusie Jezusie – mówił red. Kucharczak. Dla Tomasza świadectwo o tym, jak wielką moc ma wyznanie miłości własnemu ojcu, było jak kubeł zimnej wody. – Ja nigdy tego nie zrobiłem. Stało między nami zbyt wiele trudnych rzeczy. Ta katecheza była mi potrzebna, żeby dotarło do mnie, że jestem na najlepszej drodze, żeby doprowadzić do takiego stanu w relacjach z moim synem – przyznaje.

    To nie twoje auto

    Grzegorz już myślał, że nie dojdzie – po drodze zdarzył się wypadek. Nikomu nic się nie stało, ale samochód został unieruchomiony na parkingu. – Widocznie miałem tu dzisiaj być. Ta katecheza była dla mnie – śmieje się. Wcześniej usłyszał proste, męskie tłumaczenie: – Jeśli oddasz Jezusowi wszystko, to znaczy, że już nic nie jest twoje. To radykalnie zmienia postać rzeczy. Kiedy na parkingu ktoś rozbił mi błotnik, w pierwszym momencie się zirytowałem, a potem pomyślałem: co się martwisz, przecież to nie twoje auto – mówił Franciszek Kucharczak, dodając, że oddanie wszystkiego Bogu to także zawierzenie Mu życia swoich dzieci. – Jaką lepszą polisę moglibyśmy im sprawić? Przecież nie panuję nawet nad jedną chwilą ich życia. Nawet gdybym transporterem opancerzonym odwoził je do szkoły, to nie uda mi się ich zabezpieczyć. Oddaliśmy je bez aneksów: Ty, Boże, wiesz, co dla nich jest dobre, więc rób, co chcesz. Moja żona martwi się na zapas: „a co będzie”, „a matura”. Mówię jej: „A co się martwisz, przecież to nie są twoje dzieci”. A ona na to: „Gorzej, gdybym ja ci to powiedziała” – przekonywał, wzbudzając salwy śmiechu. – Bycie mężem, bycie ojcem, bycie facetem – wszystko to zostało skrzywione. Widzę to w swoim życiu. Zupełnie nie tak pojmowałem wszystkie swoje role. Kiedy człowiek sobie uświadomi, co Jezus zrobił dla Kościoła, swojej oblubienicy, to robi się poważnie. Bycie głową rodziny to nie przywileje, ale obowiązki – kręci głową Grzegorz, tata niemal dorosłego syna i pięcioletniej córki. – Kto jest odpowiedzialny za przekazywanie wiary dzieciom? Ojciec. A u nas się przyjęło, że to z mamą do kościoła, że mama uczy pacierza. Chyba z naszego, męskiego wygodnictwa. Mnie uczyła babcia. Cieszę się, że Marysia mówi pacierze ze mną – dodaje z uśmiechem.

    Nie bądźcie średniakami

    Mszy św. poprzedzającej nauki przewodniczył bp Edward Dajczak, który po raz pierwszy gościł na męskim spotkaniu na Górze Polanowskiej. Nie ukrywał radości z liczby uczestników. – To budujący i uszczęśliwiający widok. Wspólnota modlących się mężczyzn to jest nadzieja – mówi biskup. – Dwa lata temu było nas jedenastu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że chyba wymknęło nam się to spod kontroli – śmieje się Marcin Piotrowski z zadowoleniem. – Ale to potwierdza też, że to nie jest jakaś nasza fanaberia, ale rzeczywista potrzeba mężczyzn, żeby spotykać się we własnym gronie, wspólnie się modlić i słuchać nauk skierowanych konkretnie do panów – dodaje. Męskie spotkania na Górze Polanowskiej to inicjatywa samych mężczyzn, którzy chcą stawać przed Bogiem i po męsku rozmawiać o swoich sprawach, problemach i wątpliwościach. – Musimy obronić to, żeby mężczyzna był mężczyzną, a kobieta kobietą. I to obronić nie tylko w sensie prawnym, ale obronić w sobie. Obronić, żeby Bóg, który powołuje nas do zadań wyjątkowych, specyficznych, mógł rzeczywiście spełniać to, co zamierzał: uszczęśliwiać człowieka. Jak tata w domu nie jest tatą, to jest tragedia, jak biskup nie jest ojcem dla diecezji, to też jest tragedia, możemy tak po kolei wymieniać. Nieważne, czy ma się dziecko w sensie biologicznym, trzeba być ojcem, kimś, kto wnosi w życie określone wartości. Jak się to rozchwieje, to tworzy się stan uśrednienia. W Ewangelii to się nazywa letniością, a to nie jest nic warte – zauważa bp Dajczak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół