• facebook
  • rss
  • Urzekły mnie te tajemnice

    dodane 03.12.2015 00:15

    Rekolekcje różańcowe czy biblijne? Na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić.

    Konferencje prowadzą poprzez karty Pisma Świętego. Cytowane są obszerne fragmenty, a ich treść objaśniana jest nie tylko komentarzami biblisty ks. Tomasza Tomaszewskiego, moderatora diecezjalnego Apostolatu Biblijnego, ale też obrazami – poprzez symboliczne ikony oraz filmy opowiadające o miejscach, w których rozgrywały się ewangeliczne sceny. Po każdej nauce słuchacze idą do kaplicy – ze sznurami różańców w dłoniach rozważają to, o czym mówiła teoria. Bo usłyszeć i obejrzeć to za mało. Przyjechali tu pod wpływem tęsknoty ducha. Pytani, co się zmieniło od czasu, gdy odmawiali Różaniec po raz pierwszy, mówią, że pojawiła się w nich jakaś głębia duchowa. Jednak nie potrafią wyjaśnić, na czym ona polega. Zamiast słów w ich oczach pojawiają się łzy. Koszalińskie Centrum Edukacyjno-Formacyjne zgromadziło czcicieli Matki Bożej wokół tematu „Różaniec streszczeniem Ewangelii”. Pierwsza tura tych spotkań odbyła się w październiku i uczestniczyło w niej ok. stu osób. Na listopadową, odbywającą się w środku tygodnia, dotarło dwudziestu pięciu uczestników.

    Temat trzydniowych ćwiczeń duchowych zapożyczony jest od papieża Pawła VI, cytowanego również przez Jana Pawła II w liście apostolskim o Różańcu „Rosarium Virginis Mariae”. – Zdaniem obu tych papieży w modlitwie różańcowej szczególne miejsce zajmuje słowo Boże. Rozważamy w niej przecież tajemnice życia Jezusa i Maryi, które odczytujemy z kart Ewangelii – wyjaśnia ks. Tomaszewski. Dodaje, że w Różańcu nie chodzi o technikę – przesuwanie paciorków i wymawianie modlitw ustami – lecz raczej o wejście myślą w tajemnice zbawcze, dlatego tak ważne jest poparcie rozważań konkretną wiedzą.

    W izdebce Maryi

    – Jak mogło wyglądać miejsce, w którym archanioł Gabriel przybył z poselstwem do Maryi? Co czuła wówczas ta nastolatka? Jak wyglądała Ona sama, a jak Jej otoczenie? – zastanawia się Aleksandra Siadul z Dobrzycy. Inspiracji szuka nie tylko w Piśmie Świętym, ale też w różnych publikacjach, prenumeruje miesięcznik „Różaniec”. – Teraz lepiej to wszystko rozumiem – zapewnia, zaznaczając zarazem, że chodzi nie tylko o wiedzę. – Nie umiem już żyć bez Różańca. On pomaga mi we wszystkich sprawach, zarówno w tych trudnych, jak i radosnych. Na przykład tajemnica nawiedzenia nauczyła panią Aleksandrę, w jaki sposób należy nieść pomoc ludziom. Teraz próbuje naśladować Maryję w Jej pospiesznej trosce o krewną Elżbietę, i sama stara się podobnie pomagać innym, szczególnie najbliższym. Odkąd przeszła na emeryturę i poświęciła się modlitwie całkowicie, różańcową atmosferą przesiąknął jej dom. Już nie tylko pani Ola przesuwa paciorki w palcach. Robi to także jej mąż. – Poprosiłam, żeby mi w tym pomagał. Początki były trudne, ale powolutku go w to wciągałam. Teraz co wieczór po pacierzu rozważamy tajemnice różańcowe. Zaczynamy na kolanach, a potem siadamy na kanapie i zmawiamy całą część.

    Oddany Matce

    Ale nie z każdym małżonkiem idzie łatwo. Wie coś o tym pani Helena z parafii pw. Maksymiliana Kolbego ze Słupska. Styl życia jej współmałżonka… „Było źle, bardzo źle” – kwituje żona. Nie tylko stronił od modlitwy, kościoła, ale wyśmiewał ją, gdy widział ją rozmodloną. Ostatnią deską ratunku stała się dla pani Heleny Nowenna Pompejańska, modlitwa różańcowa trwająca 54 dni. Bo ciosanie mężowi kołków na głowie było bezcelowe. Lepiej go było oddać w ręce Maryi. – A Ona uczyniła cud. Zwróciła mi go całkowicie odmienionego. Przyglądam mu się i nie wierzę! Po kilkudziesięciu latach przystąpił do spowiedzi świętej. W ostatnią niedzielę po Mszy św. powiedział: „Zaczyna mi się podobać” – mówi wzruszona słupszczanka. Rekolekcje pomagają jej tę najskuteczniejszą modlitwę pogłębić. – Samej trudno mi czytać Pismo Święte, jest to dla mnie dość wymagające. Wstyd się przyznać, jak często jedynie je wykładam na wierzch, ale nie otwieram. Mam nadzieję, że te spotkania to zmienią. Podobną duchową tęsknotę odczuwa Irena Specjał. Lata temu próbowała sama odmawiać Różaniec. Odkąd przed 8 laty koleżanka zaprosiła ją do jednej z róż działających przy dobrzyckiej parafii pw. Trójcy Świętej, modlitewna przygoda zaczęła się na dobre. – Pamiętam, jak tajemnice, które odmawiałam, urzekły mnie. Moje serce odczuwało ulgę, łatwiej radziłam sobie z problemami w rodzinie – mówi pani Irena. Paradoksalnie najbardziej pomagały jej te bolesne. – Najmocniej mnie dotykały, odczuwałam je wręcz w sobie. Także pani Irena przekonuje do różańca innych. – Zaangażowałam wnuki, sześcioro. Kiedy zachodzę do nich do domu, ciągną mnie: babciu, chodź, klękamy. Niektóre jeszcze przekręcają słowa, ale mówią zdrowaśki – cieszy się pani Irena. Przyjechała na rekolekcje z powodu niedosytu, że mimo lat praktyki wcale nie najlepiej jej z tym Różańcem idzie, że można go odmawiać lepiej. – Chcę żyć pełnią, cieszyć się tym, co w Różańcu rozważam. Chcę pogłębić w sobie wiarę. Bardzo.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół