• facebook
  • rss
  • Portatyl ze starej szafy

    dodane 14.01.2016 09:00

    Ksiądz Piotr szukał figurki do szopki. Zamiast Dzieciątka znalazł… świętych męczenników i kawałek historii regionu.

    Relikwie zamknięte w odkrytym portatylu to nie tylko materialny dowód zmian zachodzących w liturgii, ale także opowieść o katolicyzmie na Pomorzu.

    Sprzed 155 lat

    Oprawiony w drewno kwadrat zaskakuje ciężarem. Dzisiaj nieczęsto nadarza się okazja, żeby potrzymać coś takiego w ręku. Przybita do dębowej deseczki kartka dokładnie wyjaśnia zawartość: pod marmurową płytą znajdują się relikwie świętych męczenników Bonifacego i Perpetuy. Ich autentyczność potwierdza bp Adrian Włodarski, biskup pomocniczy diecezji wrocławskiej, odręczną adnotacją sprzed… 155 lat! – Atrament prawie nie wyblakł, lakowe pieczęcie całe, aż trudno uwierzyć, że coś tak kruchego jak kartka papieru przetrwało dwie wojny – ks. Piotr Zieliński kręci z podziwem głową. Dyrektor Domu Księży Emerytów, a zarazem szef tworzącego się Muzeum Diecezjalnego, natrafił na portatyl przypadkiem. Szukał figurki Dzieciątka.

    Siostra Romana podpowiedziała urzędującemu w Kołobrzegu zaledwie od czterech miesięcy ks. Piotrowi, żeby zajrzał do składziku na północnej emporze w kościele znajdującym się przy Domu. – Spojrzałem na dolną półkę w szafie i coś przykuło moją uwagę. Najpierw myślałem, że to kolejny stary obraz, ale kiedy po niego sięgnąłem, zdziwiłem się, jakie to ciężkie. Po usunięciu warstwy kurzu okazało się, że to portatyl! Musiał przeleżeć w tej szafie naprawdę wiele lat, pewnie od reformy soborowej, kiedy przestał być używany – opowiada.

    Katolicy w Festung Kolberg

    Portatyl to płytka kamienna z wydrążeniem na relikwie, na której podczas sprawowania Mszy św. ustawiano kielich i patenę, jeśli stół ołtarzowy nie miał kamiennej mensy. Do soborowej reformy liturgii był niezbędny do odprawienia Eucharystii, stanowił przenośny ołtarzyk i służył wszędzie tam, gdzie nie było stałego ołtarza. A takiego nie miała wspólnota katolicka. Tworzyli ją głównie polscy żołnierze pochodzący z Wielkopolski, Prus Zachodnich czy Śląska wcieleni do pruskiej armii, którzy stacjonowali w kołobrzeskim garnizonie. Dekret bp. Włodarskiego, który pobłogosławił portatyl, pochodzi z 20 lipca 1861 roku. – Co ciekawe, w adnotacji takiej zwykle znajdowała się także nazwa kościoła, dla którego portatyl był konsekrowany. Tu tego nie ma, bo wspólnota katolików w Kołobrzegu nie posiadała jeszcze swojego kościoła – ks. Piotr wskazuje na łacińską adnotację na rewersie portatylu. Katolickie Msze św. sprawowano początkowo w wynajętej sali restauracyjnej, a później zakupiono obiekt przy ul. Dubois. Żołnierze mieli jednak swojego kapelana mówiącego po polsku. W końcu doczekali się i własnego kościoła, któremu patronował św. Marcin.

    Ołtarz czy muzeum?

    W tej świątyni portatyl przetrwał I i II wojnę światową, choć to, że ocalał, zakrawa niemal na cud. – Kościół św. Marcina był zniszczony, a portatyl najpewniej cały czas znajdował się w jego drewnianym ołtarzu. Być może to pęknięcie w rogu marmurowej płyty to pamiątka wojennej zawieruchy – zauważa ks. Zieliński, wskazując na niewielką rysę w rogu kamienia. Walki o miasto nie oszczędziły też pozostałych świątyń. Właściwie jedynym kościołem, który nadawał się do celów liturgicznych, był ten, który dzisiaj jest kościołem rektoralnym przy Domu Księży Emerytów. To, co ocalało z katolickiego kościoła św. Marcina, trafiło właśnie tutaj, także portatyl, który w nowym miejscu służył do sprawowania liturgii jeszcze do lat 70. ubiegłego wieku w nowym miejscu. Po posoborowej reformie trafił do starej szafy. Dzisiaj jest jedną z pamiątek po katolickiej wspólnocie żyjącej w głównie protestanckiej Festung Kolberg (twierdza Kołobrzeg). Nie ma już ich kościoła – uszkodzony, został rozebrany dla uczczenia święta 1 maja w 1956 roku. Jego spadkobiercą jest dzisiejszy św. Marcin (notabene stojący na miejscu innego przedwojennego kościoła pw. św. Mikołaja). – To cenne znalezisko – mówi o portatylu ks. Piotr. – Choć z perspektywy regionów, które mogą poszczycić się wielowiekową tradycją, 155 lat to niewiele, dla tych ziem to element, który wiele opowiada o przeszłości miasta i regionu, a także o historii Kościoła katolickiego – zauważa. Co będzie dalej z odkrytym zabytkiem? Dyrektor Muzeum Diecezjalnego widziałby je prędzej w kościele niż w powstającej placówce muzealnej. – W dzisiejszym św. Marcinie ołtarz jest już stały, kamienny, w naszym, Niepokalanego Poczęcia NMP, drewniany. Wycięcie w nim mensy i umieszczenie tam portatylu nie stanowiłoby problemu. Myślę, że dobrze byłoby, gdyby święci wrócili na „swoje miejsce” – dodaje ks. Zieliński.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół