• facebook
  • rss
  • Wolontariat - przyjaźń przełamująca bariery

    Karolina Pawłowska

    dodane 15.01.2016 02:13

    Małgorzacie Dziewięckiej przyświecają słowa Jana Pawła II: „Nikt nie jest tak biedny, żeby nie miał nic do dania i nikt nie jest tak bogaty, żeby niczego nie potrzebował”. Sprawdzały się zarówno w peruwiańskim sierocińcu, na afrykańskiej pustyni, czy wśród najuboższych dzieci w indyjskiej szkole.

    Z urodzenia jest Ślązaczką, ale od kilku lat mieszka nad morzem, choć właściwie jej domem jest bez przesady cały świat – wszędzie tam, gdzie ma przyjaciół. A tych przez dziesięciolecia pracy wolontariackiej zdobyła nieprzebraną ilość.

    O swoim pomyśle na życie, o napotkanych na drodze ludziach i bezinteresownym działaniu opowiadała podczas pierwszego w tym roku spotkania z serii „Ludzie i ich pasje”, zorganizowanego przez kołobrzeskie Muzeum Oręża Polskiego.

    Jak mówi do wolontariatu konieczne są wolna wola i wyobraźnia.

    - Nie planowałam być wolontariuszem. Taki scenariusz podyktowało mi życie i wyobraźnia - przyznaje. Ta wyobraźnia popchnęła dyplomowanego geografa do opuszczenia PRL-owskiej szarzyzny i pospieszenia z pomocą najuboższym dzieciom na drugim końcu świata.

    Najpierw było Peru a potem sierociniec w Boliwii. Stan wojenny zastał ją w Holandii, jako świeżo upieczoną mężatkę. Śledząc doniesienia z Polski nie zamierzała siedzieć z założonymi rękoma. Zajęła się humanitarną pomocą Dolnemu Śląskowi, z którą dotarła w ciągu 2 lat do 2500 adresatów oraz do szpitali, szkół, schronisk dla bezdomnych.

    W 1983 r. wyjechała z mężem do Botswany w Afryce, gdzie pracowali na misji holenderskiej organizacji wolontariackiej. Po skończonym trzyletnim kontrakcie postanowili tam zostać na dłużej. Założyli szkołę tkactwa dla osób niepełnosprawnych.

    - Nic tak nie działa na człowieka jak okazana mu serdeczna pomoc. Ona uzdrawia. Choroba, niepowodzenie, nieszczęście, czy nałóg powodują wyłączenie człowieka ze wspólnoty, serdecznie okazana pomoc przywraca go na jego właściwe miejsce. Otrzymanie nieoczekiwanej przecież pomocy dodaje obdarowanemu nią człowiekowi odwagi do zmiany, siły wyobraźni, przywraca godność. Ważna jest okazana pomoc, ale jeszcze ważniejsze serce, z jaką się jej udziela. Wolontariat zmienia wszystkich, którzy znajda się w zakresie jego działania - opowiada.

    Po Botswanie były jeszcze Indie, Malediwy, Seszele, gdzie pracowała jako nauczycielka. Na Jamajkę pojechała na prośbę swojej przyjaciółki sprzed lat, zakonnicy, która zapewniała tam ubogim opiekę medyczną. Między jednym wyjazdem a drugim znajduje jeszcze czas na dziennikarstwo, pisarstwo, tłumaczenia i wykłady.

    Jak mówi wolontariat to przyjaźń, która przekracza wszelkie bariery: wykształcenia, poziomu życia, koloru skóry. I jest odpowiedzialna. Z tej odpowiedzialności za człowieka, do którego spieszy się z pomocą rodzina pani Małgosi się powiększyła o Mantsi, adoptowaną córeczkę. O to, by zajęła się dziewczynką poprosiła jej umierająca matka, jedna z podopiecznych ich domu dla osób niepełnosprawnych i wykluczonych społecznie.

    Mantsi to pierwsza z adoptowanych córek pani Małgosi. Z Boliwii pochodzą dwie kolejne: Wawa i Roksana.

    - Nikt nie jest tak biedny, by nie mógł czegoś dać i nikt nie jest tak bogaty by nie mógł czegoś otrzymać - powtarza za Janem Pawłem II planując gdzie tym razem ruszyć, by podzielić się sobą.

    Cykl comiesięcznych spotkań w kołobrzeskim Muzeum to propozycja spotkań z pasjonatami i miłośnikami historii i kultury, amatorami i profesjonalistami.

    - Chcemy pokazywać różnych ludzi, którzy mają coś ciekawego do zaoferowania. Formuła jest bardzo szeroka i każdy znajdzie coś w niej dla siebie. Dzisiaj pani Małgosia opowiadała o wolontariacie, gościem kolejnego spotkania będzie Łukasz Gładysiak, który opowie o czołgach. Jest to również sposób  promowania lokalnej działalności artystycznej, aktywności w stowarzyszeniach i fundacjach, kolekcjonerstwa, aktywnego spędzania czasu wolnego - mówi Aleksander Ostasz, dyrektor Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.

    - Dzisiejsze spotkanie było niesamowite, bo i gość był wyjątkowy. Ale najbardziej cieszę się z tego, że wzięło w nim udział tak wielu młodych i bardzo młodych ludzi. Mam nadzieję, że przykład pani Małgosi Dziewięckiej zainspiruje ich do angażowania się w podobne działania - dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół