• facebook
  • rss
  • Ciosy w punkt

    dodane 04.02.2016 00:00

    Fejsbuk nie czyni ich głuchymi na głos Boży, 
komórka w dłoni nie prowadzi na manowce. 
Młodzi słyszą i widzą. Duchem.

    Bardziej potrzebna im odwaga, by pójść za tym, zazwyczaj subtelnym, głosem powołania. Spotkanie w gronie innych chłopców ze szkół ponadgimnazjalnych, pod okiem ojca duchownego WSD ks. Piotra Skiby i kleryków 5. roku pomagało im nabrać pewności.


    Na fejsbuku z Karoliną


    Najlepiej uczyć się odwagi przez przykład. Biblijne perypetie króla Dawida to historia w sam raz dla młodzieży wchodzącej w wiek męski. Nawrócenie patriarchy, rozważane podczas nauk rekolekcyjnych, pomogło im zweryfikować spojrzenie nie tylko na grzech, ale też na moc Bożego przebaczenia. – Rozmawiamy tutaj o miłosierdziu Bożym, zwłaszcza w kontekście sakramentu pojednania, jakże trudnego, wręcz negowanego przez młode pokolenie – powiedział ks. Skiba.

    Jako ojciec duchowny upatruje szansę w podejmowaniu właśnie tego tematu: owszem grzech wiedzie na manowce, ale spowiedź – wprost do Boga.
Temat trafił w potrzeby Rafała Cysewskiego z Niekłonic. – Wciąż szukam nie formułki, ale dobrego sposobu spowiadania się. Tutaj usłyszałem nie tylko, jak mogę wyrazić swoje grzechy, ale też, że powinienem podczas spowiedzi dziękować. To mnie odnawia – przyznał.
Świadectwo mocy spowiedzi sakramentalnej złożył przed rówieśnikami Mateusz Kaczmarek ze wspólnoty ewangelizacyjnej, działającej przy parafii ojców franciszkanów w Koszalinie. Opowiedział nie tylko o typowych dla współczesnych nastolatków zniewoleniach, w które popadł, ale też o tym, jak spotkanie z miłosierdziem Bożym przy kratkach konfesjonału stało się dla niego momentem zwrotnym. Co ciekawe, Bóg posługiwał się ludźmi, zwłaszcza zaangażowaną religijnie koleżanką z osiedla, a ona prostymi, nowoczesnymi metodami: pogaduszkami na fejsbuku, SMS-ami, zaproszeniami na weekendy rekolekcyjne. I nie „wymiękła”, słysząc początkowo same odmowy. To Mateusz w końcu „zmiękł”. Teraz sam patrzy miłosiernym okiem na dawnych kolegów, włóczących się po osiedlu z narkotykami lub butelką za pazuchą. Nie ma im za złe, że go wyśmiewali. Chciałby im pokazać nowe, naprawdę fajne życie u boku Jezusa.
Rozumieją to barwiczanie Karol Grygiel i Krzysztof Pruciak. Oni, póki co, nie są zrozumiani przez rówieśników, gdy rezygnują z podkręcanych alkoholem i narkotykami wypadów do pubu. Czasem muszą znieść i kpinę za to, że jako ministrantom, milej im przy parafialnym ołtarzu. – Nic sobie z tego nie robię – zapewnia Krzysztof, bo widział już kolegów, którzy stoczyli się na dno. Jeszcze jednak brak mu odwagi, by wyciągać ich z tarapatów rozmowami o Bogu. A chciałby ją mieć. Podobnie Karol. Do tej pory jego skromne wysiłki spaliły na panewce: owszem namówił kilka osób na Spot-
kanie Młodych w Skrzatuszu, ale ci, zamiast modlić się w namiocie, nad pobliskim jeziorem opróżniali butelki. Chłopcy jednak nie rezygnują. Może w tę skuteczną moc wyposaży ich kapłaństwo? Chcieliby to sprawdzić. – A jeśli już usłyszy się powołanie, to wówczas trzeba iść za tym głosem – mówi z przekonaniem Karol.


    Skąd ten sms?


    Chłopcy nie bronią się przed poruszaniem tematu powołania do kapłaństwa. – Już na wieczorku zapoznawczym wielu wprost mówiło, że rozważa takie rozwiązanie, niektórzy, zwłaszcza maturzyści, są niemal zdecydowani na ten krok. Są na ostatniej prostej przed podjęciem decyzji – mówi ks. Skiba. 
To często naturalna droga rozwoju w wieloletniej ministranturze. Kamil Chorecki zauważył, że służbę przy ołtarzu w kościele parafialnym w Kretominie z biegiem lat coraz bardziej traktuje jako misję. – Kiedy czytam czytanie, już nie jest dla mnie ważne, jak mnie ocenią ludzie: wyszło mu super czy nie. Zależy mi, żeby te słowa jakoś do nich trafiły, dały im argumenty, które będą mogli zastosować w swoim życiu – tłumaczy lektor. Zastanawia go, czy misja przy ołtarzu nie powinna się stać dla niego tą na całe życie. Rekolekcje już mu pomogły znaleźć konkretne małe sugestie. Na przykład, że nie jest bez znaczenia to, gdy myśl o kapłaństwie sprawia radość. – Sam mógłbym na to nie wpaść.
Rafałowi Cysewskiemu służba przy ołtarzu już nie wystarcza. W parafii wszędzie go pełno, a on jeszcze nie ma dość. Więc może kapłaństwo to dobry kierunek? – Jeszcze nie wiem, ale jestem tutaj, bo tu są zawodowcy w rozpoznawaniu powołania. Jakiegokolwiek – mówi z przekonaniem. Bierze też pod uwagę swoje małe znaki czasu. – Trzy tygodnie temu na innych rekolekcjach była mowa o powołaniu. Dokładnie wtedy dostałem SMS-a z nieznajomego numeru z informacją o obecnym spotkaniu w WSD. Potem wciąż mnie coś zachęcało do przyjazdu tutaj. To były ciosy w punkt – uśmiecha się na te „zbiegi okoliczności”.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół