• facebook
  • rss
  • Biznes poświęcony

    ks. Wojciech Parfianowicz


    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    Społeczeństwo. Czy można robić pieniądze na ewangelizacji? Można, jeśli nie o pieniądze chodzi. Żeby zysk z Ewangelii był rzeczywiście czysty, nie wystarczy umieć liczyć. 


    Jeden z poczytnych dzienników postanowił ostatnio zainwestować, chciałoby się powiedzieć, po Bożemu. Przez kilka tygodni, w lutym i w marcu, w gazecie będzie pojawiał się specjalny dodatek z posrebrzanymi medalikami ze świętymi.
Jak można przeczytać w zapowiedzi cyklu: „Łaski płynące poprzez wizerunki świętych nadają tej niezwykłej kolekcji medalików wyjątkową moc”.

    A zatem, drogi czytelniku: „Koniecznie zbierz całą limitowaną serię platerowanych srebrem symboli religijnych i wręcz swoim najbliższym!”. Bo wiadomo – gdy niekompletna kolekcja, to moc odpowiednio mniejsza.
W pierwszym numerze serii, mocne uderzenie – sam Pan Jezus Miłosierny. Przy okazji, w gazecie można przeczytać artykuł o księdzu-tacie, rozjaśnić życiowe ciemności mądrością horoskopu, no i – a jakże – pokontemplować parę „boskich”, kobiecych ciał. Wszystko więc pasuje jak ulał.
Żeby nie było wątpliwości, redakcja zapewnia, że medaliki są poświęcone. Uff! Inaczej, można by pomyśleć, że to jakaś tandeta i że ktoś tu wciska kit, że chodzi mu o zbudowanie czyjejś wiary. A tak, to...


    praktycznie, czyli?


    – Mój tata dał mi kiedyś różaniec. Długo przeleżał zapomniany. Kiedy tata umarł, a ja bardzo za nim tęskniłem, przypomniałem sobie o tym różańcu. Był zniszczony, więc postanowiłem go trochę przerobić, żebym mógł mieć go zawsze przy sobie, tym bardziej, że codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Kupiłem krzyżyk, który odpowiednio przyciąłem i ze starych paciorków zrobiłem sobie jedną dziesiątkę w formie bransoletki na rękę. Zobaczyła ją moja żona i też chciała mieć coś podobnego. Tak to się zaczęło – opowiada Adam Zgliński z Koszalina, który razem z żoną Adrianą tworzą chrześcijańską biżuterię: różańce, bransoletki i naszyjniki z symbolami, np. z rybą lub z różnymi medalikami.
Oboje są architektami i głównie zajmują się projektowaniem domów, jednak z potrzeby dzielenia się wiarą i pięknem, postanowili rozpocząć coś nowego.
– Są firmy, które robią biżuterię chrześcijańską, ale jako coś dodatkowego, razem z trupimi czaszkami i innymi symbolami. Krzyż jest tam po prostu jednym z towarów. My chcieliśmy zrobić coś czystego, dla ludzi, którzy mają świadomość religijną – mówi Adam Zgliński.
Nie chodzi o zwykłe, pobożne ozdoby. – Tego nie można tak po prostu nosić, jak dekoracji. Podkreślamy to wyraźnie na naszej stronie internetowej. To ma być manifestacja wiary – wyjaśnia 
Adriana Jachtoma-Zglińska. W przypadku różańców dodatkowo – „narzędzie” do używania. – Zastosowaliśmy specjalne wiązanie, dzięki któremu różaniec łatwo zdejmuje się do modlitwy – demonstruje swój różaniec Adam.


    jakość, a nie jakoś


    Dla Zglińskich jakość ma znaczenie. Ich wyroby powstają z półszlachetnych kamieni i ze srebra. Żadnej taniochy. Dobrych dostawców i podwykonawców szukali na licznych targach. Musieli się wiele nauczyć.
Wykonanie jednego różańca to dość żmudny proces, który jest czymś więcej niż połączeniem kolorowych kamyczków byle sznurkiem. Sam srebrny krzyżyk, ważący 11 gramów, musi być najpierw zaprojektowany, potem odlany i na końcu wysłany do ocechowania do urzędu probierczego. Produkty są też testowane. – Nie możemy wypuścić czegoś, co byłoby nietrwałe. Samo znalezienie sznurka, który nie będzie się przecierał, ani rozwiązywał, zajęło nam wiele czasu. Znaleźliśmy w Polsce tylko jedną firmę, która robi naprawdę dobre sznurki – mówi Adam Zgliński.
Testerami byli najczęściej znajomi i rodzina. – Dawaliśmy produkty do noszenia także dzieciom. Nasza córeczka miała ciągle dwie rączki zajęte. Była znakomitą testerką – śmieje się Adriana Jachtoma-Zglińska.
Jak mówią właściciele firmy, dewocjonalia nie muszą być kiczowate, ani ociekające luksusem. Mają być po prostu piękne, zrobione dobrze i z dobrych materiałów. – Produkuje się je dzisiaj nawet w Chinach, ale czy coś takiego chcielibyśmy kupić np. na prezent komuś, kto jest dla nas ważny? – pyta Adam. Zamiast narzekać na chińszczyznę, małżonkowie postanowili coś zrobić. – Czuliśmy potrzebę pokazania naszego spojrzenia na dewocjonalia – mówi Adriana. Chętnych na ich produkty nie brakuje.


    Szefem jest Bóg


    Ewelina Biedrzycka i Emilia Boniewicz od trzech lat prowadzą w Koszalinie firmę, która zajmuje się produkcją koszulek, kubków, podkładek, tabliczek, zawieszek, innymi słowy gadżetów, które zawierają treści ewangelizacyjne. 
– To działalność gospodarcza, jak każda inna. Płacimy ZUS, mamy kasę fiskalną. Jednak naszym celem jest przekazywanie słowa Bożego – wyjaśnia Ewelina.
Dziewczyny zainwestowały w specjalne urządzenia i po wielu nieudanych próbach doszły do niezłej wprawy. Maszyna, która wygląda jak dziwna suszarka na bieliznę, służy do nakładania sitodruku. – Najpierw trzeba kupić dobrą, bawełnianą koszulkę. Po zrobieniu projektu graficznego przy pomocy odpowiedniego programu, wzór drukuje się na specjalnej kalce, którą potem trzeba naświetlić, przykładając do sita ze specjalną emulsją. Dopiero teraz można nakładać wzór na koszulkę i utrwalić go w wysokiej temperaturze – opisuje Ewelina.
Najważniejszy jest jednak pomysł na grafikę i odpowiednie słowa. Chodzi przecież o ewangelizację. – Wszystkie produkty, które wykonujemy, są omodlone. Pytamy Pana Boga, co On chce, żebyśmy zrobiły. Okazuje się, że te rzeczy, które są bardziej od nas, nie sprzedają się. Te wymodlone idą lepiej. Po prostu nie wystarczy, że coś podoba się nam. Bez modlitwy hasła są najczęściej nietrafione – przyznaje Ewelina, dla której „szefem” jej firmy jest Pan Bóg.
– Czasami na koncie jest zero, ale nie opuszcza nas poczucie, że On się zatroszczy. W tym miesiącu zrobiłyśmy bilans i wyszło nam, że właściwie powinnyśmy się zwijać. Modliłyśmy się. Wczoraj zadzwonił ktoś, kto złożył zamówienie, które nas uratuje. Pan Bóg zaskakuje, kiedy trzymamy się tylko Niego.


    Zbyt święte na kubek?


    Niektórzy uważają, że cytaty z Pisma Świętego, a nawet samo Boże imię, na koszulce, kubku, czy zawieszce na klamkę to przesada, a może i profanacja. Ewelina Biedrzycka widzi to nieco inaczej. – A jak słowo Boże leży na półce, zakurzone i nikt go nie czyta, to wtedy jest godnie? Czy nie lepiej, żeby umieścić je tam, gdzie ktoś do niego dotrze? Pan Bóg poradzi sobie z tym, że Jego słowo jest na kubku – śmieje się.
Doświadczona bizneswoman i ewangelizatorka przyznaje, że tego typu gadżety doskonale nadają się do misji głoszenia: – Wielu ludzi jest zamkniętych na słowo Boże, a taki kubek czy koszulka z treścią mogą do nich dotrzeć. To delikatny przekaz, swego rodzaju zaczepka, zwrócenie uwagi na coś ważnego.
Dziewczyny przyznają, że realizują też zamówienia, które nie są ściśle ewangelizacyjne. 
– Nie przyjęłybyśmy jednak zlecenia na wykonanie czegoś, co byłoby sprzeczne z wiarą – zapewnia Ewelina.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół