• facebook
  • rss
  • Czy to ksiądz, czy Pan Jezus?

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 08/2016

    dodane 18.02.2016 00:15

    Przecież jeszcze nie umieram – mówią niektórzy. Dla innych, człowiek w sutannie na szpitalnym korytarzu zwiastuje coś dobrego. – Chemia mi nie da nadziei, a Bóg... jak najbardziej – mówi Wojtek, który walczy z rakiem.

    W kaplicy koszalińskiego szpitala pojawia się sanitariusz w czerwonym uniformie. Nie zatrzymuje się. – Kaplica to dobry skrót na oddział – mówi. Faktycznie, przechodząc przez nią, nie trzeba iść naokoło na oddział wewnętrzny. Są jednak tacy, którzy wpadają tu z powodu innego skrótu. Przed tabernakulum jest im jakoś bliżej do Niego. – Można się wyciszyć, pomodlić, coś przemyśleć – mówi Stanisław z Ustki, który przyszedł podziękować za udaną operację zatok. – Wreszcie, po tylu latach, mogę normalnie oddychać – cieszy się. Ks. Piotr Subocz, kapelan, bierze bursę i idzie na obchód. – Ludzie odbierają mnie raczej dobrze. Są wdzięczni. Jeśli nie przyjmują sakramentów, proszą o błogosławieństwo czy modlitwę. Zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś mówi: „nie życzę sobie”, „pan wprowadza zamęt i straszy ludzi”. Wtedy grzecznie życzę dobrego dnia – mówi kapłan.

    Mądrość dziecka

    Nawet wśród wierzących wciąż pokutuje pojęcie sakramentu chorych i obecności księdza jako zapowiedzi śmierci. – Staram się to wykorzeniać, ale czasami nie jest to łatwe. Niektórzy potrafią odmówić księdzu słowami: „Nie chcę zapeszać” – uśmiecha się kapelan. Przed wejściem na jeden z oddziałów niecodzienna, niestety, reakcja pewnej kobiety. Na widok księdza z bursą klęka tak, jak stoi, przy wszystkich, jedyna. – Przecież to Pan Jezus jest – mówi. I czego tu się bać? Idąc korytarzem, ks. Piotr Su- bocz opowiada poruszającą historię. – Chodziłem po oddziale dziecięcym. W jednej z sal była babcia z 4-letnim chłopcem. Miał jakiś problem gastryczny. Nie chciał jeść, bawić się, wstawać, był markotny. Minąłem salę, a chłopiec powiedział babci: „Przeszedł Pan Jezus”. Babcia na to: „Jak to, Pan Jezus? Chyba ksiądz!”. Dzieciak do niej: „Nie, Pan Jezus”. Zmierzyła mu gorączkę. Nie miał. Potem tam zaszedłem i porozmawiałem z tym chłopcem. Udzieliłem mu błogosławieństwa i dałem obrazek. On go tak bardzo przytulił. Babci akurat nie było. Kiedy wróciła, on znowu do niej: „Pan Jezus był u mnie”. Babcia tłumaczy: „Nie, to był ksiądz”. Ale chłopak się uparł: „Pan Jezus”. Lekarz miał przyjść i powiedzieć, że są słabe wyniki i dziecko musi zostać w szpitalu. Jednak po mojej wizycie ten chłopiec po prostu wstał, zaczął jeść i bawić się normalnie. Po prostu odzyskał zdrowie. Dziecko zostało wypisane do domu.

    Ludzie czekają

    Lucyna Werner-Kuchta, oddziałowa z Wewnętrznego B w Koszalinie, przyznaje: – Wsparcie duchowe jest szalenie ważne. Pacjenci oczekują na księdza i czują się bezpieczniej z takim wsparciem. Kiedy widzimy, że jest taka potrzeba, podpowiadamy rodzinie, że można zawołać księdza. Robimy to delikatnie i ludzie są nam za to wdzięczni. Na pytanie, czy takie postępowanie nie stoi w sprzeczności z ideą świeckiego państwa, doświadczona pielęgniarka odpowiada: – W szpitalu, szczególnie u kresu życia, społeczeństwo jest jak najbardziej katolickie. Rzadko zdarzają się ateiści. Ks. Józef Balawander, salezjanin, kapelan szpitala w Pile, wspomina pewne wydarzenie ze swojej posługi. – Miałem taki przypadek, że chory jakby nie mógł odejść z tego świata. Ten człowiek umierał bardzo długo. Leżał na oddziale paliatywnym. Męczył się strasznie. Rodzina modliła się, zamawiała Msze święte. On nie chciał przyjąć namaszczenia. Zachodziłem do niego, ale on nawet nie był w stanie rozmawiać. Pewnego wieczoru, rodzina zadzwoniła, że jest bardzo niespokojny, nerwowy. Poprosili, żebym przyszedł. Pojechałem więc do niego. Jak mnie zobaczył, nagle uspokoił się. Zaproponowałem sakrament. Tym razem, na znak zgody skinął wzrokiem. Gdy tylko skończyłem, po 5 minutach zmarł. Mocował się, ale jakby czekał – opowiada kapłan. W wielu szpitalach w diecezji, 11 lutego odbyły się Msze św., podczas których chętni otrzymywali sakrament namaszczenia chorych. Diecezjalne obchody Światowego Dnia Chorego miały miejsce w hospicjum Caritas w Darłowie. Eucharystii przewodniczył tam ks. Krzysztof Włodarczyk, dyrektor wydziału duszpasterskiego kurii biskupiej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół