• facebook
  • rss
  • Jak Bogu śpiewać?

    dodane 03.03.2016 00:15

    Nie wystarczy z całego serca. – Trzeba całym ciałem – słyszy kilku tenorów. Żeby to zrozumieć muszą przykucnąć I tak zaśpiewać „Jezu, ufam Tobie”. – Świetnie, uruchomiliście mięśnie – chwali ich instruktorka.

    W salezjańskim Oratorium przy parafii św. Jana Bosko w Pile odbyły się warsztaty liturgiczno-muzyczne pt. „Błogosławieni miłosierni”. Ich inicjatorką jest s. Elżbieta Młynarczyk, salezjanka. Trafiła do Piły 6 lat temu. Już po roku zorganizowała pierwsze warsztaty. Dlaczego? Bo muzyka to jej pasja od dzieciństwa. Jako zakonnica szlifowała swoje umiejętności pod okiem mistrzów muzyki liturgicznej znanych z tego, że szkolili młodzież skupioną przy krakowskich dominikanach. Zapytała ich wtedy, czy poprowadzą takie spotkanie w jej miejscowości. Czemu nie? – odpowiedzieli. I tak się zaczęło. Z częścią z nich współpracuje do dzisiaj. Tegoroczne warsztaty poprowadzili Hubert Kowalski, Anna i Grzegorz Góreccy, Paweł Bębenek, Karolina Pettke, Jolanta Karge.

    Duch i kunszt

    – Odkryłam, że dla mnie czymś głębszym jest chwalić Boga właśnie poprzez śpiew. W ten sposób przekazuję duchowe wartości, którymi żyję – zaświadcza s. Elżbieta. Nie zaniedbuje swojej pasji – za nią kursy, szkolenia, obecnie jest w trakcie studiów podyplomowych. Podczas warsztatów jednak śpiewa co najwyżej z doskoku. Ktoś musi doglądać wszystkiego, zorganizować, dopatrzyć. Warsztaty się rozwijają, z roku na rok uczestniczy w nich coraz więcej osób. Obecnie przybyło ich ok. 80 – z Piły, Gdyni, Poznania, Wałcza. I to nie tylko śpiewaków, ale też instrumentalistów. Jednak pierwszego roku chętnych było niewielu. A siostrze trudno było ich namówić. Bo jak przekazać słowami atmosferę? – Kiedy opowiadałam o tym, byłam niezrozumiana – wspomina, przekonana, że są rzeczy, których się nie da wyjaśnić. Jakie? – Po pierwsze: duch. Lepiej grając, śpiewając, przeżywa się coś duchowego, to jest modlitwa. Po drugie: kunszt. Warsztaty motywują, by nie ustawać w rozwoju. Te priorytety zawarte są w schemacie warsztatów. Prócz muzykowania jest jutrznia, Msza św., w trakcie zajęć prowadzący dają świadectwo działania Boga w ich życiu i natchnień przy komponowaniu konkretnych utworów. Celem warsztatów jest przygotowanie uczestników do zaangażowania się w grupy muzyczne w swoich parafiach. Jest też cel bezpośredni – wieńczący trzydniowe nauki koncert w kościele. Karolina Pettke, dyrygentka chóru w parafii i szkole salezjańskiej, widzi owoce intensywnego trzydniowego muzykowania. – Kontakt z innymi dyrygentami dużo daje chórzystom. Wystarczy, że innym słowem usłyszą o problemie, którego już od własnego dyrygenta nie słyszą i są efekty – wyjaśnia. Zapewnia, że repertuar szlifowany na warsztatach przydaje się nie tylko podczas finałowego koncertu, ale też w ciągu roku. – To utwory dopuszczone przez komisje kościelne do zastosowania w liturgii. Nie ma w nich hałasu, przeciwnie, jest modlitwa, można przy nich rozważać słowo. Mają prostą linię melodyczną, dlatego ludzie z łatwością włączają się w nasz śpiew – mówi. Cieszy się, że projekt, który w pierwszych latach w dużej mierze opierał się na jej chórzystach, obecnie zyskał nowych odbiorców, także takich, którzy do tej pory nigdzie nie śpiewali.

    Odwagi!

    Jedną z takich osób jest Agnieszka Sobota ze wspólnoty Nikodem. Przyszła na warsztaty, żeby się nauczyć lepiej śpiewać, a nauczyła się… słuchać. – Tutaj skupiam się na szczegółach utworu, zarówno na tekście jak i melodii – mówi mając na myśli utwór „Agnus Dei”, od którego aż dreszcz ją przeszywa. Jacek Szymański śpiewa basem w parafialnym Soli Deo. Wciągnęła go córka, bo w chórze brakowało męskich głosów. W dłoni trzyma śpiewnik pełen trudnych dla jego ucha utworów. Musi się w nie dobrze wsłuchać, żeby docenić. Ale warto, jak mówi, bo śpiewanie w czterogłosie to coś całkiem innego, niesie emocje, których żaden słuchacz nie doświadczy. Gimnazjalistce Oliwii podoba się, że w tekstach ćwiczonych utworów jest tak wiele sensu. To wprowadza ją w modlitwę. Już drugi rok z rzędu bierze udział w warsztatach. Wcześniejsze wskazówki przydały jej się podczas spotkań chóru szkolnego. Wyrobienia zazdrości jej studentka Dominika. Przybranie właściwej postawy, oddychanie przeponowe i odpowiednie układanie ust kosztuje ją więcej wysiłku. Musi być skupiona, żeby zastosować zalecenia mistrzów. Ale jest coś, czego brakuje obydwu dziewczętom. – Odwagi. Odwagi w śpiewaniu – mówią zgodnie. Toteż mistrzowie nie odpuszczają. Wymachują batutą, polecają zaśpiewać solo, a nawet kucnąć z „Jezu ufam Tobie” na ustach. Bo śpiew to nie tylko sprawa ducha. Odważyć musi się też ciało.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół