• facebook
  • rss
  • Parliamo italiano, żeby nie skapcieć

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:15

    Pomysł nie jest ani nowy, ani wyjątkowy. Jednak nie o odkrywanie Ameryki tu chodzi, tylko Włoch, a tak naprawdę... czegoś jeszcze innego.

    Kiedy byłyśmy w Rzymie, w restauracji starałyśmy się zamawiać po włosku – opowiada Jolanta Kozłowska. – I co, przynieśli to, co zamawiałyście? – pytamy. – Oczywiście (śmiech): prosciutto crudo, spaghetti alla carbonara. – Dobre? – Sì, palce lizać. – A na koniec pewnie Limoncello? – Come no – włącza się ks. Adam Saks. – I oczywiście gelato – dodaje Anna Klim. Darmowe lekcje języka włoskiego odbywają się przy parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika w Koszalinie już od kilku lat. Ks. Adam Saks, który w Italii spędził trochę czasu na studiach, dzieli się z chętnymi swoją wiedzą i umiłowaniem włoskiej kultury. A chętnych nie brakuje. Na zajęcia, na trzech poziomach, uczęszcza w sumie ponad 30 osób.

    Emerytura, praca, Sycylia

    Dla niektórych „uczennic” ks. Adama lekcje włoskiego to swego rodzaju walka o siebie. Jak mówią, oprócz faktycznego poznawania języka, to właśnie o nią także chodzi w takim kursie. – W naszym wieku trzeba znajdować sobie zajęcia, a nie siedzieć przed telewizorem. Aktywność umysłowa jest bardzo dobra, dlatego ja imam się różnych rzeczy. Próbowałam na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, uczę się grać na keyboardzie. Teraz przyszedł czas na włoski – mówi Elżbieta Drozdowska. – Dla mnie to jest też rozrywka. Bardzo lubię się uczyć. Jakiś czas temu skończyłam trzyletni kurs niemieckiego. Po prostu lubię gimnastykować umysł – wyznaje Anna Klim. Kolejna kursantka, Mira Oleszuk, przyznaje, że czas poświęcony na naukę jest też swego rodzaju odskocznią od rzeczywistości, pozwala na chwilę oderwać się od trudów życia: – Jestem zajęta, dzięki czemu nie muszę ciągle myśleć o niektórych problemach. Oczywiście nie wszyscy uczestnicy kursu to emeryci, którzy chcą dobrze zagospodarować czas. Dla niektórych nauka języka to doskonalenie zawodowe. – Zamierzam wyjechać do Włoch do pracy, jako opiekunka osób starszych. Moje koleżanki już tam są i zachęciły mnie do wyjazdu. Uczę się języka, bo chcę czuć się bezpieczniej. Szukałam jakiegoś kursu, ale gdy usłyszałam, że przy parafii ksiądz uczy za darmo, pomyślałem, że grzechem byłoby nie skorzystać – mówi Alicja Leitgeber-Miziołek. Ewa Polkiewicz dzieli się z kolei opowieścią o miłości... do Sycylii: – Byłam tam kilka lat temu i po prostu się w niej zakochałam. Drażniło mnie, że nie mogę się porozumieć z ludźmi. Kiedy znów tam pojadę, chciałabym już trochę móc się dogadać.

    Kartki na lodówce i karaoke

    Jak przyznaje ks. Adam, uczestniczki kursu są bardzo ambitne. Najbardziej zaawansowana grupa doszła już do końca podręcznika. Panie przerobiły właściwie całą gramatykę. To prawda, że wielu osobom po pierwszej fali zachwytu nie starcza zapału i rezygnują, ale te, które zostają, dają z siebie wszystko. – Panie piszą wypracowania po 3 albo 4 strony. Tematy są różne. Wybieram takie, żeby słownictwo przydało się w praktyce. A zatem: na dworcu, u lekarza, na zakupach – wylicza ks. Adam. – No tak, ostatnio był np. taki temat: „Para zakochanych po oświadczynach planuje ślub” – śmieje się Elżbieta Drozdowska. Zajęcia przy parafii to tylko godzina tygodniowo. Sukces najbardziej zależy więc od osobistego zaangażowania. – Codziennie muszę nauczyć się przynajmniej pięciu słówek. Przyklejam karteczki na lodówkę – zdradza Barbara Piekarska. – Nie liczę czasu, jaki na to poświęcam. Czasem uczę się nawet w nocy, gdy nie mogę spać. Jestem z tym tak zżyta, że zaglądałabym do zeszytu na okrągło – mówi Anna Klim. – U mnie książka zawsze leży na wierzchu. Jak tylko mam czas, zaglądam. Słucham w internecie włoskiego radia. Lubię też transmisję ze spotkań z papieżem. Wyłapuję słowa – dzieli się Jolanta Kozłowska. Ks. Adam stara się, żeby zajęcia nie były nudne. Podczas lekcji nie brakuje więc także śpiewu. – Było oczywiście „O sole mio”. Były też przeboje Al Bano i Rominy Power. Kiedy śpiewamy, przynoszę projektor i puszczamy teledyski z napisami. Takie karaoke – mówi kapłan. Jak przyznaje ks. Adam, kurs włoskiego to także poznawanie kultury danego kraju. Niektórzy uczestnicy zajęć byli już ze swoim duszpasterzem-lektorem w Rzymie. Teraz planują kolejny wyjazd. Tym razem na Sycylię.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół