• facebook
  • rss
  • Któryś za nas cierpiał... Alleluja!

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 15/2016

    dodane 07.04.2016 00:00

    Niewiele jest takich miejsc w diecezji i w Polsce, gdzie wierni po Wielkanocy wciąż zatrzymują się przy 14 stacjach. Są to jednak zupełnie inne stacje. Via Lucis jest wciąż nabożeństwem mało znanym.


    Stacja I: „Pan Jezus triumfuje nad śmiercią” – rozbrzmiewa zapowiedź. – „Witaj, Jezu Chryste Zmartwychwstały” – śpiewa prowadzący znanym wszystkim tonem. – „Boś przez krzyż i zmartwychwstanie swoje świat odkupić raczył” – odpowiadają uczestnicy. Kolejne stacje brzmią również inaczej: „Zmartwychwstały Jezus umacnia wiarę Tomasza”, „Zmartwychwstały Jezus powierza Piotrowi swój Kościół”. Pomiędzy stacjami zamiast: „Któryś za nas cierpiał rany”, słychać radosne: „Alleluja!”.
Nabożeństwo Via Lucis, czyli Droga Światła, jest swego rodzaju naturalną kontynuacją Via Crucis, czyli Drogi Krzyżowej. Odbywa się nie w piątki, ale w niedziele po Wielkanocy, aż do Zesłania Ducha Świętego. W 14 stacjach wierni rozważają tajemnice związane ze spotkaniami Jezusa z uczniami po zmartwychwstaniu. Ta specyficzna, paschalna forma pobożności wciąż z trudem przebija się do świadomości ludzi Kościoła, zarówno duchownych, jak i świeckich.


    Bliższa koszula ciału


    Wydaje się, że to powiedzenie choć częściowo wyjaśnia przewagę pobożności pasyjnej nad paschalną. W pewnym momencie, głównie za sprawą św. Anzelma (przełom XI i XII wieku), zaczęto w Kościele akcentować mękę i śmierć Pana Jezusa jako główne misteria zbawcze. Święty Anzelm bardzo zwracał uwagę na człowieczeństwo Syna Bożego ze szczególnym akcentem na Jego mękę. Zmartwychwstanie postrzegano jako coś oczywistego, wynikającego z Bóstwa Jezusa.
Potem św. Franciszek w XIII w. zaczął mocno akcentować tajemnicę Wcielenia Syna Bożego. Propagował przedstawienia żłóbka, wzywał do zwracania uwagi na Jezusa cierpiącego. Jego nabożeństwo do męki Pana Jezusa było powszechnie znane. Święty ten dostąpił też łaski stygmatów. To właśnie dzięki franciszkanom rozpowszechniło się w Kościele nabożeństwo Drogi Krzyżowej. W średniowieczu Jezusa na krzyżu zaczęto przedstawiać jako człowieka martwego, a nie jak wcześniej – chwalebnego, zmartwychwstałego, w szatach kapłańskich.
– W pewnym sensie to naturalny kierunek. Pasyjność jest po prostu bardziej egzystencjalna. Łatwiej ją zobaczyć, poczuć. Łatwiej wzbudzić w sobie współczucie dla Jezusa, który jest umęczony, który idzie po drodze krzyżowej. Zmartwychwstanie jest trudniej dostępne naszym zmysłom – wyjaśnia ks. dr Piotr Pękul, liturgista.
Dodatkowo pasyjność znalazła podatny grunt w polskiej duszy. Nad Wisłą szczególnie mocno rozwinęły się elementy tego rodzaju pobożności: kalwarie z dróżkami, drogi krzyżowe czy typowo polskie Gorzkie Żale, a także kult Matki Bożej Bolesnej.
– Z pewnością ma na to jakiś wpływ specyfika historii Polski, w której zawsze wiele było trudnych momentów, walki o wolność, szczególnie od czasów rozbiorów. Historia Polski jest w jakiś sposób pasyjna, stąd m.in. polska inklinacja do pasyjności – mówi ks. Pękul.


    Ludzie Światła


    W salezjańskiej parafii pw. Świętej Rodziny w Pile nabożeństwa Via Lucis odbywają się regularnie od 2008 roku. Nie przychodzą na nie tłumy, ale grupa „Ludzi Światła”, zaangażowana w ich organizację, widzi głęboki sens pobożności paschalnej.
– Nie zrażamy się tym, że nie ma tłumów. Chcemy pokazać, że pobożność pasyjna jest niezmiernie ważna, ale przecież dzieło zbawcze Pana Jezusa nie kończy się na krzyżu. Jezus pokonał śmierć i chce spotykać się z człowiekiem, pokazać mu swoją miłość i oznajmić, że żyje – mówi ks. Janusz Zdolski, salezjanin, inicjator pilskiej Via Lucis, który tego typu nabożeństwo prowadzi już od 20 lat (wcześniej w Rumi, gdzie był proboszczem).
W każdą kolejną niedzielę Via Lucis opiera się na jakimś szczególnym elemencie, który pokazuje inny aspekt Jezusowego zmartwychwstania (kadzidło, woda, ogień). Podczas nabożeństwa 3 kwietnia organizatorzy zaakcentowali światło.
Przy każdej stacji jedna osoba podchodziła do dekoracji pustego grobu, brała świecę, odpalała ją od paschału, który znajdował się na środku kościoła, a następnie zanosiła zapaloną świecę na ołtarz.
– Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że Zmartwychwstały jest teraz na ołtarzu, w Eucharystii, że On tu naprawdę żyje – wyjaśnia ks. Zdolski.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół