• facebook
  • rss
  • Trudne miłosierdzie

    ks. Wojciech Parfianowicz

    dodane 09.04.2016 20:36

    Czy to, że nie mam już siły zajmować się chorym ojcem czy matką, którzy od dłuższego czasu wymagają opieki, to grzech?

    Niezwykle ważna sprawa opieki nad przewlekle chorymi w domu była tematem konferencji zorganizowanej 9 kwietnia w Pile przez Towarzystwo Pomocy Chorym im. Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej.

    Zaproszeni prelegenci podejmowali temat od strony psychologii, nauk medycznych, a także duchowości.

    Mariola Lotko, psycholog, mówiła o "Komunikacji z chorym i jego rodziną". W kuluarach wyjaśniała trudną kwestię komunikowania choremu prawdy o jego stanie zdrowia. - Musimy zdawać sobie sprawę, że u chorego pojawia się nieraz tzw. obronność percepcyjna. To mechanizm obronny, który chory uruchamia w sytuacji dla niego trudnej do zniesienia. Jest tak, że chory, nawet jeśli mu mówimy, że ma raka, to jeśli on nie chce tego usłyszeć, to tego nie usłyszy. Nieraz obserwujemy, że chorzy leżący na oddziale paliatywnym do końca mówią, że mają nieżyt żołądka. To jest naturalne. Z naszej strony mamy więc mówić o faktach. Mamy to robić w sposób ciepły i życzliwy, ale lepiej mówić prawdę - wyjaśnia psycholog.

    Podobnie sprawa ma się z trudną wiadomością o zbliżającej się śmierci. Niektórzy nie wiedzą, czy wolno powiedzieć o niej choremu. Boją się podejmować pewnych kroków, np. zawołać księdza z wiatykiem, żeby nie przestraszyć chorego.

    Jak informować chorego o śmierci? - Normalnie. Prosto. Jest to naturalny proces, który towarzyszy każdemu. Jeżeli podejdziemy do tematu śmierci w sposób naturalny, nie będziemy demonizować tego faktu, uruchamiać własnych lęków, to będzie dobrze. Generalnie temat śmierci jest trudny i nie każdy potrafi o nim rozmawiać. Jeżeli ktoś sam ma jakiś nienaturalny lęk przed własną śmiercią, niech o niej z chorym nie rozmawia. Lepiej niech zrobi to ktoś inny - radzi Mariola Lotko.

    Psycholog podjęła też temat zmęczenia opieką nad chorym ze strony najbliższych. - Każdy z nas ma całe spektrum własnych emocji. Mamy też okresy wyczerpania, co jest zupełnie normalne. Mamy prawo się zezłościć, wybuchnąć. To normalne. W każdej relacji zdarzają się takie emocje, ale one nic nie znaczą. Mamy prawo doświadczyć własnych granic i powiem więcej - mamy też prawo postawić granice choremu - podkreśla psycholog.

    - Trzeba pokazać choremu, że my rozumiemy jego sytuację i jesteśmy otwarci, ale też mamy swoje emocje i możemy również coś przeżywać w związku z tą sytuacją. Musimy jednak brać pod uwagę, że choremu czasem trudno jest to zrozumieć. Chorzy zachowują się nieraz tak, jakby świat kręcił się wokół nich. Często, choć nie zawsze, zachowanie w chorobie jest wynikiem postaw życiowych podczas całego życia. Tak chorujesz, jak żyłeś - mówi psycholog.

    Podobnie sprawę widzi ks. dr Dariusz Jastrząb, który wygłosił wykład na temat: "Potrzeby duchowe chorych w domu i ich rodzin". - Bezwzględnie mamy prawo nie mieć siły. Jest to zresztą taki obszar, w którym bym moralnie nie oceniał człowieka. Krzyża się nie ocenia. Nie wiemy, jaka jest zdolność do niesienia krzyża u chorego, ale i u tego, kto się nim opiekuje. Tu nie chodzi tylko o zmęczenie fizyczne, bo trzeba dźwigać chorego albo brakuje snu. To jest też kwestia psychiki i ducha. Jeśli trafiamy np. na chorego, który jest przykry, który mnie wyzywa, nie rozpoznaje, bo ma np. Alzheimera, to te bóle są bardzo głębokie. Dlatego lepiej nie oceniać - podpowiada kapłan.

    Ks. Jastrząb wskazał też na trzy główne przeszkody ze strony chorego, które utrudniają opiekę nad nim, a które pojawiają się u niego bez jego winy. Są to bowiem naturalne konsekwencje stanu ciężkiej, przewlekłej choroby, szczególnie wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się śmierć. - Po pierwsze jest to lęk. Trzeba to uwzględnić, jeśli zaczynamy opiekować się chorym i może mamy wobec niego jakieś żądania czy oczekiwania. On się nieraz po prostu strasznie boi. Po drugie - izolacja. Choroba zamyka człowieka w sobie. Chory sam się wyklucza, sam się niejako ukrywa przed światem, wchodzi w obszar złej samotności, ponieważ widzi, że świat mu niejako ucieka. Trzeci problem to rozpacz. Jest ona bardzo intensywnym skoncentrowaniem się na własnym cierpieniu, które sprawia, że chory nie dostrzega innych ludzi dookoła, nawet jeśli oni też cierpią. Nie jest w stanie np. dostrzec córki, która od lat nie miała wakacji, bo cały wolny czas poświęca na opiekę nad nim - wyjaśnia kapłan.

    W ramach konferencji z wykładami wystąpili także: dr Alicja Graczyk, która mówiła o "Pielęgnacji osoby przewlekle chorej", dr Paweł Wiszniewski, który podjął temat: "Przygotowania do śmierci", a także Dorota Urbańska, która zajęła się sprawą "Wsparcia rodzin i możliwości pomocy".

    Konferencję, która odbyła się w pilskim Biurze Wystaw Artystycznych, uświetnił koncert w wykonaniu młodzieży i pedagogów Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Pile.

    Jak podkreśla Józefa Wiśniewska, wiceprezes pilskiego TPCh, nieocenioną pomocą w organizacji konferencji, jak zwykle, wykazali się wolontariusze.

    * Więcej na temat poruszany podczas konferencji, w papierowym wydaniu "Gościa Koszalińsko-Kołobrzeskiego", które ukaże się 24 kwietnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół