• facebook
  • rss
  • Więcej niż siedem

    ks. Wojciech Parfianowicz


    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 17/2016

    dodane 21.04.2016 00:00

    Rok Miłosierdzia. Czy to, że ktoś czasem jest zmęczony zajmowaniem się swoją chorą żoną, mężem, ojcem czy matką to grzech? Uczynek „chorych nawiedzać” wcale nie musi być
tak trudny, dopóki nie osiągnie poziomu „z chorym zamieszkać”. 


    Miłość to bardziej czyny niż słowa. Albo inaczej – miłość bez słów, jest bardziej do-słowna. Pani Nadzieja i pan Jerzy z Koszalina nie zamienili ze sobą słowa już od 15 lat. Rak krtani sprawił, że pan Jerzy po prostu zaniemówił. Kiedyś jednak z ich ust padło: „…i że cię nie opuszczę”. Od kilku tygodni pan Jerzy jest już leżący i trzeba zapewnić mu całodobową opiekę. Przyszedł czas na: „Sprawdzam!”. Czekoladki i róże zastąpiły pampersy i zastrzyki.


    Miejsce


    Czy zajmować się nim/nią u siebie, czy może lepiej znaleźć jakiś dom opieki albo hospicjum? To częste pytanie, które zadają sobie bliscy osoby chorej. Jak mówią specjaliści, nie ma w tym pytaniu nic nienormalnego. – Wszystko zależy od domu, chorego, samej choroby i jej fazy. Są sytuacje, kiedy chory bezpieczniej czuje się w szpitalu, np. przy dusznościach. Innym razem wręcz ucieka ze szpitala do domu, nawet wbrew zaleceniom – mówi dr Paweł Wiszniewski, specjalista medycyny paliatywnej, prezes pilskiego Towarzystwa Pomocy Chorym im. Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej, które w kwietniu zorganizowało konferencję na temat pielęgnacji chorych w domu.
Oczywiście są ludzie, którzy zwyczajnie chcą „pozbyć się problemu”. Chory staje się przeszkodą, o którą życie potyka się na drodze do szczęścia.

    Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół