• facebook
  • rss
  • Nowy biskup, czyli kto?

    ks. Wojciech Parfianowicz


    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 21/2016

    dodane 08.06.2016 20:56

    – Jakiś czas był moim spowiednikiem 
– wspomina Władysława.
– W przełomowym momencie 
mego życia pomógł mi załatwić pracę i mieszkanie – opowiada Agata. 
– Nadal jestem człowiekiem i kapłanem – mówi biskup nominat Krzysztof Włodarczyk.

    W garażu u mamy stoi jego yamaha virago. – 6 lat temu zrobiłem prawo jazdy na motor. To była nowa pasja, która mnie ogarnęła – mówi ks. Włodarczyk, ubolewając, że ze względu na nawał pracy ma coraz mniej czasu na wszelkie hobby. Podobnie jest z jeździectwem. Mało kto wie, że przyszły biskup dosiada czasami wierzchowca. – Mam u siebie cały sprzęt. Przeszedłem specjalny kurs w Skibnie.
Serial „Ranczo” oglądał regularnie, „Ojca Mateusza” od czasu do czasu. W jego filmotece
króluje jednak klasyka: Berg-
man, Antonioni, Fellini. Podobnie jest z muzyką, choć na początku kapłańskiej drogi lubił jeszcze posłuchać ostrego rocka: Deep Purple, Led Zeppelin. – Po prostu przyszedł czas na wyciszenie – wyznaje.
Kocha podróże. Ma za sobą kilka dalekich: do Meksyku, Stanów Zjednoczonych czy na Kubę. – Każdego roku staram się też zobaczyć jakiś kawałek Polski. 
Na nowo ją pokochałem – stwierdza.
Kim jest przyszły biskup pomocniczy diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej?


    Człowiek


    – Byłam nauczycielką... Jego Ekscelencji Krzysztofa (śmiech). I tak wiem, że będzie chciał,
żeby wciąż mówić do niego Krzysiu – mówi Jadwiga Drzazga, która w podstawówce w rodzinnym Rusinowie k. Jarosławca uczyła nominata języka polskiego. 
– Jak przeczytałam teraz jego życiorys, to się zdziwiłam, że on
robił tyle rzeczy – kanonik,
dyrektor tego i tamtego. Matko jedyna! Nic się nie chwalił, nic człowiek nie wiedział. Płakałyśmy jak bobry, gdy doszła do nas wieść o nominacji – opowiada pani Jadwiga.
– Wolę, jak mój szef jest w pracy, niż jak go nie ma – przyznaje Emilia Gawrońska, od 9 lat sekretarka nominata w wydziale duszpasterskim kurii biskupiej. 
– Jako jeden z nielicznych księży i w ogóle mężczyzn całuje kobiety w rękę i wstaje, kiedy kobieta wchodzi do jego biura. Interesuje się człowiekiem. Potrafi przyjść do moich córek (8, 10, 12 lat) na urodziny – dzieli się pani Gawrońska.
– Chciałbym w mojej posłudze zobaczyć pojedynczego człowieka, słuchać go i pomóc, na ile będę potrafił – mówi na progu nowej misji ks. Włodarczyk. Na własnej skórze już wcześniej doświadczyła tego m.in. Agata Łokietek-Maliszewska. – W przełomowym momencie mojego życia pomógł mi załatwić pracę i mieszkanie – mówi.


    Praca


    Emilia Gawrońska przyznaje, że w pracy jej szef nie zna umiaru: – Potrafi zadzwonić nawet po godzinie 22. Pytam wtedy: „Co ksiądz robi jeszcze o tej porze w biurze?”. Najczęściej słyszę: „Już wychodzę”. On zupełnie nie żyje swoim życiem. Drzwi do jego biura nie zamykają się. Ciągle dzwoni telefon. Ludzie czegoś chcą, a on nie ma czasu na swoje sprawy. Potem musi siedzieć do późna. Nieraz mówiłam: „Zamknę drzwi i powiem, że księdza nie ma, żeby ksiądz wreszcie zrobił swoje”.
Jak twierdzi mama ks. Krzysztofa, Longina Włodarczyk, szacunek do pracy jej syn wyniósł z rodzinnego domu w niewielkim Rusinowie, które jest filią parafii Łącko. – Mieliśmy spore gospodarstwo, krowy, świnie. Od najmłodszych lat Krzysiu pomagał w domu, w polu i oborze. W ogóle nie miał wakacji – wspomina 80-letnia mama biskupa.


    Wiara


    Każdy mieszkaniec seminarium i okolic wie, że gdy koło Centrum Edukacyjno-Formacyjnego stoi zaparkowany w godzinach wieczornych srebrny samochód z rejestracją „ZSL”, jedno jest pewne – wokół stawku krąży z prędkością błyskawicy ks. Włodarczyk, odmawiając Różaniec. – Lubię szybko chodzić – śmieje się nominat.
Jak sam przyznaje, także na jego wiarę miał wpływ dom rodzinny. Mama Longina wspomina dawne dzieje: – Modliłam się z dziećmi, jak chyba każda mama. Mówiłam z nimi pacierz, ale cały. Jedna z córek któregoś razu zdenerwowała się i mówi: „Mamo, ty ten pacierz taki długi to sobie chyba sama wymyśliłaś”. Na religii uczyli się, żeby oprócz modlitw mówić 10 przykazań, a ja i główne prawdy wiary i 7 sakramentów świętych... 


    Powołanie


    – Jak Krzysiu miał może 6 lat, w naszej parafii były rekolekcje. Prowadził je ojciec paulin. Misjonarz zapytał, która z nas, matek, zgłosiłaby się do modlitwy o powołania. Rozdawał kartki z tą modlitwą (Pawła VI). Zgłosiło się wiele kobiet, na pół roku, na rok. Ja powiedziałam, że podejmuję tę modlitwę do końca życia – opowiada Longina Włodarczyk. – Nie sądziłam, że uproszę u Boga powołanie dla swojego syna – dodaje wyraźnie wzruszona. Pokazuje kartkę z modlitwą. Odkłada ją. Zaczyna recytować z pamięci: „O Jezu, Boski Pasterzu...”. Po prawie 50 latach codziennego odmawiania zna ją już bardzo dobrze.
– To jest dla mnie wciąż niepojęta tajemnica. Miałem inne plany co do swojego życia, ale odpowiedziałem na zaproszenie, które wyczuwałem w sercu. To nie pochodziło ze mnie – przypomina sobie ks. Włodarczyk. O nowym powołaniu biskupim mówi natomiast: 
– W Roku Miłosierdzia zdarzają się cuda, a Baranek Paschalny jest nieprzewidywalny i często zaskakuje. Pan Bóg okazuje mi wielkie miłosierdzie. Wziął mnie z tego ludu i do tego ludu mnie posyła. Nadal będę służył tej diecezji, tu się nic nie zmienia, tylko misja już jest inna.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół