• facebook
  • rss
  • Powrósło dostało brawa

    Katarzyna Matejek Katarzyna Matejek

    dodane 21.07.2016 23:53

    Są bardziej zainteresowani niż Polacy - powiedzieli o grupie szwajcarskich pielgrzymów pracownicy muzeum w Swołowie.

    Młodzi Szwajcarzy przekroczyli próg Muzealnej Zagrody Albrechta. Skansen w Swołowie był kolejnym punktem na mapie ziemi słupskiej, który ma wyposażyć pielgrzymów ŚDM w dawkę wiedzy o Polsce.

    To mieszkańcy Genewy i wieś w tak prymitywnej i zarazem uroczej odsłonie była dla nich pewną egozotyką, mimo że podobne szachulcowe budowle zdobią i szwajcarskie krajobrazy. Budziły jednak pytania. Widząc spadziste dachy pytali o klimat i o to, jak często w Polsce pada śnieg. Gdy musieli się schylać pod niskimi nadprożami drzwi w domowych pomieszczeniach rodziny Albrechtów, pytali o przyczynę tak niskich domów. I dowiadywali się, że dla dawnych Pomorzan nie był to problem, bo byli po prostu… niżsi.

    Widok stuletniej maszyny do młócenia zboża początkowo nie zrobił na nich wrażenia, a nawet wywołał półuśmieszek na paru twarzach. Ale już kiedy silnik zahuczał, chłopcy zaczęli przesuwać się do przodu. Lecz dopiero gdy ucichł i pracownik muzeum uniósł pokrywę maszyny, z ust męskiej części pielgrzymki dobyło się znaczące "uuu…". Pokolenie rozwiniętej techniki zdumiało się, jak skuteczna może być tak prosta młockarnia. Kiwali głowami, że "szacun" i wówczas zainteresowało ich nawet oddzielanie omłotu od plewy oraz błyskawiczne splecione i jakże mocne powrósło. Dostało brawa.

    - To bardzo praktyczne! Podoba mi się, że mogę podpatrzeć, jak pracują maszyny rolnicze - zachwyca się Reuben. - Lubię takie spotkania jak tutaj, w muzeum, kiedy w tle jest historia. Zależy mi, żeby się o was więcej dowiedzieć, bo historia Polski jest dla Europy bardzo ważna. Niestety, u nas, w Szwajcarii, nie mamy okazji jej tak dobrze poznać.

    Bastienowi podobała się kreatywność dawnej rodziny Albrechtów. - To ciekawe, jak oni to budowali: z gliny, kamieni, drewna. Fajne proste rozwiązania - powiedział Szwajcar. Zaciekawiło  go, jak Pomorzanie wyrabiali piwo, które było w ich codziennej diecie. - Taki lokalny napój własnej roboty… To jest coś.

    Po południu młodzi bawili się w chilloutowych rytmach na miejskim rynku Słupska, zaś wieczorem przyszedł czas na wyciszenie po pierwszym pełnym wrażeń dniu - adoracja w kościele mariackim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół