• facebook
  • rss
  • Historia z dna szuflady

    dodane 01.09.2016 11:58

    To był niecodzienny początek meczu. Pierwszy, symboliczny strzał oddał bohater powstania warszawskiego Mieczysław Bielski – jeden z piłkarzy, którzy 70 lat temu organizowali powojenną drużynę w Białogardzie.

    Nie co dzień też zawodnicy Iskry wychodzą na murawę w biało-czerwonych opaskach. W ten sposób piłkarze oddali cześć bohaterom, także tym, którzy przed nimi tworzyli białogardzką drużynę.

    Wygrana z Czerwoną Gwiazdą

    – Pana Mieczysława spotkałem przypadkiem, na cmentarzu przy grobach naszych bliskich – zaczyna Krzysztof Wudziński, prezes Klubu Iskra Białogard. – Zaintrygowały go emblematy klubu na nagrobku mojego syna. Potem zaczął opowiadać – dodaje. Po Mieczysławie Bielskim zupełnie nie widać 90 lat. Trzyma się prosto i elegancko w porucznikowskim mundurze, gdy znów po latach wchodzi na swoje boisko, żeby oddać rozpoczynający mecz strzał. – Koledzy z drużyny mówili na mnie „Parowóz”, bo podobno byłem nie do przejścia – wspomina ze śmiechem.

    – Starałem się nie kopnąć szpicem buta. Kiedy tylko zdarzyło nam się coś takiego, nasz trener od razu dyskwalifikował. Wszystko to pamiętam, jakby było wczoraj – mówi wzruszony pan Mieczysław. – To było zupełnie inne granie. Nie mieliśmy takich butów ani takiego sprzętu. Bywało, że z piłki robiło się jajo, a nie było ani pieniędzy, ani możliwości kupienia nowej. Podejście do grania też było inne. Wszyscy, którzy przybyliśmy na te ziemie odzyskane, przyjechaliśmy krzewić tu polskość: polską mowę, polską tradycję i polski sport. Mieliśmy wielkie serca do gry: nie hazardowej, nie za pieniądze. Nikt nam nie płacił, zresztą pieniądze nie były dla nas ważne – wspomina. Z nutką nostalgii wraca też do historycznego sukcesu białogardzkiej drużyny, która pokonała reprezentację Armii Czerwonej. – To był mecz z okazji rewolucji październikowej. Drużyna nazywała się Czerwona Gwiazda. Na treningi przyjeżdżał do nich nawet Lew Jaszyn, najlepszy wówczas bramkarz w Europie. Wzbiliśmy się na szczyt naszych możliwości i wygraliśmy 2:1. Pamiętam, jak pod boisko podjechały ubłocone czołgi. Ich umycie to była „nagroda” dla naszych rywali za przegrany mecz – opowiada z uśmiechem pan Mieczysław.

    Powstaniec, prawy obrońca

    W 1946 r., gdy powstawała Iskra, grał na pozycji prawego obrońcy. Niecałe dwa lata wcześniej walczył w powstaniu warszawskim w Grupie Kampinos. Z niemałym wzruszeniem patrzył na wybiegających na boisko dużo młodszych kolegów, którzy tego dnia ubrali biało-czerwone opaski ze znakiem Polski Walczącej. Ale broni się przed nazywaniem go bohaterem. – Nigdy nie byłem bohaterem. Jestem tylko synem swojej matki. Tak nas nauczono, że ojczyzna to matka: ona nas rodzi, wychowuje, wprowadza w życie i daje wszystko, co jest człowiekowi potrzebne na co dzień – mówi. – To wzruszające zobaczyć tych chłopców z biało-czerwonymi opaskami. W ten sposób oddali nam cześć i pamięć. To zupełnie co innego niż ten proceder, o którym ostatnio głośno, że na pałkach, które służą do bicia, umieszcza się znak Polski Walczącej. Te znaki kosztowały niemało, bo naszą krew. Kiedy jednak widzę młodych ludzi w koszulkach z takim znakiem, wiem, że to wyraz tego, że dla nich też są ważne te same ideały i wartości, które były ważne dla nas – wyjaśnia porucznik w stanie spoczynku i wiceprezes koszalińskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Przekazując flagę narodową kapitanowi drużyny, życzy piłkarzom, by odnosili same zwycięstwa. – Byle były one wyłącznie sportowe, nie z karabinem w ręku – dodaje.

    Najstarsze zdjęcie

    – Jubileusz to taki moment, w którym dokonuje się pewnych podsumowań, mówi się o wynikach, ale także honoruje najstarszych zawodników czy działaczy sportowych. Pomyśleliśmy, że trafiając na pana Mieczysława, nie możemy nie docenić jego historii i opowiedzieć o niej innym białogardzianom – wyjaśnia powody patriotycznej nuty w świętowaniu Krzysztof Wudziński. – Swego czasu Iskra Białogard to byli nie tylko piłkarze, ale również lekkoatleci, ciężarowcy, koszykarze, a nawet szachiści. W składach tych drużyn było wielu bohaterów, byli także bohaterowie wojny obronnej 1939 roku. To pokolenie, które odchodzi. Naszym obowiązkiem, pokolenia, które jako ostatnie dotyka świadków historii, jest prowokowanie i organizowanie tego typu zdarzeń jak dzisiejsze – dodaje. Historyczne, najstarsze zdjęcie, które przekazał Mieczysław Bielski, zainspirowało klub do kolejnych działań. – To zdjęcie stało się zalążkiem pomysłu, by historię zamkniętą na dnie szuflad wyciągać na światło dzienne. Nasz profil Iskra Białogard Miłośnicy Historia przez kilka tygodni zgromadził już tyle starych zdjęć, że nas samych to zaskoczyło. Na te zdjęcia odzywają się rodziny, dzieci, wnuki sportowców, którzy rozpoznają zawodników czy sędziów. Myślę, że to bardzo cenne i integrujące – zauważa prezes Wudziński.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół