• facebook
  • rss
  • Ursusem dookoła świata

    Karolina Pawłowska

    |

    Koszalińsko-Kołob. 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    O tym, jak wiele zalet mają ciągniki, nie trzeba przekonywać żadnego rolnika. Mało kto jednak wie, że poczciwym traktorem można ruszyć w świat. Amerykę Południową już zdobyto.

    Polskiego ursusa nie pokonały ani powodzie Amazonii, ani wysokość 5 tys. metrów nad poziomem morza w Boliwii. Za to robił furorę, gdziekolwiek się pojawiał.

    Pakistańska inspiracja

    20 tys. przejechanych kilometrów: przez Urugwaj, Argentynę, Boliwię, Chile i Peru. Potrzeba było na to kilku lat i 9 ekspedycji. – Kolejne kilometry czekają – mówi Marcin Obałek, który postanowił rodzimym ursusem przemierzyć cały świat. Globtroter, Wielkopolanin z urodzenia, obecnie mieszkaniec Podlasia – rodzinnych stron żony Moniki. I zagorzały fan traktorów. – Po tylu przejechanych kilometrach człowiek wchodzi w wibracje i nie może się od nich uwolnić – przyznaje ze śmiechem. Najpierw była chęć podróżowania. – Ruszyłem do Indii. Spędziłem w Azji 7 miesięcy. Przygód było sporo, łącznie z przemytnikami broni w Afganistanie – wspomina Marcin. – W dolinie Indusu spotkałem inspirację do późniejszej wyprawy. W polu pracował sobie nasz rodzimy Ursus C 330. Chociaż pełnił chyba bardziej rolę reprezentatywną: w środku siedział oturbaniony właściciel, z głośników leciało ostre disco pakistano, w rytm którego dookoła z 50 kobiet machało motykami. Polski traktor na pakistańskim polu to było coś!

    Półtora roku później już byliśmy po rozmowach z ówczesnym zarządem Ursusa i ruszaliśmy na wyprawę – opowiada. Rozmawiamy na polu, oczywiście w traktorze. Marcin, razem z ekipą Ursusa, która prezentowała możliwości produkowanego przez siebie sprzętu, przyjechał do podkoszalińskiego Biesiekierza, żeby opowiedzieć o tym, że polskiego traktora nic nie jest w stanie zaskoczyć. – Ani kurz i pył, ani deszcze i powodzie Amazonii, ani Andy, ani ciskający kamieniami z procy Indianie. Żadnych problemów z silnikiem, skrzynią biegów, nawet gumy nie złapaliśmy. A dotarliśmy do miejsc, w których nie poradziłby sobie najlepszy samochód terenowy – mówi z dumą.

    Klątwa faraona nad Amazonką

    Na razie traktorowa ekspedycja ma przerwę… rodzinną. Lena i Berenika, córki Marcina, są za małe na tak poważne wyprawy, ale towarzyszą tacie i mamie w podróżach przez Polskę. Traktor podróżnik zaś czeka w Patagonii na kolejną przygodę: w maju ursus i jego ekipa ruszają na zbiory yerba mate. – Hej, rolniku, zostaw pole! Zapraszamy na traktorek. Zimą, wszak to po sezonie, gdy zapomnisz już o bronie, nie oglądaj się na innych, tylko z nami jedź do Indii – mową wiązaną Marcin reklamuje kolejne plany. Podbój Azji już dawno był planowany, ale zatrzymała go ekspedycja archeologiczna, która narodziła się z traktorowej wyprawy. – Podczas drugiej ekspedycji natrafiliśmy na niezmiernie ciekawe znaleziska. Zrobiłem dokumentację zdjęciową i wysłałem do archeologów w Toruniu i w La Paz. Eksperci orzekli, że mamy do czynienia z zupełnie nieznaną kulturą. Rozpoczęliśmy więc profesjonalne prace w środkowym biegu rzeki Beni, jednej z większych rzek boliwijskich – opowiada Marcin. Przygoda zaowocowała też zdobywaniem nowych umiejętności. – Na pierwszej misji palnąłem przy naszych indiańskich pomocnikach o Egipcie, Tutenchamonie i klątwie faraona. Następnego dnia dokopaliśmy się do grobów. Rano nie było nikogo, zniknęli bez zapłaty za 2 tygodnie pracy. Zostaliśmy bez sternika w środku Amazonii. Trzeba było w trybie przyspieszonym zdobyć nowe kwalifikacje – wspomina ze śmiechem.

    Polskie jest dobre

    Z wypraw traktorem i konno (bo po Argentynie i tak podróżowali) rodzą się nie tylko pomysły na książki i filmy. Między ekspedycjami Polskę przemierza Mobilne Centrum Kultury im. Michała Drzymały. – Jako stowarzyszenie „Czysty świat” odwiedzamy szkoły, ośrodki kultury, współpracujemy z samorządami: opowiadamy o świecie, działamy z zakresie profilaktyki uzależnień, zarażamy pasją – mówi Marcin. Ostatnio promują też polską produkcję. Klaster Wspierania Polskiej Przedsiębiorczości „Jedność” to projekt, który reklamuje rodzimych przedsiębiorców umacnia ich pozycję także na świecie. – Zachęcamy, żeby kupować to, co polskie: od ziemniaka, po ciężki sprzęt. Złotówka wydana na polski produkt pozostaje u nas, będzie inwestowana dalej tutaj. A nasze produkty w niczym nie ustępują zagranicznym, więc warto – zachęca podróżnik.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół