• facebook
  • rss
  • Krzyż jak samochód

    dodane 15.09.2016 00:00

    W Koszalinie odbył się 13. Europejski Festiwal Filmowy „Integracja Ty i Ja” poświęcony niepełnosprawności.

    Temat tegorocznej edycji, „Mistrzowie sportu, mistrzowie życia”, stał się okazją do spotkań z niepełnosprawnymi sportowcami. 8 września w ramach tzw. Małego Festiwalu zawitali oni do koszalińskiego zakładu karnego. W spotkaniu wzięło udział 80 skazanych oraz przedstawiciele władz, ośrodków kultury i pomocy społecznej. Przybył także bp Edward Dajczak oraz reprezentacja Domu Miłosierdzia Bożego. Koszykarzy i rugbystów na wózkach lub o kulach wprowadził do więziennej auli Krzysztof Głombowicz, sportowiec i komentator sportowy. Zna on problem niepełnosprawności – cierpiąc na chorobę Heinego-Medina, spędził dzieciństwo na wózku, potem zaczął chodzić o kulach. Długo nie mógł się pogodzić z kalectwem. Obrażony na Boga i ludzi, nie chciał słuchać tłumaczeń mamy, że Pan daje krzyż tym, których kocha. Dopiero kiedy zaczął trenować i uwierzył w siebie, wrócił do niej ze słowami, że owszem, dostał od Boga krzyż, ale na jego końcu jest kółko. Po pierwszych sukcesach sportowych dodał, że to już nie tylko kółko, ale i silnik. A kiedy został reprezentantem Polski, powiedział: „mamo, mój krzyż stał się samochodem”.

    Podczas spotkania opowiadał o sile, dzięki której wręcz pędzi przez życie. Dziś uważa, że gdyby nie kalectwo, w jego życiu nie byłoby tylu sukcesów. – Od kilku lat przyjeżdżam tu z moimi gośćmi i zawsze tak zaczynam rozmowę: „Wy jesteście za kratami własnego więzienia, a my za kratami niepełnosprawności” – wyjaśnia cel spotkania z osadzonymi. Zaprosił sportowców, by opowiedzieli o głupocie, brawurze, alkoholu, braku szacunku do ludzi – przyczynach, które wepchnęły ich w wózek inwalidzki. I by przekonali osadzonych, że są sposoby na wyjście ze swojego więzienia. – Już nie czuję, że jestem uwięziony – zaświadczył Rocky, koszykarz, którego kaleką uczyniło niefortunnie wykonane salto. – Przyszedł taki dzień rehabilitacji, że zrozumiałem, jak wiele mogę osiągnąć. Najpierw ktoś pokazał mi, jak założyć skarpetkę w mniej niż pół godziny. Tak się zaczęło. Krzysztof Głombowicz widzi sens integracji. – Spotykamy się z więźniami od 10 lat, widywaliśmy się, jeszcze zanim rozpoczęły się tu Małe Festiwale. Z wieloma więźniami zaprzyjaźniliśmy się, niektórzy dobrym zachowaniem cały rok pracują tu na to, by móc uczestniczyć w EFF, pomagać w miasteczku festiwalowym – wyjaśnia. – Małe Festiwale gościmy w naszych murach od 6 lat – podsumowuje inicjatywę ppłk Wiesława Panaszewska, dyrektor ZK. Uważa je za świetny pomysł na resocjalizację skazanych, zresztą w ślad za koszalińskim poszły także inne zakłady karne, m.in. w Czarnem, Wierzchowie, Dąbrowie, Szczecinku. – Widzimy, jak dobrze to wpływa na osadzonych. Po każdym takim spotkaniu opisują swoje refleksje i widać w nich zrozumienie tego, że warto coś ze sobą zrobić. Dostrzegają, że skoro osoby niepełnosprawne odnoszą sukcesy, a niektórzy wręcz zdobywają szczyty, to znaczy, że od każdego osobiście zależy, jak potoczy się jego życie. W ramach Małego Festiwalu więźniowie integrowali się także z niepełnosprawnymi z lokalnych placówek opiekuńczych działających w ramach Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Koło” w Koszalinie. Wspólnie uczestniczyli w zwieńczonych wystawą warsztatach rękodzieła oraz przedstawili „Teatr bez słów” o wykluczeniu społecznym osób z widocznym kalectwem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół