• facebook
  • rss
  • Ktoś tam słucha

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 39/2016

    dodane 22.09.2016 00:00

    – Każdy, kto chce spotkać Boga, musi nauczyć się czekać. To czekanie nazywa się też modlitwą. Chodzi o to, abyśmy na chwilę przed Nim znieruchomieli – powiedział bp Edward Dajczak 18 września do uczestników uroczystości w Skrzatuszu.

    Okazuje się, że w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej wciąż są ludzie, którzy nigdy jeszcze nie byli w Skrzatuszu. – Byłam w Licheniu, a w Skrzatuszu nie. Wiem, wiem... niedobrze – uśmiecha się Halina Staś spod Białego Boru. – Dlatego w końcu postanowiłam przyjechać. Trochę też z ciekawości, jak tu jest – dodaje kobieta. Podobnie jej koleżanka z tej samej miejscowości, Irena Michałkiewicz: – Też jestem tu pierwszy raz. Postanowiłam wybrać się na pielgrzymkę, ponieważ mam ważną dla mnie intencję. Wśród kilku tysięcy osób, które 18 września przyjechały do diecezjalnego sanktuarium, aby wziąć udział w dorocznej pielgrzymce, było wielu „debiutantów”. Wieść o odnowionym sanktuarium wciąż nie dotarła jeszcze do wszystkich, ale coraz więcej ludzi z nową siłą powtarza, że tutaj „coś” jest.

    Za daleko?

    Niektórzy, szczególnie z północy diecezji, narzekają nieraz, że Skrzatusz jest za daleko. Jacek Kantowski z Kobylnicy k. Słupska ma na ten temat nieco inne zdanie. Wie, że do Skrzatusza warto przyjechać w ważnych życiowych sprawach i kilometry naprawdę nie mają tutaj wielkiego znaczenia. – Przyjeżdżam tu od lat każdego roku, aby wziąć udział w diecezjalnej pielgrzymce. Ale bywam tutaj także bez szczególnych okazji, po prostu żeby się pomodlić, chociaż, żeby tu od nas dojechać, potrzeba 3 godzin – mówi pielgrzym z Kobylnicy. Powód, dla którego przybywa do Skrzatusza, określa krótkim stwierdzeniem: – Bo tutaj jest Ktoś, kto słucha – wskazuje na znajdującą się w skrzatuskiej świątyni cudowną Pietę. Mężczyzna jest przekonany, że Matka Boża Skrzatuska już kilka razy bardzo mu pomogła. Mimo odległości Skrzatusza od Kobylnicy pan Jacek mówi jednoznacznie: – Czuję, że to jest moje sanktuarium. Wśród tysięcy pielgrzymów, jest też rodzina Górnowiczów z Dretynia: Barbara i Andrzej z córkami – Renatą, Wioletą i babcią Felicją. – Cieszę się, że udało nam się przyjechać razem. Jest za co Matce Bożej dziękować – przyznaje Barbara. Jej mąż Andrzej jest przekonany, że prawdziwe męstwo i siła mężczyzny nie doznają uszczerbku, kiedy człowiek korzy się przed Bogiem. – Upaść przed Nim na kolana to oznaka odwagi. Niektórzy się wstydzą – przyznaje mieszkaniec Dretynia. – A kiedy mężczyzna klęka przed kobietą... to dopiero jest siła – dodaje, mówiąc o swojej modlitwie przed cudowną Pietą. Teresa Ogorzelska ze Słupska spaceruje przy źródełku nieopodal Golgoty. Z jej torby wystaje butelka wypełniona wodą. – Ludzie mówią, że Pan Bóg działa przez tę wodę. Ja w to wierzę – zapewnia. – Przed laty przyjechałam tutaj prywatnie z sąsiadami. Wtedy postanowiłam, że będę tutaj każdego roku. Trudno mi powiedzieć, dlaczego. Jest tutaj coś, co trzyma... ta Pieta – dodaje. Pani Teresa nie ulega jednak powierzchownym odczuciom. Życie duchowe bierze na serio: – U nas w kościele w Słupsku jest możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu przez cały dzień. Staram się codziennie przyjść przynajmniej na pół godziny. Urokowi Skrzatusza poddał się także Dariusz Kowalski, aktor, znany między innymi z roli Tracza w serialu „Plebania”, który z uczestnikami pielgrzymki podzielił się swoim świadectwem wiary. – Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym sanktuarium. Wszedłem do kościoła i zostałem powalony na kolana. Przepiękna architektura i niezwykła rzeźba. Ta Pieta jest taka zamyślona, patrząca gdzieś dalej. Są takie wizerunki Madonny, które poruszają. I to jest właśnie taki wizerunek – stwierdził Dariusz Kowalski.

    Nie ma czasu?

    Centralnym punktem diecezjalnych uroczystości w Skrzatuszu była Eucharystia, której przewodniczył bp Edward Dajczak. Koncelebrowało ją ponad 50 kapłanów, a także biskupi: Tadeusz Werno, Paweł Cieślik i Krzysztof Zadarko. – Każdy, kto chce spotkać Boga, musi nauczyć się czekać. To czekanie nazywa się też modlitwą. To On, Pan wszechświata, wyznacza chwile i miejsca – powiedział biskup w homilii, wskazując również na Skrzatusz jako na miejsce, w którym Bóg mówi do człowieka i dotyka go swoją miłością: – Chodzi o to, żebyśmy tu na chwilę przed Nim znieruchomieli, abyśmy pozwolili Mu nas odnaleźć. Po to jest ten cały wysiłek i troska o zewnętrzny wygląd tego miejsca, o jego odnowienie. Chodzi o to, abyśmy mogli tutaj przyjechać i znieruchomieć – przed Nim oraz przed Tą, która Go trzyma i woła do nas: „Przyjmijcie Go!”. Wskazując na Skrzatusz, bp Dajczak powiedział także: – Tutaj ciągle uczymy się Kościoła, uczymy się być razem, uczymy się być diecezją.•

    Modlitwa za diecezję

    Na koniec uroczystości w Skrzatuszu biskup poprosił wiernych o modlitwę za diecezję, szczególnie o powołania kapłańskie i zakonne oraz za rozpoczęty niedawno II synod. Przedstawiciele parafii odebrali od biskupa teksty modlitwy, która ułożona została w roku 2012 z okazji jubileuszu 40-lecia diecezji. Biskup zachęcał wszystkich, aby odmawiali tę modlitwę indywidualnie, ale także w parafiach. Przypominamy tekst modlitwy: Panie Boże, dziękujemy Ci za nasz koszalińsko-kołobrzeski Kościół. W nim Ciebie wyznajemy i uwielbiamy. Daj żywą wiarę i miłość mojej rodzinie, naszej parafii i całej diecezji. Zjednocz wszystkich na modlitwie i przy eucharystycznym stole. Powołuj i umacniaj głoszących Ewangelię. Spójrz miłosiernie na chorych, bezrobotnych i zagubionych duchowo. Maryjo, nasza Skrzatuska Pani, święci Wojciechu i Maksymilianie, módlcie się za nami. Amen.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół