• facebook
  • rss
  • Narty świętego

    dodane 22.09.2016 00:00

    Stoją skromnie, wśród innych przedmiotów codziennego użytku mieszkańców Czaplinka. Niewielka kartka informuje, że to te, na których jeździł św. Jan Paweł II.

    Jerzy Hojdys z pietyzmem bierze do ręki drewniane deski. – O, jeszcze są ślady parafiny, którą je nacierałem – mówi z uśmiechem. Dla niego narty mają podwójną wartość. – Tak, to te narty, które zrobił mój ojciec – pan doktor ze śmiechem potwierdza autentyczność eksponatu z czaplineckiej Izby Muzealnej. – Ojciec pochodził z Wadowic. Uczęszczał do tej samej szkoły co Karol Wojtyła, tj. do Gimnazjum im. Marcina Wadowity – zaczyna swoją opowieść. – Obydwaj od młodości mieli zamiłowanie do turystyki. Mój ojciec, jako nieco starszy kolega, w grupie kilku gimnazjalistów uczył młodego Karola Wojtyłę, zwanego przez kolegów Lolkiem, stawiania pierwszych kroków w górach – wspomina. Stanisław Hojdys, później doskonale znany w Czaplinku lekarz stomatolog, miał też smykałkę stolarską. – Pierwsze narty w grupie wadowickich gimnazjalistów wykonał mój ojciec. Wiązania do nich pochodziły z austriackich nart wojskowych, używanych przez strzelców górskich w Alpach w czasie I wojny światowej. Ojciec zdobył w jakiś sposób same wiązania, przystosowane do wojskowych butów, narty wyciął z jesionowych desek, czuby wygiął, gotując końce desek w kotle z wrzątkiem i wyginając je na końcach drabiny – opowiada Jerzy Hojdys. – Jeśli chodzi o umiejętności narciarskie, to ojciec był samoukiem, ale w grupie wadowickich gimnazjalistów nieformalnym „instruktorem”. Miał duży autorytet, bo posiadał narty – dodaje.

    Spotkanie po latach

    Do Czaplinka narty trafiły razem z panem Stanisławem po wojnie, kiedy jako osadnik wojskowy zaczynał nowe życie na „ziemiach odzyskanych”. Tu odnalazł go dawny szkolny kolega, ks. Karol Wojtyła. – Znalazł go przez brata ojca, ks. Jana Hojdysa, proboszcza parafii w Międzybrodziu Żywieckim. Przyjechał odwiedzić szkolnego kolegę. Ponieważ obydwaj mieli turystyczne ciągotki, ojciec wsadził go na łódkę, popływali po jeziorze, pokazał mu ujście Drawy i tak narodził się pomysł spływów kajakowych dla krakowskich studentów. Ojciec w jakimś sensie go zainspirował. Potem nigdy nie brał udziału w tych spływach, ale pomagał w ich organizacji – opowiada Jerzy Hojdys. Był wówczas za mały, żeby pamiętać te wizyty i samego gościa. Świadomość, że kolegą ojca był ktoś wyjątkowy, przychodziła z czasem. Tak jak myśl, że proste narty, na których uczył się jeździć, będą relikwiami. – W okolicy Czaplinka są całkiem niezłe górki, więc ojciec trochę na tych nartach nawet jeździł. Potem stały na strychu, a potem ja uczyłem się na nich jeździć. Miałem ze 12, 13 lat. Wtedy były to dla mnie zwyczajne narty, w ogóle nie przywiązywałem wagi do ich historii. Dopiero kiedy kard. Wojtyła został papieżem, uświadomiłem sobie, że to bardzo ważne. A narty zaczęły nabierać coraz większego znaczenia. U kresu życia Jana Pawła II, po jego śmierci, po tym, kiedy został kandydatem na świętego, a następnie ogłoszony świętym, zrozumiałem, że to relikwie i dobro narodowe. Coś, co trzeba chronić, a jednocześnie mądrze eksponować – zauważa pan Jerzy.

    Relikwie

    Narty, na których jeździł przyszły święty papież, są w Izbie Pamięci w Czaplinku od kilku lat, ale do tej pory niewiele osób wiedziało, że tuż na wyciagnięcie ręki jest coś tak cennego. W kwietniu tego roku nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, odsłaniając w stołecznym Muzeum Sportu i Turystyki kajak „Tłusty Bąk”, nie zawahał się określić go mianem relikwii. – Skoro kajak może być relikwią, to dlaczego nie narty? – zastanawiają się mieszkańcy Czaplinka. – Wiele osób przychodzących do Izby właśnie tak traktuje te narty. Ludzie chcą ich dotknąć, pogładzić je. Dla oglądających nie jest to kolejny eksponat, ale relikwie – mówi Maciej Zakrzewski, pełniący funkcję kustosza Izby Muzealnej w Czaplinku. Przyznaje, że posiadanie tak cennego skarbu to powód do dumy, ale i zobowiązanie. – Trzeba koniecznie pomyśleć o jak najszybszym zapewnieniu nartom starannej renowacji, żeby nie okazało się, że mamy nie relikwie, ale przeżarte przez korniki szczątki. Samej Izbie przydałaby się też nowa siedziba, z porządnym magazynem, żeby można było w godny sposób wyeksponować narty – dodaje kustosz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół