• facebook
  • rss
  • ŚDM trwają nadal

    ks. Wojciech Parfianowicz ks. Wojciech Parfianowicz

    dodane 22.09.2016 23:54

    Przekonały się o tym niektóre rodziny, które przyjęły do siebie gości ze świata podczas lipcowych dni w diecezji. Bp Dajczak osobiście podziękował gospodarzom z Koszalina.

    Ponad 120 osób odpowiedziało na zaproszenie biskupa i 22 września spotkało się w Centrum Edukacyjno-Formacyjnym w Koszalinie. Byli to przedstawiciele rodzin, które przyjęły pod swój dach ponad 180 pielgrzymów z kilku krajów świata, którzy w lipcu, w stolicy diecezji spędzili niemal tydzień przed głównymi obchodami Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

    Spotkanie rozpoczęło się krótką adoracją Najświętszego Sakramentu. Po modlitwie przez ponad godzinę przedstawiciele rodzin dzielili się swoimi doświadczeniami w spotkaniu z pielgrzymami. Okazało się, że w wielu przypadkach, kilka dni spędzone razem zaowocowało znajomościami na dłużej.

    Już na samym początku spotkania w CEF, jego uczestnicy połączyli się internetowo z Nikaraguą, gdzie w odwiedziny do swoich lipcowych gości pojechali członkowie jednej z rodzin. Dzięki połączeniu przy pomocy komunikatora Skype, Koszalin i Nikaragua znów na chwilę były razem.

    Adoracja Najświętszego Sakramentu z rodzinami, które przyjęły pielgrzymów na ŚDM.   Adoracja Najświętszego Sakramentu z rodzinami, które przyjęły pielgrzymów na ŚDM. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość Poruszającą historię opowiedział także Ryszard Rogalski z Koszalina, który razem z żoną ugościł dwie dziewczyny z RPA.

    - Program był bardzo intensywny, ale w końcu nadszedł dzień, kiedy mogliśmy spokojnie porozmawiać. Opowiadaliśmy o sobie. Bardzo ujęła nas historia Shirley. Straciła ojca w wypadku samochodowym, a mama zmarła na raka. Zostali z bratem sami. Dziadkowie zapewniają im tylko dach nad głową, a cała reszta należy do nich. Shirley nie ma pracy, szuka jej, ale w RPA nie jest to łatwe, ponieważ tam nawet transport publiczny nie istnieje. Postanowiliśmy zareagować. Tak nas to ujęło, że zdecydowaliśmy się zrobić coś na wzór adopcji na odległość. Będziemy wspierać finansowo Shirley i jej brata, na ile nas stać. Nie są to wielkie pieniądze jak na nasze warunki. Będziemy im wysyłać 200 złotych miesięcznie, czyli ok 700 randów. To powinno wystarczyć na podstawowe środki do życia - zadeklarował koszalinianin.

    W niektórych opowieściach gospodarzy było też wiele humoru, wynikającego również z różnic kulturowych. - Bardzo mnie zdziwiło, że dziewczyny ze Szwajcarii jadły jabłko nożem i widelcem - dzieli się kilkuletnia Ola, córka Pauliny i Marcina.

    Młodzi małżonkowie opowiadają o zabawnej sytuacji ze swoimi gośćmi. - To było dla nas naprawdę duże wydarzenie, dlatego staraliśmy nasze dziewczyny porządnie ugościć. Chyba na trzeci dzień one zapytały: "Czy wy zawsze tyle jecie i ustawiacie tak ładnie talerze i serwetki?" - śmieje się p. Paulina. -  Cały czas jedliśmy przy stole w salonie, na białym obrusie, ze świecami. One myślały, że u nas tak zawsze - dodaje p. Marcin.

    Mieszkaniec Koszalina podkreśla, że dni w diecezji przed ŚDM były dla jego rodziny ważne także z punktu widzenia wiary. - Uczestniczyliśmy razem z nimi, na ile to było możliwe, w spotkaniach, np. na Górze Chełmskiej, czy w katedrze. To nam dużo dało - przyznaje.

    O niezwykłym spotkaniu opowiada Sylwester Gruda. - Mieliśmy 3 dziewczyny z Albanii. Okazało się, że jedna z nich pochodziła z rodziny muzułmańskiej, ale poszła do szkoły jezuickiej i tam odnalazła wiarę. W czasie pobytu u nas była jeszcze nieochrzczona, dopiero przygotowywała się do sakramentu i chciała przeżyć ŚDM. Jeśli spotkanie z nami jej pomogło, cieszę się.

    Ponad godzinę trwało spotkanie, na którym rodziny dzieliły się swoimi doświadczeniami.   Ponad godzinę trwało spotkanie, na którym rodziny dzieliły się swoimi doświadczeniami. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość Jak przypomina Magdalena Szubstarska, lokalna koordynatorka ŚDM, do diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej przyjechało w sumie ponad 400 osób, do samego Koszalina ponad 180, m.in.: z Kolumbii, Nikaragui, RPA, Szwajcarii, Niemiec, czy Albanii. - Zupełnie nie mieliśmy problemów ze znalezieniem miejsc dla pielgrzymów. Było więcej chętnych rodzin niż pielgrzymów, którzy przyjechali. Koszalinianie zachowali się bardzo gościnnie. Powtarzałam rodzinom, że wystarczą przysłowiowe dwa metry kwadratowe i dostęp do łazienki. W rzeczywistości, stoły się uginały, a gospodarze zrobili wszystko, żeby goście czuli się dobrze - mówi koordynatorka.

    Zwracając się do przedstawicieli rodzin, bp Edward Dajczak powiedział: - Dziękuję Wam za to piękne świadectwo, które rozeszło się po świecie. Było mi bardzo miło, kiedy w Krakowie jedna z dziewczyn, która była właśnie w naszej diecezji, powiedziała mi: "Tu jest pięknie, ale moje serce zostało w Koszalinie". Wielu pielgrzymów wyrażało zdumienie Waszą gościnnością. To, co wydarzyło się w Koszalinie, było dla nich bardzo ważne. Jeszcze raz, serdecznie Wam dziękuję.

    Spotkanie w CEF zakończyło się uroczystą kolacją.

    Uroczysta kolacja na zakończenie spotkania.   Uroczysta kolacja na zakończenie spotkania. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół