• facebook
  • rss
  • Żeby zaiskrzyło

    dodane 06.10.2016 00:00

    Środa, godz. 15. W tym samym momencie miliony osób na całym świecie przyzywają Bożego Miłosierdzia. Na ulice miast, miasteczek i wsi wyszli także nasi diecezjanie.

    Na placach, skwerach, skrzyżowaniach ulic albo pod przydrożnym krzyżem. Ważne, żeby razem. Zatrzymać się na kilkanaście minut, chwycić za różaniec i rozpalić iskrę, która obiegnie cały świat. Monika Błaszków pod Dom Miłosierdzia przyszła prosto po pracy. – Często jest tak, że ludzie modlą się, ale wstydzą się to pokazać. Chowają te różańce gdzieś po kieszeniach, żeby nic nie było widać. Dobrze jest nieraz pokazać innym, że się modlę, a moja modlitwa jest dla mnie powodem do radości, a nie do wstydu. Ja też miałam kiedyś z tym problem – przyznaje koszalinianka. W niewielkim Wałczu mieszkańcy tak się organizują, że koronka płynie aż z kilkunastu miejsc!

    Proszą o miłosierdzie Boże dla siebie, swoich rodzin i współpracowników, dla miasta, ojczyzny i całego świata, za pracujących, bezrobotnych i poszukujących pracy, za leżących w szpitalach i opiekujących się chorymi, za rządzących miastem i państwem. Także za tych, którzy – mijając rozmodlone grupki – odwracali głowy lub zmieniali kierunek swojej marszruty. Byli też i tacy jak jeden z mieszkańców Świdwina, który się zatrzymał. Stanął za modlącymi się i na palcach odliczył ostatnią dziesiątkę koronki. – Choćby dla tej jednej osoby, która zatrzymała się i westchnęła do Bożego Miłosierdzia, warto było wyjść na ulicę – żeby w tym jednym człowieku „coś” zaiskrzyło – kiwa głową ks. Marcin Gajowniczek, świdwiński duszpasterz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół