• facebook
  • rss
  • Osieroceni rodzice

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    Normalnie to dzieci powinny chować swoich rodziców, nie odwrotnie. Śmierć dziecka jest zawsze czymś nienaturalnym i dramatycznym. Jak żyć po tak bolesnej stracie?

    Najgorsze, co można powiedzieć komuś, kto cierpi z powodu śmierci własnego dziecka, to słowa: „Masz anioła w niebie”, „Bóg tak chciał”, „No, już nie płacz”, „Czas zagoi rany”, „Weź się w garść”. Tego typu „dobre rady” pojawiają się najczęściej nie z powodu złej woli, ale braku wiedzy. Dlatego w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej w Szczecinku 8 października odbyła się konferencja „O stracie da się rozmawiać”. Zaproszeni prelegenci poruszali temat śmierci dziecka w różnych okolicznościach: w wyniku poronienia, choroby, samobójstwa, wypadku czy morderstwa. Mówili o tym, jak radzić sobie w takich sytuacjach, będąc rodzicem, lub jak pomagać osobom, które doświadczają takiego dramatu, będąc kimś bliskim: znajomym, przyjacielem, członkiem rodziny.

    Zachowuj się normalnie!

    Czyli jak? Spokojnie, bez histerii, nie popadaj w rozpacz, nie płacz tyle, opanuj się? Nic bardziej mylnego. Takie ogólnie panujące przekonanie sprawia, że niektóre osoby przeżywające stratę dziecka, zaczynają podejrzewać u siebie nawet chorobę psychiczną. Tymczasem, jak przypomniała Violetta Południak, psycholog, wiceprezes Stowarzyszenia Profilaktyki i Terapii „Młodzi Młodym” w Koszalinie, żałoba ma swoje prawa i etapy. – Najpierw mamy etap zaprzeczania, wypierania tego, co się stało. Potem następuje bunt, złość, wręcz wściekłość. Następnie przychodzi coś na kształt depresji. Te wszystkie emocje mają prawo się pojawić. Trzeba pozwolić, aby człowiek przeżył je tak, jak tego potrzebuje – zachęcała doświadczona terapeutka. – Czasami rodzi się w nas pragnienie, żeby człowieka „uśmierzyć”, żeby nie krzyczał, nie płakał, żeby stał się „normalny”. Rozpacz jest czymś zdrowym. To brak odczuwania czegokolwiek jest dziwny i chory – mówił o. Piotr Włodyga, benedyktyn, trener komunikacji. – My nie mamy wziąć się w garść, ale właśnie wypłakać, wykrzyczeć ten ból – tłumaczyła Dorota Wiśniewska ze Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka w Gdańsku. Odwołując się do własnego doświadczenia po śmierci syna podpowiedziała, że prawdziwą pomocą rodzicom po stracie jest nie uspokajanie ich, ale zwyczajna wizyta, choćby z garnkiem zupy, bo w takich chwilach człowiek nie ma głowy nawet do codziennego gotowania.

    Ból egocentryczny

    Śmierć dziecka jest poważnym wstrząsem dla małżeństwa. W tym kontekście Anna Suchomska z gdańskiej wspólnoty zwróciła uwagę na różnice w przeżywaniu żałoby u kobiety i u mężczyzny. Niezrozumienie tych różnic może nawet doprowadzić do rozpadu małżeństwa. – Niestety dzieje się tak w 70 proc. przypadków – przyznała prelegentka. – Kobiety przeżywają żałobę bardziej emocjonalnie, chcą mówić o tym, co się stało, płaczą, potrzebują wyrażenia swoich uczuć. Mężczyźni zamykają się w sobie, ponieważ zgodnie z panującym wzorcem społecznym „prawdziwy mężczyzna nie płacze”. Przeżycie żałoby powiedzie się tylko wtedy, jeśli małżonkowie będą o tym ze sobą rozmawiać – powiedziała Anna Suchomska. – Każdemu wydaje się, że jego cierpienie jest największe. Zamknięcie się w swoim bólu powoduje, ze małżonkowie oddalają się od siebie i związek się rozpada – przypomniała Violetta Południak.

    Gdzie jest Pan Bóg?

    Z tym pytaniem zmierzył się o. Piotr Włodyga. – Warto zapytać o obecność Boga nie w samym momencie straty, ale jeszcze przed nią. Tzn. gdzie lokalizowaliśmy Boga w naszym życiu? – pytał duchowny. Jak podkreślił, odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna w kontekście straty dziecka i cierpienia w ogóle. – Najczęściej lokalizujemy Boga w szczęściu. Stosujemy prostą zasadę – tam, gdzie jest szczęście, jest Bóg; gdzie jest nieszczęście, Boga nie ma. Inaczej mówiąc – jest mi dobrze, czyli Bóg ze mną jest; coś w życiu jest nie tak, czyli Boga ze mną nie ma. W takim podejściu Bóg niewiele różni się od narkotyku. Lepsze jest lokalizowanie Boga w sile albo w prawdzie – radził o. Włodyga. W jaki sposób Pan Bóg jest obecny w samym cierpieniu? – Każde cierpienie samo w sobie jest siłą niszczącą. Twierdzenie, że uszlachetnia, jest bzdurą. To Bóg uszlachetnia. W nieskończoności cierpienia On jest właśnie w tym, że my przez nie przechodzimy, że znajdujemy siłę, która pozwala nam przetrwać – wyjaśnił benedyktyn.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół