• facebook
  • rss
  • Zrobili pierwszy krok

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    Nie wiadomo, ilu z nich rzeczywiście zostanie księżmi. Nie zabrakło im jednak odwagi, żeby spróbować. W koszalińskim seminarium odbyła się inauguracja nowego roku akademickiego.

    Reakcje rodziców na wieść o tym, że ich synowie wstępują do seminarium, były różne. – Było im ciężko, ale spotkałem się z wyrozumiałością i zapewnieniem, że będą mnie wspierać – mówi jeden z nowych kleryków. – Nie było wojny i mówienia: wybij to sobie z głowy, ale nie powiem, żeby skakali pod sufit z radości – opowiada inny. W tym roku do koszalińskiego seminarium wstąpiło 5 nowych alumnów, którzy 8 października złożyli swoje przyrzeczenia w obecności bp. Edwarda Dajczaka i zaproszonych gości. Razem z nimi diecezja koszalińsko-kołobrzeska ma obecnie 36 kleryków. Czyli niewielu.

    Odważne pytania

    – Paweł Apostoł mówił: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować” (Flp 4,12). Przyszedł czas, kiedy i my musimy uczyć się pewnej biedy, jeśli chodzi o liczbę powołań. Chcemy jednak ten czas przeżyć godnie. Jest to dla nas krzyż, ale będziemy pod nim stali razem z naszą Matką Bożą Skrzatuską, nie tracąc nadziei, że Ona zatroszczy się o nas – mówi ks. dr Wojciech Wójtowicz, rektor koszalińskiego seminarium. – Musimy też uczciwie zadać sobie pytanie, dlaczego jest tak, że nasze seminarium pustoszeje. Demografia jest pewnie ważnym czynnikiem, ale jednak nie jedynym. Jeśli w ostatnich 10 latach w naszej diecezji urodziło się o 20 proc. mniej dzieci, a liczba kleryków spadła w tym samym czasie o 60 proc., oznacza to, że na zmniejszenie się liczby powołań wpływa coś jeszcze – przyznaje rektor. Ksiądz Wójtowicz wskazuje m.in. na ogólne osłabienie religijności w Polsce, na negatywną atmo- sferę wokół Kościoła w niektórych mediach, na światowe pokusy dotykające młodych ludzi, nierzadką kontestację drogi powołania w domach rodzinnych ewentualnych kleryków. – Trzeba też pamiętać, że powołują już powołani. To jest pytanie do nas, księży, na ile nasze życie jest pociągające dla młodego człowieka, który myśli o kapłaństwie – dodaje rektor.

    Jak tu trafili?

    – Pierwsza myśl o seminarium pojawiła się u mnie dopiero w liceum. Sądziłem jednak, że minie. Przełom nastąpił na Czuwaniu Młodych w Skrzatuszu. Tam nabrałem przekonania, że to chyba jednak jest moja droga – opowiada Mateusz Krahl z Kołobrzegu. Jego kolega, Maksymilian Atałap z Koszalina, przyznaje, że u niego pomysł wstąpienia do seminarium pojawił się znacznie wcześniej, bo już w szkole podstawowej. Duży wpływ na decyzję miała w jego przypadku formacja w Ruchu Światło–Życie. – Tam wzrastałem w wierze, dojrzałem jako chrześcijanin, rozwinąłem relację z Bogiem, dzięki czemu byłem w stanie odczytać powołanie – stwierdza. Michał Burzyński z Piły jest przykładem ministranta „od zawsze”. – Chciałem nim być już od zerówki, więc musiałem dostać specjalne pozwolenie. Zawsze byłem blisko ołtarza. W liceum miałem jednak inne plany, choć coraz bardziej zauważałem, że myśląc o nich, nie czułem pokoju i szczęścia. Ostateczną decyzję podjąłem na tegorocznych rekolekcjach oazowych – opowiada nowy alumn. Ksawery Kalicki z Darłowa przyznaje, że późno się nawrócił. Pana Boga odkrył już jako nastolatek dzięki poszukiwaniom intelektualnym. Zadawał wiele pytań, szukał odpowiedzi, w końcu doszedł do sakramentów. Któregoś dnia usłyszał w kościele na ogłoszeniach parafialnych, że w seminarium organizowane są weekendy powołaniowe. – Przyszło mi wtedy do głowy, że może Pan Bóg chciałby, żebym i ja został księdzem. Nic z tym jednak nie robiłem. Chciałem iść na medycynę. Uczyłem się, ale myśli o kapłaństwie powracały jak bumerang – wspomina. Przełom nastąpił na rekolekcjach dla Rycerstwa Niepokalanej, które wydawały się zupełnie nie dla niego. Poszedł na nie, powierzył się Matce Bożej i Ta dała mu przekonanie, że powinien spróbować. Zupełnie inny typ rekolekcji mocno wpłynął na Cezarego Słapika z Duninowa. – Nie było to żadne pojedyncze spotkanie, tylko cała seria wydarzeń, z których każde wnosiło do mojego życia coś wartościowego. Mam tu na myśli pielgrzymki, np. do San Giovanni Rotondo czy rekolekcje z charyzmatykami takimi jak o. John Bashobora czy James Manjackal. Jeździłem też do Skrzatusza i na rekolekcje ministranckie, które również bardzo mi pomogły.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół