• facebook
  • rss
  • Porywająca wywrotowość Ewangelii

    Karolina Pawłowska Karolina Pawłowska

    dodane 19.10.2016 18:07

    O niezgodzie na hipokryzję, adresie, pod którym Bóg jest dostępny przez 24 godziny na dobę, i wywrotowości Ewangelii opowiadał Szymon Hołownia, dziennikarz, autor książek i założyciel fundacji niosących pomoc w Afryce.

    Nie tylko młodym mieszkańcom podkoszalińskiego Świeszyna nazwisko „Hołownia” najbardziej kojarzy się z popularnym programem rozrywkowym. Ale po półgodzinnym opowiadaniu o tym, co ostatnio najbardziej zajmuje pisarza, ich pytania dotyczą zupełnie innych zagadnień. Słuchają m.in. o sierocińcu Kasisi, prowadzonym przez polskie siostry misjonarki, do którego trafiają najcięższe przypadki w Zambii, o miniklinice, którą po 3 latach działania fundacji udało się stworzyć, o hospicjum w Rwandzie, ośrodku dla trędowatych w Togo, szpitalu w Kongo, do którego trafia 3 tys. dzieci rocznie...

    - Żeby uratować takiego dzieciaka, potrzeba podać mu leki za 10 zł albo włączyć respirator, żeby poprawić saturację - jedna godzina oddychania kosztuje 10 zł, worek krwi kosztuje 35 zł. Tyle kosztuje życie człowieka - wylicza. Opowiada o życiorysach, o dzieciach-żołnierzach, które potrafią tylko zabijać, o biedzie i ogromnych potrzebach ludzi mieszkających na Czarnym Lądzie. A gimnazjaliści ze Świeszyna pytają: „Dlaczego Afryka”?

    - W Ewangelii jest taka historia o dobrym Samarytaninie. Facet był w podróży służbowej z jednego miasta do drugiego, nie myślał wcale o robieniu jakichś akcji charytatywnych, ale zobaczył pobitego. Nie kombinował, nie rozmyślał, po prostu mu pomógł. Zobaczył człowieka. A mnie to dopadło akurat w Afryce, kiedy znalazłem się w miejscu, w którym nawet nie wiedziałem, gdzie zadzwonić, żeby znaleźć pomoc. Zrozumiałem, że muszę przekroczyć jakąś granicę: albo będę dalej opisywać świat, jak jest źle i strasznie, albo zacznę coś robić - wyjaśnia S. Hołownia.

    Przekonuje, że najważniejsze to zacząć działać. I to konkretnie, choć niekoniecznie na wielką skalę. Dlatego zdarza mu się usiąść z bezdomnymi na ulicy.

    - Siostra Chmielewska, przełożona Wspólnoty „Chleb Życia”, powiedziała mi kiedyś, że gdy masz w swoim życiu taki moment, że nie możesz znaleźć Boga, to są dwa miejsca, gdzie On urzęduje 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Pierwszy adres to Eucharystia, drugi to biedni - mówi.

    Bywa, że znacznie ważniejsze niż danie pieniędzy jest wysłuchanie człowieka. A korzyści odnosi nie tylko obdarowywany. - Zaczepił mnie w kościele człowiek, prosił o pieniądze na lekarza. Po godzinie już nie gadaliśmy o kasie, ale on dzielił się ze mną największym problemem teologiczno-moralnym, który go gryzie: czy to grzech śmiertelny, że on tak strasznie nienawidzi kibiców Arki Gdynia? Musiałem lecieć, daję mu 100 zł na lekarza, a on mi mówi: „Szymon, ale ty mnie nie rozumiesz! Ja nie wiem, czy ja mogę do Komunii przystępować! Przecież Jezus mówi, żeby miłować nieprzyjaciół swoich, a ja nie mogę!”. Pomyślałem sobie: „Kurde, przecież ten człowiek uczy mnie, jak robić rachunek sumienia!”. Ja sobie takich pytań w życiu nie zadawałem - opowiada.

    Gimnazjaliści pytają więc o wiarę. Ale i o to, czy nie boi się jeździć do Afryki, podawać ręki trędowatym, przysiadać przy bezdomnych. - Po 40 latach życia dociera do mnie, że Ewangelia jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mi się wydawało. Bo wydawało mi się zawsze, że to taka opowieść o tym, jak Bozia zrobi nam dobrze, że nie będzie wojen, że będziemy zdrowi, że wszystko się poukłada. Czytam Ewangelię i przekonuję się, że tam nic o tym nie ma. Przeciwnie, jest o tym, że będzie mi czasem niedobrze, że czasem muszę zrezygnować z komfortu, ze zdrowia, z poczucia bezpieczeństwa, czasem z wolności - mówi dziennikarz.

    - Abp Konrad Krajewski, jałmużnik papieski, zastanawia się często, czy nie działamy na granicy prawa, mówi: „Zamkną nas kiedyś”. A papież mówi: „Dobrze, będę cię w więzieniu odwiedzać”. Idziesz za Jezusem, to musi boleć, bo Jego bolało. Potem będzie okej, ale teraz każdy z nas ma swój krzyż. Nam się wydaje, że my, w Polsce, mamy teraz jakieś wielkie krzyże. Słusznie papież mówi, że jesteśmy hipokrytami. Bo ludzie koczują na granicy białoruskiej, bo projekt korytarzy humanitarnych jest gotowy i czeka, a nic nie można z tym zrobić, bo mamy swoje lęki i obawy. To niesprawiedliwe, że mamy się wystawiać na ryzyko? Cała Ewangelia taka jest. Gdzie jest logika w przypowieści o tych, którzy za pracę pod koniec dnia dostali taką samą zapłatę, jak ci, którzy pracowali cały dzień, gdzie jest logika w przypowieści o synu marnotrawnym? - pyta młodych.

    - Mówimy: gejom ułożymy życie, rozwodnikom ułożymy życie, wszystko jest napisane w Piśmie, ale jak przechodzimy do Ewangelii Mateuszowej, to mówimy: „Nie no, Jezus nie mógł mieć tego na myśli! Przecież nie mogło mu chodzić o Syryjczyków, nie wiedział, że będzie ISIS”. „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”, ale pod spodem jest gwiazdka: pod warunkiem, że nie byłeś muzułmaninem. „Byłem w więzieniu, a odwiedziliście mnie” i gwiazdka: pod warunkiem, że nie jesteś pedofilem albo tym, co ukradł rower mojemu dziecku - ironizuje.

    - W Rwandzie spotkałem kobietę, której zamordowano całą rodzinę. Miała czworo dzieci. Pokazywała mi ich zdjęcia: w tych samych garniturkach, w których szły do I Komunii, leżały potem w masowym grobie. Była w 4. miesiącu ciąży, skakali po niej, żeby zabić jej dziecko. Ma szramę przez pół twarzy. Dzisiaj chodzi do więzienia i nosi jedzenie ludziom, którzy jej to zrobili. Można powiedzieć: „Nie każdy z nas jest Matką Teresą czy Janem Pawłem II, nie każdy jest święty!”. Ale każdy z nas jest właśnie do tego powołany. Idziesz za Mistrzem, to będzie bolało. Ale wiem, że On mnie nie zostawi. Odkąd mam fundację, mam nieustanne kłopoty finansowe, nie wiem, czy będę miał, żeby zapłacić kredyty. Ale Pan Bóg tak robi, że zawsze mam za mało na za dwa tygodnie i zawsze mam wystarczająco na dzisiaj - tłumaczy i „przestrzega”: - Jest w tej „niesprawiedliwości”, w tej wywrotowości Ewangelii coś niesamowicie pociągającego. Po 30 latach świadomego chodzenia do Kościoła, napisaniu 14 książek pop-teologicznych, wygłoszeniu setek konferencji i rekolekcji, ja dopiero to odkrywam, że to działa! Zachwyciłem się chrześcijaństwem jako przygodą. Nie systemem światopoglądowym, nie kodem moralnym, nie zbiorem zasad czy kulturą, ale przygodą i to taką, że aż pięty świerzbią, żeby już pójść. Więc gdy ktoś deklaruje: „Panie, chcę iść za Tobą”, musi być gotowy, że On naprawdę zaprowadzi go w bardzo dziwne miejsca - mówi.

    - Nie ma co gadać, że jest zło na świecie, trzeba robić dobro. Tego wam życzę, żebyście rozglądali się dookoła siebie i zmieniali na lepsze kolejne 5 cm kw. świata. Nie obiecuję wam, że dzięki temu zyskacie sławę i poklask, ale z pewnością będziecie szczęśliwsi. A tak naprawdę tylko o to chodzi, reszta to dodatki i komentarze - zapewnia gimnazjalistów.

    Szymon Hołownia był gościem Multimedialnego Centrum Kultury „e-Eureka” - Biblioteka Publiczna w Świeszynie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • sarah
      19.10.2016 19:29
      To jest ktoś, kto pięknie werbalizuje moje myśli. Erudyta i apologeta, z którym zgadzam się w 100 proc. Dziękuję za tę relację.
    • Gość
      20.10.2016 10:23
      "Porywająca wywrotowość Ewangelii" -- autorce, a może Hołowni, chrześcijaństwo najwyraźniej pomyliło się z komunizmem. Mamy już naprawdę dosyć kłopotów z "teologią" wyzwolenia, która tak naprawdę jest krypto-marksizmem ubranym w szaty chrześcijaństwa.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół