• facebook
  • rss
  • Odeszli na wieczną wachtę

    dodane 10.11.2016 00:00

    Mieszkańcy Darłówka wspominali tych, którzy nie wrócili na ląd i tych, którzy morzu oddali wszystkie siły i zdrowie.

    Na wieczorne nabożeństwo do kościoła św. Maksymiliana Kolbego parafianie przyszli z wiankami. A także z nazwiskami wypisanymi nie tylko na kartkach, ale i w sercach.

    Zaborcze morze

    – Cała moja rodzina pływała. Tata pływał jeszcze na Wiśle. Synowie też swego czasu się tym zajmowali. A mąż wprawdzie na lądzie umarł, ale morze przyczyniło się do jego śmierci. To ciężka praca – kiwa głową Janina Szypulska. – Ile razy stało się na brzegu podczas sztormu i patrzyło: dopłyną czy nie? Człowiek za różaniec chwytał i tylko modlić się mógł – dopowiada Halina Znoik. W drodze do portu na przesuwanych w zgrabiałych palcach paciorkach różańca odliczają też nazwiska. Dawniej niemal w każdej rodzinie ktoś wychodził w morze. – Wszystkie te nazwiska znam. To sąsiedzi, znajomi, a także moi uczniowie i ich rodzice – Joanna Szymońska ociera oczy.

    Dostępne jest 22% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół